Jakub Łonyszyn

Nowy Lech, stara rzeczywistość. Czy zespół Bjelicy ma przyszłość?

Solidnie wzmocniony „Kolejorz” w ciągu tygodnia odpadł z rywalizacji o Ligę Europy oraz puchar krajowy.

11 sierpnia 2017

Od pierwszego wzmocnienia Lecha minęły ponad dwa miesiące. W tym czasie przy Bułgarskiej działo się wiele rzeczy. Zarząd klubu postanowił nie szczędzić pieniędzy na transfery – w konsekwencji do Poznania dołączyło aż dziewięciu nowych zawodników. Zespół z meczu na mecz prezentował się coraz lepiej, a napastnicy wreszcie zaczęli strzelać. Niestety mimo tego Lech na arenie europejskiej za wiele nie zdziałał – odpadł w III rundzie eliminacji Ligi Europy. „Kolejorza” nie ma już również w Pucharze Polski – lechici przegrali w Szczecinie z Pogonią 0:3. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała plany szkoleniowca, a w stolicy Wielkopolski trudno doszukiwać się optymizmu. Poddajmy więc weryfikacji całokształt pracy szkoleniowca poznańskiej „lokomotywy”.

Chorwacka koncepcja

Ostatnie sezony nie należały do Lecha, a tym bardziej do jego zarządu, który skrupulatnie oszczędzał na transferach. Efektem była bardzo słaba gra oraz brak sukcesów. Chorwacki szkoleniowiec już od dłuższego czasu, czyli odkąd zdążył poznać drużynę, zgłaszał potrzebę licznych transferów. W tym sezonie w klubie poważnie potraktowano konieczność wzmocnień. Co ważniejsze, to trener miał wybierać zawodników zgodnie ze swoimi wytycznymi. Szkoleniowiec dokonał wielu poważnych wzmocnień, aż siedmiu nowych piłkarzy to obcokrajowcy.

Systematycznie uzupełniano braki kadrowe, które rozmontowały defensywę „Kolejorza”. W miejsce Wilusza i Bednarka przybył Dilaver, Vujadinović, Janicki oraz De Marco. Pierwsza trójka prezentuje się należycie, ten czwarty nadal pozostaje w cieniu. Został spełniony również kolejny warunek – bramkostrzelny napastnik; w tę rolę wcielił się Chrisitan Gytkjaer. Jeśli dodamy do tego nowych pomocników, uzyskamy obraz solidnie wzmocnionej ekipy, w której część nowych zawodników stała się pierwszym wyborem trenera. Już teraz można powiedzieć, że Nenad Bjelica w dużej mierze może być zadowolony z nowych nabytków.

Zagraniczne transfery Lecha Poznań w sezonie 2017/18

  • Emir Dilaver – Austria – Ferencvaros Budapeszt (Węgry)
  • Vernon De Marco – Argentyna/Hiszpania – Slovan Bratysława (Słowacja)
  • Nikola Vujadinović – Czarnogóra/Bułgaria – Osasuna Pampeluna (Hiszpania)
  • Nicklas Bärkroth – Szwecja – IFK Norrköping (Szwecja)
  • Deniss Rakels – Litwa – Reading FC (Anglia)
  • Mario Šitum – Chorwacja – Dinamo Zagrzeb (Chorwacja)
  • Christian Gytkjaer – Dania – TSV 1860 Monachium (Niemcy).

 

Nieskuteczność katem Poznania

Po odpadnięciu z eliminacji do LE na zespół Bjelicy spadła fala krytyki. Jest to podyktowane krótkowzrocznością kibiców, którzy uważają, że wynik ma być na już. Fani już zapomnieli, jak dumnie skandowali nazwisko trenera po zakończeniu sezonu na trzecim miejscu, co w ówczesnej sytuacji „Kolejorza” należało traktować jako sukces. Co prawda Lech miał problemy z awansem już do III rundy, ale zespół wciąż był w fazie przygotowań do sezonu – taka kolej rzeczy nie powinna już nikogo dziwić. Przejść dalej się udało, nadeszła walka z Holendrami. Należy wziąć pod uwagę, że Lech w dwumeczu z Utrechtem prezentował się lepiej niż drużyna z Eredivisie. Stwarzał sobie więcej okazji i przeważał w spotkaniu. Jednak nie potrafił przełożyć tego na bramki. Zabrakło wyrachowania i bezwzględności. Niestety, zaważyły niewykorzystane sytuacje, które, jak wszyscy dobrze wiemy, się mszczą. Jeśli blisko pół godziny grasz z przewagą jednego zawodnika i jeszcze w tym czasie tracisz bramkę – nie zasługujesz na fazę grupową Ligi Europy.

Oceniamy zawodników w rewanżu z Utrechtem

W drugim spotkaniu eliminacji LE defensywa Lecha zagrała dużo poniżej oczekiwań. Widoczny był brak pewności obrońców. Konsekwencją były stracone dwie bramki, które zaważyły o braku awansu. Łukasz Trałka i Aztiz Tettech zagrali jeden z gorszych meczów. Co w przypadku Łukasza może dziwić, bo przyzwyczaił nas do dobrych występów. Najsłabszym ogniwem poznańskiej ofensywy był Mario Šitum, który zaliczył przeciętny występ. Na pochwałę zasługuje za to dwójka Majewski–Makuszewski. Obaj byli bardzo aktywni i budowali groźne ataki Lecha. Gytkjaer, choć zdobył dwie bramki, miał dużo więcej sytuacji. Dobrą zmianę dał Nicklas Bärkroth, który zastąpił Situma. Przebojowo wszedł w mecz, był bardzo aktywny i rozkręcił lewe skrzydło „Kolejorza”. Nasuwa się pytanie, czy Szwed nie powinien grać od początku? Nicki Nielsen zastąpił Tetteha w końcówce i wzmocnił siłę ataku, choć wydaje się, że za późno. Niestety, Deniss Rakels po raz kolejny nic nie wniósł do gry Lecha.

Czarna seria

O ile postawę „Kolejorza” w Lidze Europy da się jeszcze obronić, o tyle gry w pucharowym meczu z Pogonią nie bardzo. Lechici zlekceważyli będącą w słabej formie Pogoń i zostali brutalnie skarceni. Z zespołem pokroju „Portowców” nie można wygrać, grając na 70% możliwości, kwituje Bjelica. Trudno się nie zgodzić, Lech najwyraźniej zaangażowanie zostawił w Poznaniu. Z pewnością krytyczne głosy wokół postawy zespołu nie wpłynęły pozytywnie na drużynę. Bolesna porażka w Szczecinie zaostrza rozgoryczenie kibiców „Kolejorza”, a przed ekipą z Poznania trudne chwile – sezon jeszcze na dobre się nie rozpoczął, a im pozostała już tylko liga.

Apel o rozsądek

Lech przeszedł znaczącą przebudowę – odeszło kilka kluczowych w poprzednim sezonie nazwisk, a przyszła spora grupa nowych zawodników. Drużyna potrzebuje czasu, by, mówiąc wprost, dotrzeć się. Budowa zespołu jest czasochłonnym przedsięwzięciem, a o tym chyba wszyscy zapomnieli. Nie można pracy trenera skreślać przez brak awansu w Lidze Europy, który de facto był bardzo blisko. Drużyna jest w lekkim dołku, skutkiem tego jest porażka w pucharze. Jednak słabszy moment w funkcjonowaniu drużyny to nic nadzwyczajnego – najważniejsze, by przywrócić zespół na właściwie tory. Najbardziej trafne wydaje się powiedzenie, że prawdziwych mężczyzn nie poznaje się po tym, jak zaczynają, ale po tym, jak kończą. Bjelica stanął przed bardzo trudnym zadaniem ukształtowania drużyny od nowa. Już do tej pory Chorwat zrobił wiele dobrego dla Lecha z myślą o dalszej perspektywie funkcjonowania zespołu – wypromował Bednarka, Kownackiego i Kędziorę, dzięki czemu Lech zainkasował około 40 milionów złotych. Szkoleniowiec jest profesjonalistą i docenia ciężką pracę na treningach – powracający z wypożyczenia (Podbeskidzie) Robert Gumny wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie. 19-latek przedłużył kontrakt do 2021 roku, co oznacza że Lech ma kolejny młody talent. Kolejnym wyróżniającym się młodzianem jest Kamil Jóźwiak, który również dostaje szansę gry. Ostatnio zdobył nawet bramkę z Cracovią.

Nie dajmy się zwariować

Lech to zespół zbudowany na zdrowych zasadach, przede wszystkim poukładany od podstaw przez Nenada Bjelicę. Większość nowych zawodników jest wartością dodaną, podnieśli poziom kadry „Kolejorza”. Trener daje szansę tym, którzy są w formie i obecnie prezentują się najlepiej, a nie za nazwisko lub paszport, dlatego to zmiana na ławce trenerskiej zdaje się być najlepszą zmianą ostatnich lat. Bjelica ma umowę ważną do czerwca 2018 roku – pozwólmy mu ją wypełnić, a dopiero później oceniajmy. Może się bowiem okazać, że Lech zdobędzie tytuł i stanie przed szansą gry w Lidze Mistrzów, a Chorwat stanie się bohaterem poznaniaków. Trochę to wszystko przypomina swego rodzaju sinusoidę – nie dajmy się zwariować.

Komentarze:
Przeczytaj także: