Michał Szymańczyk

Państwo środków – ziemia obiecana dla piłkarskich najemników

Kim są właściciele chińskich klubów i czy ich sakwy mają jakieś dno?

09 stycznia 2017

Żniwa w Chinese Super League trwają w najlepsze. Okres zimy jest tutaj najdogodniejszym momentem na przepłacone wzmocnienia, przerwa w rozgrywkach trwa bowiem od listopada aż do marca. Niedawno doszło do rekordowego transferu, jeżeli chodzi o uiszczoną kwotę odstępnego. Brazylijczyk Oscar, w najlepszym wieku dla piłkarza, zamienia obecnego lidera Premier League na Szanghaj SIPG za bagatela 52 miliony funtów. Z kolei Argentyńczyk Carlos Tevez stał się najlepiej opłacanym piłkarskim najemnikiem na świecie. W ciągu dwóch sezonów zarobi 84 miliony euro. Ostatnie transfery Axela Witsela czy Johna Obi Mikela nie podgrzewają już aż tak opinii publicznej. Kim są namaszczeni przez rządzących komunistów przedsiębiorcy i biznesmeni, których pieniądze mamią gwiazdy światowej piłki?

 

Pierwszy przewodniczący i zakon miliarderów

W 2013 roku Xi Jinping został przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej. Pasjonat i miłośnik futbolu, w propagandowych publikacjach przedstawiany jako wirtuoz piłki. Jak wynika z relacji współmałżonki, często zarywający noce, aby móc zobaczyć na żywo europejskie rozgrywki. To właśnie osoba chińskiego przywódcy stoi za całym zamieszaniem w światowej piłce, to on jest mózgiem planu, który ma przynieść sportową chwałę Państwu Środka, ale o tym później. Swoją drogą ciekaw jestem, czy doczekamy kiedyś czasów, w których godziny rozgrywania najważniejszych wydarzeń piłkarskich będą korygowane o strefę czasową w Chinach, oby nie.

Za centralą stoją rzecz jasna prywatni miliarderzy, często z pierwszej „setki” magazynu Forbes. Na czele znajduje się m.in. spółka, o dającej nam do myślenia nazwie, Alibaba Group, która jest współwłaścicielem mistrza kraju Guangzhou Evergrande. Jest to potentat w dziedzinie e-commerce, dzisiaj jedna z największych firm na świecie, „wciągająca nosem” znany nam doskonale eBay czy Amazon. Dalej mamy nieruchomościowego potentata Dalian Wanda Group, którego właścicielem jest najbogatszy Chińczyk z majątkiem 28,7 mld dolarów, część swojego budżetu uszczuplił ostatnio, nabywając 20% akcji Atletico Madryt. Inną formę przenikania do piłki nożnej prezentuje Ledman Chinese, firma z sektora high-tech, która stała się sponsorem tytularnym drugiej ligi portugalskiej.

Klubem z absolutnego europejskiego topu, w którym udziały tym razem ma China Media Capital, jest Manchester City, cena 400 mln dolarów za 13% udziałów.

Kolejną formą tworzenia sieci powiązań jest zakup pakietu większościowego firmy Infront Sports & Media, która jest właścicielem praw do transmitowania mistrzostw świata. Transakcji tej dokonało znane nam już konsorcjum Wanda Group. Następnym klubem z absolutnego europejskiego topu, w którym udziały tym razem ma China Media Capital, jest Manchester City, cena 400 mln dolarów za 13% udziałów w „The Citizens”. Podmiot ten zainwestował również 1,3 mld dolarów w prawa telewizyjne do rozgrywek chińskiej Superligi, tak duży tort do podziału daje chińskim klubom stabilizację i bezpieczeństwo finansowe w pięcioletniej perspektywie.

Podsumowując, Chińczycy w ciągu tylko kilku lat rozciągnęli swoje macki na wiele różnych gałęzi funkcjonowania futbolu. By kontynuować tylko dalej pozyskane udziały w europejskich klubach, poza już wymienionymi są to włoskie zespoły z Mediolanu, hiszpański Espanyol, francuskie Nicea i Sochaux, holenderski Den Haag, czeska Slavia Praga czy angielska Aston Villa oraz „polskie” kluby – Wolverhampton i West Bromwich Albion. Tak szeroko zakrojona strategia musi mieć silne umocowanie, w tym przypadku jest to władza i jej skrzętnie uknuty plan.

 

Założenia i efekty planu Partii

Piłka nożna jest fundamentem wieloletniej strategii Państwa Środka. Spisany 50-punktowy plan stanowi zarzewie futbolowej rewolucji w Chinach. W perspektywie dekady zakłada wyszkolenie 260 mln dzieci i otworzenie 50 tys. akademii piłkarskich. Futbol, który stał się przedmiotem obowiązkowym w szkole, ma być nieodłącznym elementem życia każdego Chińczyka. Azjaci dają sobie czas do 2050 roku, końcowym efektem ma być organizacja mistrzostw świata i osiągnięcie końcowego sukcesu. Ten cel ma zagwarantować potencjał 50 milionów zarejestrowanych piłkarzy dysponujących 20 tysiącami ośrodków piłkarskich oraz 70 tysiącami pełnowymiarowych boisk.

Poza elementami pracy od podstaw, budowy od dołu struktur chińskiej piłki oraz światem wielkiego pieniądza opisanym wyżej ważną rolę w budowie futbolowej potęgi zaczynają odgrywać lokalni przedsiębiorcy. Chcąc przypodobać się władzy, mając jej wsparcie, tworzą w terenie sieć powiązań, dzięki którym stopniowo transferują europejskie dokonania do Azji. Parafrazując słowa Juergena Kloppa nt. polityki Bayernu Monachium – „Obserwują, co inni robią dobrze i później to kopiują, ale z innymi ludźmi i z większą ilością pieniędzy”.

Reprezentacja radzi sobie bardzo kiepsko, w swojej grupie eliminacyjnej do mistrzostw świata zajmuje ostatnie miejsce, m.in. za owładniętą działaniami wojennymi Syrią czy Uzbekistanem.

Obecnie o namacalne efekty strategii Państwa Środka jest trudno. Na niwie klubowej Guangzhou Evergrande wygrywa Azjatycką Ligę Mistrzów, także inne chińskie kluby osiągają dobre wyniki. Z kolei reprezentacja radzi sobie bardzo kiepsko, w swojej grupie eliminacyjnej do mistrzostw świata zajmuje ostatnie miejsce, m.in. za owładniętą działaniami wojennymi Syrią czy Uzbekistanem. Jako plus należy z pewnością zapisać wzrost średniej frekwencji na stadionach. Kontrakty telewizyjne przynoszą klubom bardzo duże zyski, sama zresztą liga cieszy się coraz większym zainteresowaniem zagranicznych telewizji, w ostatnim czasie prawa do transmisji Super Ligi zakupił Polsat.

Powodzenie planu Xi Jinpinga uzależnione jest od efektów dalszego rozwoju i transformacji chińskiej gospodarki. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że wzrost gospodarczy Chin do 2020 roku spadnie poniżej poziomu 6%, co może w znacznym stopniu zastopować plan rozwoju futbolu.

 

Przykręcenie kurka możnowładcom

Jak się jednak okazuje, strategia państwa i działania prywatnych inwestorów rozjechały się za bardzo od siebie. Ekspansja kapitału na transfery i kontrakty dla obcokrajowców nie spodobała się władzom Chińskiej Republiki Ludowej. W nocie wystosowanej przez Chińską Generalną Administrację Sportu – organizacja rządowa nadzorująca rozgrywki sportowe w kraju – zapowiedziano duże zmiany w funkcjonowaniu futbolu. Ogłoszono wszem i wobec, że należy ograniczyć wydawanie wielkich sum na zagranicznych piłkarzy i zastopować, jak to określono, „palenie pieniędzy”.

– Kontrakty dla obcokrajowców są zbyt duże, nie przywiązujemy uwagi do szkolenia młodzieży. Kładziemy nacisk na szybkie sukcesy, a zaniedbujemy rozwój długoterminowy – zakomunikował urzędnik tamtejszego ministerstwa cytowany przez agencję Reuters.

Zwiększymy kontrolę i nadzór nad finansami klubów, będziemy kontrolować ich wydatki na graczy pierwszej drużyny. Uregulujemy i ograniczymy tym samym kosztowne transfery i wprowadzimy odpowiednie ograniczenia na pensje dla piłkarzy – zapowiedział.

Naszym celem musi być przede wszystkim budowanie klubów, które będą mogły przetrwać sto lat. Te niewypłacalne będą natomiast usuwane z ligi – stwierdził.

42-milonową pensję Carlosa Teveza cały czas można przeliczać w Państwie Środka na miski ryżu.

Trudno odmówić racjonalności temu otrzeźwieniu chińskich władz. Poziom przepłacania emerytowanych gwiazd futbolu czy graczy drugiego sortu poraża. Rozwarstwienie chińskiego społeczeństwa jest bardzo duże, w dalszym ciągu na próżno można szukać klasy średniej w tym państwie. 42-milonową pensję Carlosa Teveza cały czas można przeliczać w Państwie Środka na miski ryżu.

 

Komentarze:
Przeczytaj także: