„Trójkolorowi” rozbili dziś Islandię 5:2 i jako ostatni zespół zameldowali się w półfinale Euro 2016. Ich droga do strefy medalowej mistrzostw nie mogła być chyba prostsza – podopieczni Deschampsa trafili do jednej z najsłabszych grup turnieju, a w fazie pucharowej również przyszło im się mierzyć z drużynami z europejskiej drugiej ligi. Jednak o ile w pierwszych czterech meczach notorycznie zawodzili, o tyle dziś zademonstrowali olbrzymią siłę.
Komfortowa przewózka do półfinału
Bo jak inaczej można nazwać drogę reprezentacji Francji od pierwszego spotkania na Euro do dzisiejszego awansu do najlepszej czwórki mistrzostw? Jednak mówiąc komfortowa, wcale nie mam na myśli tego, że „Trójkolorowym” awans do półfinału przyszedł nadzwyczaj łatwo, a jedynie fakt, że ich rywale po prostu nie mogli być słabsi. Rumunia, Albania, Irlandia i Islandia – to mają być skalpy na miarę awansu do strefy medalowej Mistrzostw Europy?
„Trójkolorowym” awans do półfinału wcale nie przyszedł nadzwyczaj łatwo, ale ich dotychczasowi rywale po prostu nie mogli być słabsi.
Zaczęło się od rywalizacji w grupie, w której to w dwóch pierwszych meczach podopieczni Didiera Deschampsa bardzo męczyli się z gorzej niż przeciętnymi zespołami Rumunii i Albanii. Szczerze powiedziawszy te spotkania trudno się oglądało, a jeszcze trudniej przychodziło nam wówczas przekonywanie samych siebie, że Francuzi są w stanie wznieść się na tym Euro na swój optymalny poziom.
Odrobinę nadziei mógł dać zremisowany 0:0 mecz z w miarę silną Szwajcarią (notabene zdecydowanie najmocniejszym zespołem, z jakim mierzyła się dotychczas Francja na Euro), lecz chwilę potem przyszły kolejne męczarnie z przeciętnymi Irlandczykami. A to była już przecież 1/8 finału mistrzostw Europy – tyle że rywal jakiś słaby, a i występ „Trójkolorowych” wcale nie lepszy…
I tak się nam Francja przeczołgiwała aż do dzisiejszego ćwierćfinału – bez jakości, konkretnego stylu i polotu. Ale przecież na takich przeciwników te atrybuty zupełnie nie były potrzebne. Zresztą i dziś, gdyby podopieczni Deschampsa zagrali podobnie jak w meczu z Irlandią czy też Albanią, to prawdopodobnie nie mieliby większych problemów z wyeliminowaniem wyczerpanych turniejem i osłabionych kartkami Islandczyków. Na szczęście faworyci turnieju wreszcie się przebudzili.
Demonstracja siły
Tę widzieliśmy w pierwszej połowie spotkania „Trójkolorowych” z reprezentacją wyspy ognia i lodu. Podopieczni Deschampsa nie dość, że wreszcie pokazali zawziętość i charakter prawdziwego faworyta, to jeszcze byli piekielnie skuteczni.
A w ich szeregach zachwycali dokładnie ci, którzy zachwycać mieli. Pogba, Payet i Griezmann – najwięksi gwiazdorzy reprezentacji Francji zanotowali w pierwszej połowie meczu z Islandią po jednym trafieniu i udowodnili, że rola gwiazd narodowej drużyny wcale nie jest przypisywana im na wyrost. Najbardziej z tej trójki zaimponował nam chyba napastnik Atletico Madryt, który przechytrzył islandzkiego golkipera piękną podcinką.











