Play-off w wielu rozgrywkach, zwłaszcza amerykańskich jak NBA czy NHL, to zdecydowanie najbardziej elektryzująca część sezonu. Coś, co skupia uwagę wszystkich kibiców i dostarcza ogromną dawkę emocji. Niektórzy powiedzą, że to niesprawiedliwe. Może i tak, ale cholernie ciekawe.
W piłce nożnej nie tak często spotykane w ramach rozgrywek ligowych. W sumie słusznie, przecież nie można liderów tabeli nie wynagradzać za cały trud sezonu. Ale czasem zdarzają się próby odejścia od standardowych systemów. Tak jak właśnie w Championship.
Anglicy od wielu lat próbują jakoś urozmaicić zmagania na zapleczu Premier Leauge, stąd co roku jesteśmy świadkami dodatkowej rywalizacji o jeszcze jedno wolne miejsce promowane awansem. Szansę na to mają kluby z miejsc 3.-6. na koniec rundy zasadniczej. Postanowiliśmy zatem w telegraficznym skrócie rzucić okiem na zespoły mogące dołączyć do Burnley i Middlesborough.
Brighton and Hove
Zdecydowanie ci, którzy mają najwięcej do stracenia. Przed chwilą zmarnowali okazję, by na spokojnie przedostać się do BPL – zremisowali z Middlesborough.
https://www.youtube.com/watch?v=Vmd3s25xt2U
Teraz zespół Chrisa Houghtona przystępuje do rywalizacji teoretycznie w roli tych, którzy powinni, jeśli spojrzeć na tabelę po 46 kolejkach, wygrać rywalizację. Gdyby to oczywiście było takie proste, a tymczasem nie jest. Bo faza to zupełna niewiadoma. Irlandzki szkoleniowiec wie o tym doskonale, dlatego ostrożnie waży słowa przed decydującymi meczami, chociaż liczby są jak najbardziej po stronie jego drużyny. Popularne „Mewy” w tym sezonie przegrywały najmniej razy, a także strzeliły najwięcej bramek. Z drugiej strony aż 17-krotnie zremisowały i to prawdopodobnie zabrało im szansę na spokojny awans, wszak w pierwszej połowie sezonu okupowały pozycję lidera.
Co ewentualny awans Brighton wniósłby do BPL? Z pewnością drużynę z interesującymi, choć niedrogimi piłkarzami. Stadion ze średnią frekwencją około 25 tysięcy kibiców na trybunach, Chrisa Houghtona, który już poznał smak BPL, zarówno z Newcastle, jak i Norwich. I wreszcie – bramkostrzelnego Tomera Hemeda, 29-letniego Izraelczyka z polskim obywatelstwem, który w tym sezonie już 18 razy trafiał do bramki rywala.
Sheffield Wednesday
Przeciwnik Brighton zajął w rundzie zasadniczej szóstą lokatę, zaprezentowawszy w ostatnich tygodniach bardzo niestabilną dyspozycję. Wydaje się on najmniej prawdopodobnym zwycięzcą rywalizacji. Niemniej w tej fazie nie wolno nikogo lekceważyć. Tym bardziej że zespół ten nie przegrał z Brighton od siedmiu spotkań, a w tym sezonie dwukrotnie zaliczał bezbramkowy remis. Czy zatem czeka nas nudny półfinał? Niekoniecznie, ale z pewnością „Sowy” postawią trudne warunki przeciwnikom.
Zwycięstwo Sheffield Wednesday w walce o trzecie miejsce… cóż, z pewnością byłoby nie tylko niespodzianką, ale również pięknym powrotem do elity. Zespół ten jest trzecim najstarszym klubem w Anglii, jej czterokrotnym mistrzem (ostatni tytuł w 1930 roku), rozgrywającym mecze na słynnym Hillsborough. Zarządzany przez „króla tuńczyków”, Depjhona Chansiriego, z pewnością stanowiłby niemałą gratkę dla sympatyków BPL. A gdy dodamy do tego ciekawy duet napastników Fernando Forestieri i Gary Hooper (razem 28 goli)… to może być naprawdę interesująco.











