Kamil Tybor

Piłkarska wyprawa w głąb Szwajcarii

Odwiedziny w Lausanne-Sport i derby „Romand”

31 lipca 2017

Lausanne-Sport to jeden z większych szwajcarskich klubów piłkarskich. Kilkukrotny mistrz i zdobywca pucharu tego kraju, rozgrywający swoje domowe mecze na znanym Stade Olympique de la Pontaise – jednej z głównych aren mistrzostw świata z 1954 roku. Korzystając z okazji rozgrywanych w drugiej kolejce Raiffaisen Super League derbów „Romand” (derby francuskojęzycznej części kraju Helwetów), postanowiłem odwiedzić Lozannę i jej klub piłkarski, a przy okazji sprawdziłem, czy piłka nożna w tym państwie rzeczywiście staje się coraz bardziej popularna.

Pociąg SBB (szwajcarski przewoźnik) relacji Genewa – Brig wyjeżdża punktualnie o 12. Na dworcu głównym jestem równo o 11:55. Uff… udało się! Trochę czasu zajęło mi przedostanie się przez francusko-szwajcarską granicę – korki – najważniejsze jednak, że zdążyłem i mogę zajmować swoje miejsce. Jako środek transportu wybieram kolej, bo ta w Szwajcarii jest po prostu idealna. Zawsze na czas, zawsze wygodnie, a i ceny są bardzo przystępne.

Podróż do Lozanny – dodam tutaj, że w bardzo komfortowych warunkach – zajmuje niecałe 50 minut. Olimpijska stolica wita mnie niebywałym żarem lejącym się z nieba, który po jakimś czasie zamienia się w burze. Czyżby to znak, że dzisiejszy mecz obfitował będzie w piorunujące emocje?!

Lozanna – miasto MKOl

Spotkanie Lausanne-Sports – FC Sion ma zacząć się o 16, więc trzy godziny, które zostały mi w zapasie, postanowiłem spożytkować na delikatne zwiedzanie, ze szczególnym uwzględnieniem poszukiwań detali piłkarskich w tym mieście. Niestety zawiodłem się. 20 minut marszu i nic. Kibicowska pustynia. Ani jednego – znanego mi z Polski – napisu na murze czy wlepki. Te spotykam dopiero w okolicach przystanku jeżdżącej na stadion olimpijski linii autobusowej numer 3 (tu, uwaga, nie są to wlepki miejscowych, lecz ślady obecności gości z Zurychu).

Nie zamierzam oczywiście zapuszczać się w głąb dużych blokowisk, w których to, jak mniemam, czekałoby na mnie więcej ekstremalnych, połączonych z futbolem atrakcji – może innym razem. Piłka nożna w Szwajcarii nie jest najpopularniejszym ze sportów, jednak osiągnięcia drużyn takich, jak: FC Basel, Young Boys Berno czy reprezentacji narodowej nakręcają powoli koniunkturę – nie widać tego jednak bezpośrednio na ulicach, przynajmniej Lozanny.

Wszędzie widoczne są natomiast nawiązania do igrzysk olimpijskich czy samego Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, który na swoja siedzibę obrał właśnie to, położone nad brzegiem Jeziora Lemańskiego, miasto. Nie da się nie zauważyć pojawiających się co jakiś czas informacji dotyczących MKOl, a kolejowy dworzec główny wita przyjezdnych tak:

 

Jako że jestem amatorem dobrej kawy, zawieszam poszukiwania i udaje się na zasłużoną, aromatyczną małą czarną w okolice starego miasta i tu o dziwo czeka na mnie niespodzianka. Z oddali dobiegają coraz to głośniejsze śpiewy, które z czasem, wydaje się, zbliżają się w moim kierunku. Moim oczom ukazuje się długi, prowadzony w asyście miejscowych stróżów prawa, czerwono-biały korowód kibiców FC Sion. Co dziwne i raczej niespotykane w Polsce, sympatycy ze Sionu drogę na stadion – a jest to niemały kawałek – pokonują z dworca pieszo, prowadzeni malowniczymi uliczkami starej Lozanny.

Stare miasto z górującą nad nim katedrą Notre-Dame należy do miejsc bardzo urokliwych i charakterystycznych. Największy ośrodek miejski Vaud, ze wszystkim swoimi atrakcjami, zalicza się do tych piękniejszych szwajcarskich punktów. Port Ouchy, Jezioro Genewskie, niesamowity widok na Alpy i inne uroki tego miejsca sprawiają, że tam o piłce nożnej można najzupełniej w świecie zapomnieć. Poza tym nie sama piłką Szwajcar żyje. Sportem numer jeden w państwie gospodarza mistrzostw Europy z 2008 roku jest zdecydowanie hokej i zdecydowanie… nie jest to mój sport.

Lausanne-Sport – duma regionu Vaud

Lozanna to największe miasto i stolica kantonu Vaud, i, co logiczne, siedziba największego klubu na tym obszarze – Lausanne-Sport, powstałego już w 1896 roku. Siedmiokrotny mistrz Szwajcarii w okresie 1913–1965, dziewięciokrotny zwycięzca „Coupe de Suisse”, który 23 razy reprezentował swój kraj na europejskiej arenie. Ostatnio może niezachwycający w lidze, nieodnoszący żadnych większych sukcesów, ale mimo to klub mogący pochwalić się swoją piękną historia. „Tradycja” – uwielbiam to słowo, jest takie dostojne… Ta właśnie tradycja zachęciła mnie do tego, by z bliska przyjrzeć się temu i na własne oczy przekonać się, jak wygląda obecnie.

Muszę nadmienić też, że przynajmniej mnie Lausanne-Sport zawsze kojarzy się ze strzelającym bramki Marcinem Kuźbą, ale w tej drużynie grali też inni Polacy – Jacek Dembiński i Piotr Matys. Klub z Lozanny nie stanowił nigdy ogromnej polskiej kolonii, jak choćby Urania Genewa, ale dzięki niemu i o naszych rodakach w Szwajcarii czasem bywało głośno.

Poprzedni sezon w wykonaniu podopiecznych Celestiniego nie był różowy – zajęli przedostatnie miejsce, przez co prawie pożegnali się z ligą –a i ten nie zapowiada się na mistrzowski. Drużynę Lausanne-Sport czekać będzie walka o utrzymanie. Ciekawostką jest, że w zespole LS występuje znany dzięki swojej przygodzie z Serie A bułgarski internacjonał – Valerij Bozinov. Kojarzycie, prawda?

Na stadion udaję się około godziny 14:30, tak by na spokojnie załatwić wszystkie formalności i móc przed meczem dokładnie się rozejrzeć. W drodze na Stade Olympique nie spotykam żadnego sympatyka lokalnej drużyny w przeciwieństwie do kibiców Sion, którzy grupkami okupują pobliskie ogródki piwne. Dopiero pod kasami obiektu kłębią się fani ubrani w niebiesko-białe barwy, ale porównując to z naszymi polskimi standardami – „mizeria”.

Najwyższa krajowa liga, mecz z lokalnym derbowym rywalem – a tu „puchy”. Zafrasowany tym, co widzę, postanawiam zapytać jednego z lokalsów o przyczynę tak słabego stanu rzeczy, a w odpowiedzi słyszę, że „do przyjścia na stadion nie zachęcają też bardzo wysokie ceny biletów”, i jeżeli mówią o tym sami – dobrze zarabiający przecież – Szwajcarzy, to musi w tym coś być (ceny na domowe mecze LS wahają się w granicach 25–49 franków). Sektor zajmowany przez najzagorzalszych lozańczyków zapełni się dopiero wraz z pierwszym gwizdkiem sędziego.

Stade Olympique de la Pontaise

Relikt. Jeżeli miałbym porównać stadion Lausanne-Sport z którymś w Polsce, postawiłbym na ten Polonii Bytom. No może trochę przesadzam, ale jednak Stade Olympique nie grzeszy ani uroda, ani piłkarską funkcjonalnością. Typowy obiekt lekkoatletyczny (co roku odbywają się na nim zawody Athletissima), wybudowany w 1904 roku, a odnowiony w 1954. Władze miasta zatwierdziły jednak nie tak dawno plany budowy nowego, ultranowoczesnego stadionu, który stanie na przedmieściach.

Kilka rund wokół budowli, nic szczególnego. Co chwilę natrafiam na wałęsających się i nie niepokojonych przez nikogo sympatyków FC Sion, których tego dnia w Lozannie pojawiła się spora grupa. Ciekawa jest również bliskość klubowego centrum treningowego, usytuowanego 50 metrów od głównego wejścia do stadionowych szatni.

Mojego uznania nie wzbudza też zaopatrzenie klubowego sklepu, w którym oprócz koszulki, szalika czy długopisu nie kupię nic konkretnego – szkoda, bo chciałem zrobić fajny prezent swojemu tacie, zakochanemu w kolekcjonowaniu piłkarskich pamiątek.

Kawa lepsza niż mecz

Pierwsze w tym sezonie derby „Romand” – mające pierwotnie odbyć się w Sionie na „Tourbillon”, ale ze wzgledu na wymianę murawy przeniesione do Lozanny – odbyły się. Odnotowane. Mecz nie był porywający, momentami nawet senny. Gospodarze przegrali 0:1 i początek sezonu w ich wykonaniu nie należy do tych najlepszych – choć to dopiero 2. kolejka. Co rzucilo mi się najbardziej w oczy? Atmosfera, jaką stworzyli kibice FCS, szczelnie wypełniający sektor przyjezdnych. Porównałbym ich nawet z polskimi ekipami kibicowskimi, dopingującymi fanatycznie swój zespół cały czas i bez wytchnienia. FC Sion – chapeau bas.

Fani z olimpijskiego miasta również pokazali się z dobrej strony – tworząc przyjemnie wyglądający młyn z kilkoma flagami – jednak ich liczba nie powaliła mnie na kolana. Cały stadion zapełnił się ostatecznie w jednej trzeciej swojej pojemności, a gdyby nie goście, uznałbym, że uczestniczę w jednym wielkim pikniku.

Wracając do samego spotkania, liczyłem na to, że zobaczę coś lepszego. Sion przyjeżdzający do Lozanny po pucharowym blamażu, chcący się zrehabilitować, czy drużynę prowadzoną przez trenera Celestiniego chcącą wyszarpać rywalowi z gardła trzy punkty. Nic z tego, poziom średnio mnie zachwycił, ale jak już wspominałemx to dopiero początek sezonu, na dodatek w kraju, w którym futbol (czasami) gorszy jest od serwowanej na mieście kawy.

Brakowało nam agresji, graliśmy tak, jakbyśmy nie chcieli zgarnąć trzech oczek – Fabio Celestini na konferencji prasowej.

Moje domysły na konferencji prasowej potwierdził trener lozańczyków – Fabio Celestini – mówiąc: Brakowało nam agresji, graliśmy tak, jakbyśmy nie chcieli zgarnąć trzech oczek. Jestem zawiedziony. No cóż… ja trochę też.

Lausanne-Sport – FC Sion 0:1

***

Lozanna to na prawdę piękne miejsce, świetne do życia i wypoczynku. Zauważyć można jednak, że piłka nożna jest tutaj na uboczu – nie odgrywa na pewno tak istotnej roli, jak w Bazylei, Zurychu czy Bernie, gdzie widoczna jest na okrągło. Futbol nad Jeziorem Lemańskim to głównie dodatek, choć i tutaj trafiają się prawdziwi zapaleńcy, żyjący nim na co dzień.

Żywię również ogromną nadzieję, że mogłem przedstawić Wam choćby w małym stopniu to, jak wygląda piłkarska otoczka w jednym ze szwajcarskich miast. „Allez Lausanne”! Do następnego!

Komentarze:
  • Fan

    Przydała by się jeszcze informacja jaka była frekwencja na tym meczu.

    • Kamil Tybor

      Trochę ponad 5 tys. Stadion ma pojemność ponad 15 tys.

  • Drago

    Świetny reportaż, bardzo fajnie się czytało. Będą kolejne ze Szwajcarii?

    • Kamil Tybor

      Zobaczymy :) nie tylko samą Szwajcarią człowiek żyje :)

  • Gość

    Za krótkie zdecydowanie. Brawo!

Przeczytaj także: