Wojciech Kowalski

Futbol totalny Napoli, nad którym trzeba zapanować

Ekipa Sarriego na prowadzeniu, tymczasem w Mediolanie trwa degrengolada

17 października 2017

Z pewnymi tezami nie wypada polemizować. Taką jest chociażby wskazanie drużyn, które aktualnie prezentują najprzyjemniejsza piłkę dla oka w całej Europie. Kandydaci nasuwają się sami, prawda? I nie wystarczy tu tylko suche spojrzenie na wyniki osiągane przez Manchester City oraz Napoli, ale też styl, w jakim oba zespoły rozjeżdżają od kilku tygodni swoich rywali. Zarówno w przypadku ekipy Pepa Guardioli, jak i Maurizio Sarriego trudno mówić o jakimkolwiek dziele przypadku. Mało tego, drużyna z Neapolu podąża ścieżką wytyczoną już kilka miesięcy wcześniej, ponieważ obecna gra lidera Serie A to po prostu kontynuacja dzieła rozpoczętego już wiosną, kiedy to zespół zaczął prezentować imponujący styl. Miniony weekend zaś jeszcze raz utwierdził wszystkich w przekonaniu, że to absolutnie największy kandydat do zrzucenia z tronu dotychczasowego hegemona.

Futbol totalny w Neapolu

Chociaż można doszukiwać się różnych niuansów, które mogłyby rzucić delikatny cień na sobotnią, rzymską wiktorię, trudno ostatecznie przysłonić jej blask. Wystarczy obalić jeden z mitów. To prawda, że Napoli w sobotę po raz pierwszy w tym sezonie zdołało wcisnąć rywalowi tylko jednego gola. Ale przecież każdy zdawał sobie sprawę, że test przeciwko drużynie Romy będzie dużo trudniejszy. Banda Sarriego miała w końcu trafić na rywala prezentującego względnie zorganizowaną postawę w defensywie (przed ostatnią kolejką drugie miejsce pod względem najmniejszej liczby straconych goli). Biorąc pod uwagę ten istotny szczegół, ostateczny wynik należy traktować tylko w kategoriach ogromnego sukcesu.

Czy Maurizio Sarri stworzył już kompletnego potwora? Cóż, dotychczasowa gra mogłaby to w zupełności potwierdzać. Jego piłkarze na krajowym podwórku prezentują absolutnie futbol totalny, zjawiskowy. Z jednej strony, imponuje solidność defensywy, z drugiej zaś – urzeka gra całego ataku. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że na dzień dzisiejszy szkoleniowiec lidera Serie A odnalazł odpowiedni balans i stworzył sprawnie funkcjonujący organizm.

Paradoksalnie, ta ostatnia wiadomość niekoniecznie stanowi optymistyczny prognostyk dla Piotra Zielińskiego. Bo jeśli już mamy gdzieś szukać tych niuansów, które mogą wzbudzać pewne wątpliwości co do siły Napoli, najłatwiej odnaleźć je można właśnie w innych ustawieniach zespołu. Umówmy się, to nie jest tak, że z Polakiem w środku pola ten zespół nagle traci połowę swojej wartości. Mecz z Romą pokazał jednak, że drużyna Sarriego potrzebuje odpowiedniego rozłożenia akcentów w drugiej linii. Dla reprezentanta naszego kraju jest to o tyle niespecjalnie wesoła wiadomość, że jego największy rywal do gry w jedenastce, Alan, prezentuje właśnie ten element, który przeciwko mocniejszym rywalom jest po prostu niezbędny. Mowa tu oczywiście o aspekcie defensywnym.

Wracając zatem do powyższego pytania, czy Napoli jest już zespołem totalnym? Oczywiście, że nie. Na szczęście, zdają sobie z tego sprawą również w samym Neapolu, tonując odpowiednio nastroje. Tam każdy wie doskonale, że drużyna wciąż ma pewne braki. Oczywiście już teraz dysponuje ogromną mocą, czego efekty widzimy od kilku miesięcy. Ale nie zapominajmy, że już kiedyś i Roma pod wodzą Rudiego Garcii potrafił na starcie sezonu zdystansować rywali. Pamiętamy zaś, jak skończyła (17 punktów za Juventusem). Ktoś kiedyś dobrze powiedział, że z wielką siłą wiąże się wielka odpowiedzialność.

 

Czy Vicenzo Montella zostanie zwolniony?

Tak, to nie ulega wątpliwości, ponieważ – jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi – do czegoś takiego najzwyczajniej w świecie musi prędzej czy później dojść.

Tego typu historie przerabialiśmy już przecież kilka razy. Rzadko kiedy zdarza się, by zmiana klubowych właścicieli oznaczała dobrą wiadomość dla dotychczasowych szkoleniowców. Nowe władze przecież zawsze chcą otaczać się swoimi ludźmi, szkoleniowiec nie jest tu żadnym wyjątkiem. Pocałunkiem śmierci może być zaś ogromny zastrzyk gotówki, który naturalnie zawsze rozbudza apetyty i ambicje. Efekt? Przy pierwszym poważniejszym kryzysie wokół trenera pojawiają się znaki zapytania. Czasami stanowią one tylko dobry pretekst. Doświadczyliśmy tego już m.in. w Manchesterze City oraz PSG (w takich okolicznościach posadę tracili odpowiednio Mark Hughes i Antoine Kombouare)

Oczywiście, samemu Montelli trudno nie odmówić racji w kilku kwestiach. Prawdą jest, że latem jego kadrę wywrócono do góry nogami, poukładanie tych klocków naturalnie wymaga czasu. Sprawy nie ułatwiają również ci, w których pokładano największe nadzieje. Zastanawiająca w tym kontekście jest zwłaszcza bardzo słaba postawa Leonado Bonucciego, który przypomina tylko cień samego siebie. Wielu fanów łapie się również za głowę, próbując dociec, co też najlepszego stało się z Lucasem Biglią. Reasumując, kiedy na placu boju najbardziej zawodzą fundamenty drużyny, trudno oczekiwać, że zupełnie nowa konstrukcja nie rozleci się, napotykając poważniejsze podmuchy. Wyniki mówią same za siebie.

Lazio – Milan 4:1
Sampdoria – Milan 2:0
Milan – Roma 0:2
Inter – Milan 3:2

Czterech rywali z górnej części tabeli, cztery porażki. W niedzielę katem „Rossonerich” okazał się Inter, a właściwie Mauro Icardi.

Drużyna Luciano Spalettiego już chyba na dobre zadomowiła się w ścisłej czołówce tabeli, co niekoniecznie powinno dziwić. Już przed sezonem zastanawialiśmy się, która z mediolańskich ekip będzie mocniejszym przedstawicielem miasta w ligowej rywalizacji. Abstrahując od rewolucji w Milanie, rywal zza miedzy również dokonał kilku zmian – zarówno w składzie, jak i na ławce trenerskiej. Piotr Dumanowski, komentator Eleven Sports, już wtedy w rozmowie z nami przekonywał, że to właśnie zmiany w szeregach Interu mogą okazać się bardziej skuteczne. I rzeczywiście, trudno dziś z tym polemizować. Letnie nabytki zespołu do tej pory prezentują się naprawdę bardzo solidnie. Kluczową rolę odgrywa zaś Mauro Icardi, który tylko potwierdza, że dziś to jedna z najlepszych „dziewiątek” na świecie.

Niemniej w grze zespołu wciąż wiele rzeczy budzi wątpliwości. Do takich należą chociażby długie przestoje – rzadko w tym sezonie Inter potrafi zaprezentować przyjemny dla oka futbol przez pełne spotkanie. W niedzielny wieczór „Nerrazzuri” dwukrotnie tracili prowadzenie, ostatecznie przypieczętowując sukces w ostatnich minutach, i to za sprawą swojego asa. Mimo to trudno nie doceniać dotychczasowej pracy Spalettego. Wynikami się broni, tymczasem gra z czasem powinna być też dużo lepsza.

 

Lazio zmorą Juventusu

Jeśli po raz pierwszy od 2003 roku Twojej drużynie udaje się pokonać w lidze Juventus, dodatkowo przerywając jego serię 57 spotkań u siebie bez porażki, to znak, że podążasz w dobrym kierunku – tego typu komentarzy Simone Inzaghi musiał otrzymać prawdopodobnie po sobotnim wieczorze całkiem sporo. W dziele Lazio trudno już mówić o przypadku, wszak „Biancocelesti” zdołali ograć aktualnego mistrza kraju już drugi raz w tym sezonie (wcześniej dokonali tego w Superpucharze Włoch). Obrazu nie ma prawa również zmienić zmarnowany przez Paolo Dybalę rzut karny z 97. minuty, a także kuriozalna sytuacja z udziałem golkipera Lazio i Gonzalo Higuaina. Bo czy ktoś tego chce, czy nie, Lazio było po prostu od Juventusu zespołem lepszym.

„Stara Dama” dorzuciła kolejną cegiełkę teorii, że oto właśnie nadchodzi TEN sezon. A sam Inzaghi? Cóż, z każdym takim zwycięstwem plotki o jego podjęciu pracy w Juventusie będą się pojawiać niczym grzyby po deszczu.

Pięć wyróżnień weekendu

Mauro Icardi

Leo Messi to bez wątpienia najlepsza „dziesiątka” Argentyny. W takiej dyspozycji Icardi może stać się jego najlepszym partnerem do gry w trakcie mundialu w Rosji. Oczywiście pod warunkiem dobrej woli selekcjonera Sampaoliego.

Ciro Immobile

Raz jeszcze zdołał ukąsić zespół, w którym to nigdy nie otrzymał poważnej szansy. Tym razem wystarczyło mu do tego osiem minut. W listopadowych spotkaniach kadry przeciwko Szwecji jego dyspozycja może okazać się kluczowa.

Thomas Strakosha

Absolutny bohater kibiców Lazio, który w 97. minucie spotkania uratował zespół przed utratą zwycięstwa, broniąc rzut karny. „Jedenastkę”, dodajmy to, podyktowaną z pomocą systemu VAR.

Bologna

W cieniu największych szlagierów i wspaniałej serii Napoli swój mały triumf święci Bologna, która odniosła już trzecie z rzędu zwycięstwo. Tym razem jej ofiarą padło SPAL z Bartoszem Salamonem w składzie, który – niestety – zaliczył w tym spotkaniu bramkę samobójczą.

Karol Linetty

Niczym Thierry Henry, reprezentant Polski przypieczętował w niedzielę znakomitą zmianę. Miejmy nadzieję, że to tylko przybliży go do podstawowego składu.

 

 

 

Komentarze:
Przeczytaj także: