Mateusz Tomczyk

Wielki powrót – „SuperMario” melduje się na murawie

Jak feniks z popiołów

08 września 2017

Po około półrocznej przerwie kibice ponownie mogą ujrzeć Mario Goetzego na boisku. W pierwszym meczu przywitał się z kibicami w przyzwoitym stylu, zaliczając asystę przy golu. Z pewnością takie wejście w nowy sezon po długiej i przymusowej przerwie dobrze zadziała na psychikę piłkarza, przez co dużo łatwiej będzie mu wrócić do swojej dawnej formy. To bardzo ważne, ponieważ ostatni sezon, a także poprzednie dwa lata spędzone w Bayernie Monachium nie należały do najlepszych, nie tylko ze względów zdrowotnych, ale również czysto sportowych.

„Niemiecki Messi”

Określenie nadane przez Franza Beckenbauera, niemiecką legendę piłki nożnej, z pewnością pasuje do stylu gry tego piłkarza, jakości, jaką reprezentował i odgrywanej roli na boisku. Już w wieku 17 lat zadebiutował na boiskach Bundesligi i w niedługim czasie stał się kluczowym zawodnikiem Borussi Dortmund. Wraz z „polskim trio” stanowił o sile tej drużyny przez wiele sezonów. W 2013 roku dotarł z BVB do finału Ligi Mistrzów, podczas którego musiał uznać wyższość Bayernu Monachium. Niedługo potem doszło do głośnego transferu, który miał być kolejnym krokiem do przodu na ścieżce do wspaniale zapowiadającej się kariery.

Chude lata

W lipcu 2013 roku Mario dołączył do ekipy z Bawarii, z którą wcześniej mierzył się zarówno na boiskach krajowych, jak i na poziomie międzynarodowym. Transfer opiewał na kwotę 37 mln euro. 21-letni wtedy Goetze miał przed sobą otwartą drogę do pierwszego składu, do dalszego rozwoju swojego piłkarskiego warsztatu, stania się gwiazdą zespołu i reprezentacji Niemiec. Stało się jednak inaczej, niespodziewanie kariera młodego piłkarza stanęła w miejscu, a nawet cofnęła się. Mario nie potrafił nawiązać do formy, którą imponował za czasów gry w drużynie Zagłębia Ruhry. Mimo iż podczas całego pobytu strzelił łącznie 36 goli i zaliczył 24 asysty, monachijski okres nie zapadnie w pamięci piłkarza jako udany. Nie miał zaufania trenera, do tego doszły również kłopoty z wagą, które spowodowane były niezdrowym trybem życia, brakiem odpowiedniej diety, nieprzykładaniem się do treningu. Nie pomogło nawet nieustanne zaufanie trenera reprezentacji Niemiec Joachima Loewa – podczas występów na Euro 2016 we Francji pomocnik również nie błyszczał. Wobec tego konieczna była zmiana, a idealnym kierunkiem i miejscem dalszego kontynuowania kariery był klub, gdzie wszystko się zaczęło – BVB.

Złe dobrego początki?

Niemal od razu po mistrzostwach Europy doszło do powrotnego transferu, za który Borussia uiściła opłatę 22 mln euro, czyli o całe 15 milionów mniej, niż dostała trzy lata wcześniej. W starym klubie piłkarz otrzymał możliwość odrodzenia się na nowo, już w pierwszym meczu nowego sezonu z RB Lipsk. Następnie pamiętny mecz z Legią na wyjeździe i pierwsza bramka po powrocie do macierzystego klubu dały dobry prognostyk na dalszą część sezonu i nadzieję odbudowy formy. Jednak do końca stycznia Mario rozegrał jedynie 16 spotkań, z czego w większości z nich nie występował, nie rozegrał pełnych 90 minut, co mogło wskazywać na pewne dolegliwości piłkarza. Ponadto w kilku kolejkach Bundesligi nawet nie pojawił się w kadrze meczowej. Nawet bramka zdobyta w meczu z Hoffenheim i asysta z Bayernem nie poprawiła bilansu rundy jesiennej.
Jednak najgorsze nadeszło dopiero później – piłkarz ostatni raz na boisku w poprzednim sezonie pojawił się 29 stycznia w meczu z FSV Mainz. Początkowo nie była znana dokładna przyczyna absencji i przypuszczano, że niedługo wróci do gry, zwłaszcza że Mario przejawiał podatność na wszelkie urazy. Po upływie paru tygodni do kibiców dotarła wiadomość, że przerwa w grze potrwa co najmniej do końca sezonu i spowodowana była dużo poważniejszą przypadłością. Zaburzenie pracy mięśni i częste kontuzje spowodowane były złym metabolizmem organizmu. Konieczne było natychmiastowe przerwanie treningów na potrzeby doboru odpowiedniej terapii.
Wielki i oczekiwany powrót nastąpił podczas International Champions Cup. Piłkarz pojawił się na boisku w 63. minucie. Nadal wymagane jest dalsze kontynuowanie terapii i przyjmowanie leków, jednak wszystko wskazuje na to, że Mario Goetze najgorsze chwile ma już za sobą i może skupić się na grze w zespole, ponieważ jego przypadłością zajęli się klubowi lekarze. Jego zadaniem jest tylko dalsze trzymanie się terapii i sprawianie radości sympatykom swoją grą i oddaniem zespołowi. I tutaj można zauważyć pewien pozytywny rezultat całej nieprzyjemnej historii – kibice wybaczyli wychowankowi klubu piłkarską „zdradę” i ponownie wspierają go w powrocie na szczyt.
Pierwsza kolejka Bundesligi w sezonie 2017/2018 zaczęła się dla naszego bohatera pomyślnie. Jeżeli będzie grał regularnie, strzelał, asystował i odgrywał ważną rolę na boisku, to „Borussen” będzie miała wiele pożytku z tego zawodnika.
A warto pamiętać, że Mario ma dopiero 25 lat.

Komentarze:
Przeczytaj także: