Marcin Pianka

Derby niedawnych potęg. Jak upadały Milan i Inter?

Porównujemy ostatnią dekadę dwóch mediolańskich klubów.

20 listopada 2016

Przed nami kolejne „Derby della Madonnina”. Jeszcze niedawno starcie Milanu z Interem mroziłoby krew w żyłach całej Europy i z pewnością poświęcanoby temu spotkaniu dużo więcej uwagi niż ma to miejsce dzisiaj. Ale nie ma się czemu dziwić, wszak od kilku sezonów dwaj włoscy potentaci walczą o powrót na szczyt po kilku latach przeciętności. Jednak jak doszło do tego, że zespoły, przed którymi wiele ekip musiało padać na kolana, teraz starają się wykaraskać z szeregów ligowej szarzyzny?

W zasadzie oba kluby w swojej długiej historii kilkakrotnie zaliczały większe lub mniejsze upadki, z których później musiały się podnosić. Jednakże my skupimy się na ostatniej dekadzie i momencie, w którym oba mediolańskie zespoły trzymały równy i zarazem bardzo wysoki poziom. Jak to się stało, że dzisiaj derby Mediolanu rozpalają serca tylko wiernych fanów włoskiego futbolu, a nie, jak to miało miejsce jeszcze niedawno, całej piłkarskiej Europy?

Sezon 2006/2007

W  zasadzie naszą analizę mogliśmy rozpocząć wcześniej, bo zostawiamy za sobą tak fenomenalne wątki jak chociażby legendarny już finał Ligi Mistrzów z 2005 roku (Milan – Liverpool i „Dudek dance”) czy też sezon później, kiedy to wydarzyły się we Włoszech rzeczy, nazwijmy to, ciekawe. Wybuchła afera Calciopoli, w którą zamieszane okazały się być Milan i Juventus. Beneficjentem całego zamieszania okazał się Inter, który dzięki wielopunktowym karom dla swoich rywali z pierwotnie trzeciego miejsca w tabeli przesunął się na fotel lidera. W ten właśnie sposób Roberto Mancini w swoim drugim roku pracy w Interze zdobył Scudetto. Był to rok 2006.

Milan na kolejny sezon początkowo otrzymał permanentny ban na grę w europejskich pucharach, ale dzięki wspaniałej dyplomacji włodarzy klubu brakowi bezpośrednich dowodów korupcji klub został ukarany za przekroczenie regulaminu przez Adriano Gallianiego odjęciem 30 punktów i przesunięciem na trzecią pozycję w tabeli, dzięki któremu dopuszczono zespół do kwalifikacji Ligi Mistrzów. Co więcej, sezon 2006/2007 ekipa Carlo Ancelottiego rozpoczęła z ośmioma ujemnymi punktami, które jednak szybko odrobiła i już po dziewięciu kolejkach opuściła strefę spadkową z jedenastoma punktami na koncie. To był jeden z lepszych startów sezonu w historii Milanu.

Po czarno-niebieskiej stronie Mediolanu zaś na obronę mistrzowskiego tytułu skrupulatnie pracował Inter, który zanotował nawet rekordową serię czternastu zwycięskich meczów z rzędu. Wielu zarzucało, że ponowne Scudetto nie było wielkim wyczynem pod nieobecność zdegradowanego do Serie B Juventusu czy początkowej straty Milanu, której szybkie odrobienie później odbiło się zadyszką w połowie sezonu. Ale umówmy się, mistrzostwo Włoch to jednak zaszczytny tytuł, bez względu na okoliczności. No i nie zapominajmy, że w walce o tytuł Inter dwukrotnie pokonał w owym sezonie lokalnego rywala.

Może wyniki były, ale całe zamieszanie z aferą Calciopoli odcisnęła piętno na Milanie, a w Interze wciąż marzono o spektakularnym sukcesie na arenie międzynarodowej.

Inter mimo kolejnego Scudetto jednak nie do końca wspomina ten sezon pozytywnie, ponieważ duże nadzieje wiązano z występem drużyny Manciniego w Lidze Mistrzów. Arena europejska jednak szybko zweryfikowała „Nerazzurrich” i odpadli oni już w 1/8 finału z Valencią. Dużo lepiej poszło zaś rywalowi zza miedzy, gdyż to właśnie Milan zdobył w owej kampanii swój siódmy puchar za zwycięstwo w Champions League, a tryumf smakował tym lepiej, że był zarazem rewanżem na drużynie Liverpoolu za porażkę sprzed dwóch lat. Dwa gole zdobył niezawodny Filippo Inzaghi, a całą drużynę ciągnął Brazylijczyk Kaka.

Gdyby się przyjrzeć osiągnięciom obu klubów, można zapytać: gdzie tu kryzys? Może wyniki były, ale całe zamieszanie z aferą Calciopoli odcisnęło piętno na Milanie, a w Interze wciąż marzono o spektakularnym sukcesie na arenie międzynarodowej…

Sezon 2007/2008

W kolejnym sezonie Inter potwierdzał swoją wyższość na krajowym podwórku (nie bez problemów), jednak znów zabrakło umiejętności czy też szczęścia w walce w Lidze Mistrzów. Odpadnięcie po raz kolejny w 1/8 finału mogło oznaczać, że po sezonie władze „Nerrazzurich” poszukają zastępstwa dla Manciniego. Warto dodać, że obronę Scudetto gracze Interu zapewnili sobie dopiero w ostatniej kolejce, po dublecie niezastąpionego Zlatana Ibrahimovicia. Tak czy owak, znów „Czarno-niebiescy” mogli czuć niedosyt. A derby z Milanem? Na remis, obie ekipy wygrały „u siebie” po 2:1.

A co w ty czasie działo się w Milanie? Ano Silvio Berlusconi, który rok wcześniej po dwuletniej przerwie wrócił na fotel prezesa klubu, postanowił przed sezonem wybrać się na zakupy. O tym, że włoski milioner wydawać pieniądze umie i lubi, wiadomo było od bardzo dawna. Toteż nikogo nie zdziwiło (nie no, dla wielu to było zaskoczenie) kupno 17-letniego Alexandra Pato za 22 mln euro. Może dzisiaj taka kwota nie robi wrażenia, ale jeszcze dekadę temu taki wydatek był sporą ekstrawagancją. Wciąż jednak zespół Ancelottiego oparty był na starych wyjadaczach i geniuszu Kaki, co wystarczyło tylko na klubowe mistrzostwo świata i Superpuchar Europy. W rodzimych rozgrywkach „Rossonerri” zajęli dopiero piąte miejsce.

Sezon 2008/2009

Od nowego sezonu za sterami Interu zasiadł człowiek od zadań specjalnych, Jose Mourinho. Portugalczyk wydawał się idealnym kandydatem, by poprowadzić zespół do upragnionego tryumfu w Lidze Mistrzów. No i… klops. „Nerrazzuri” odpadli, a jakże, w 1/8 finału. Wydaje się jednak, że w przeciwieństwie do lat ubiegłych zabrakło i po prostu szczęścia, bowiem los skojarzył ich z Manchesterem United, który wtedy był naprawdę topową marką. Nie zmienia to jednak faktu, że by wygrać Champions League, trzeba wygrywać z każdym. Pocieszeniem dla ekipy „The Special One” było czwarte z rzędu Scudetto, które Inter zapewnił sobie już na trzy kolejki przed końcem.

Milan z kolei postanowił przeprowadzić rewolucję. Do klubu sprowadzono prawdziwe gwiazdy: Ronaldinho, Zambrottę, Boriello czy Szewczenkę, natomiast Berlusconi porzucił stanowisko prezesa klubu i został… premierem Włoch. Jakby wzmocnień było mało, w zimowym okienku sprowadzono Davida Beckhama. Ekipa „Rossonerich” mocna niczym Warka Strong, ale wystarczyło to tylko na najniższy stopień podium w wyścigu o mistrzostwo Włoch. O przygodzie w Pucharze UEFA pisać wiele nie będziemy, ponieważ sam Milan potraktował te rozgrywki po macoszemu i zakończył przygodę z nimi już na 1/16 finału. Po ostatnim meczu sezonu ogłoszono zaś, że z klubem żegna się Carlo Ancelotti, który przeprowadził się do Anglii, by trenować Chelsea. Jego następcą został były zawodnik Milanu, Leonardo.

Sezon 2009/2010

Odejście legendy, jaką był Ancelotti, zbiegło się z innym bardzo ważny dla Milanu wydarzeniem. Buty na kołku postanowił zawiesić Paolo Maldini – ostoja defensywy i wielki kapitan Milanu. Sytuacji nie poprawił wyjazd Kaki do Hiszpanii, gdzie podpisał kontrakt z Realem Madryt. W ich miejsce sprowadzono Thiago Silvę oraz Huntelaara, ale jak się okazało, zastępcy nie do końca rekompensowali przedsezonowe straty. Szczególnie widoczne było to w derbowym starciu z Interem, przegranym aż 0:4. W miarę trwania sezonu gra Milanu wyglądała jednak coraz lepiej i sezon „Rossoneri” zakończyli znów na trzecim miejscu, po tym jak na finiszu rozgrywek pozwolili wyprzedzić się Romie.

W Lidze Mistrzów podopiecznym Leonardo także „nie pykło” i pożegnali się z marzeniami o tytule już na etapie 1/16 finału. W międzyczasie brazylijski szkoleniowiec popadł w konflikt z władzami klubu i po sezonie podziękowano mu za współpracę.

Ciekawiej było w Interze. Jose Mourinho postanowił pójść na całość i wybrać się na naprawdę porządne zakupy. Ruch ten był obarczony sporym ryzykiem, ponieważ wydano sporo klubowej kasy.

Ciekawiej było w Interze. Jose Mourinho postanowił pójść na całość i wybrać się na naprawdę porządne zakupy. Do czarno-niebieskiej części Mediolanu przybyli: Sneijder, Milito, Lucio, Thiago Motta i Samuel Eto’o, ale odeszło też wiele gwiazd, m.in. Ibrahimović, Figo czy Crespo. Ruchy te były obarczone sporym ryzykiem, ponieważ wydano sporo klubowej kasy i zmieniono znacznie wyjściowy skład „Nerrazzurich”. Portugalski szkoleniowiec jednak wiedział, co robi i poprowadził swoją drużyną do potrójnej korony. Po raz piąty z rzędu (!) Inter wygrał mistrzostwo Włoch, dorzucając do tego Coppa Italia i najbardziej wyczekiwany, upragniony tytuł najlepszej drużyny w Europie. Po drodze do zwycięstwa w finale Ligi Mistrzów z Bayernem podopieczni „The Special One” dokonali, wydawać by się mogło, niemożliwego. Pokonali w dwumeczu kosmiczna Barcelonę. Do dziś w pamięci wielu kibiców pojawia się obrazek z rewanżowego spotkania obu drużyn, kiedy to praktycznie cały mecz na lewej obronie Interu rozegrał… Samuel Eto’o. Cóż to był za „autobus w bramce”.

Sezon 2010/2011

Jose Mourinho lubi odchodzić w glorii chwały i tak też uczynił w Interze. Po wygraniu wszystkiego, co można było wygrać, postanowił związać się z Realem Madryt. Postawiło to trochę pod ścianą władze „Nerrazzurich” i musieli oni poszukać godnego następcy Portugalczyka. Wybór padł na pozostającego bez pracy Rafaela Beniteza. Zadanie przed Hiszpanem było niezwykle trudne, bowiem jego poprzednik pozostawił po sobie grupę ludzi bardzo specyficznych, którzy nie każdego byli w stanie darzyć takim szacunkiem jak właśnie Mourinho. Szybko przekonał się o tym Benitez. Nie wiodło się mu w lidze, gdzie po rundzie jesiennej Inter zajmował dopiero szóste miejsce (w międzyczasie przegrał z Milanem). W przerwie zimowej postanowiono podziękować Hiszpanowi, a w jego miejsce zatrudniono… Leonardo. Brazylijski „przerzut” zza miedzy okazał się sprawdzać w nowej drużynie i sezon zakończył wicemistrzostwem. W Lidze Mistrzów jednak kolorowo nie było i skończyło się na ćwierćfinale.

A co w Milanie? Na ławkę trenerską sprowadzono Massimiliano Allegiego, byłego trenera Cagliari. Nowy szkoleniowiec bardzo przypadł do gustu Silvio Berlusconiemu, który międzyczasie wrócił do działania w swoim klubie. Dzięki tej sympatii, człowiek, który przez ostatnie lata trochę skąpił pieniędzy na transfery, postanowił sprowadzić do Mediolanu Ibrahimovicia i Robinho. Allegri zaś odkurzył starych wyjadaczy w osobach Gattuso i Seedorfa, podziękował Ronaldinho i stworzył wreszcie drużynę na miarę Scudetto, które rzecz jasna padło łupem „Rossonerich”. Nieudana była tylko przygoda z Liga Mistrzów, bowiem z tą Milan pożegnał się już w 1/8 finału.

Sezon 2011/2012, załamanie Interu

Nim przejdziemy do Interu, zostańmy na chwilę przy Milanie, ponieważ przed sezonem miała miejsce rzecz bardzo istotna i symboliczna. Otóż z klubem pożegnał się Andrea Pirlo – symbol Milanu XXI wieku. Wyrwę po nim miał zapełnić Alberto Aquillani. To tak jakby jakiś bogacz po kolizji swoim Ferrari otrzymał Fiata jako samochód zastępczy. Pomijając już to, gra na wielu frontach odbiła się na zespole Milanu, w którym było wielu bardzo doświadczonych graczy. Między innymi wiek drużyny Allegriego miał duży wpływ na fakt, że na finiszu rozgrywek nie dotrzymali tempa odradzającemu się pod wodzą Antonio Conte Juventusowi. W Lidze Mistrzów Milanowi szło całkiem nieźle, ale w ćwierćfinale los skojarzył „Rossonerich” z Barceloną, której po niezwykle zaciętym dwumeczu nie sprostali.

Dużo ciekawsze rzeczy działy się przed kampanią 2011/2012 w Interze. Dosyć niespodziewanie zespół opuścił Leonardo, który tuż przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego postanowił porzucić pracę w Mediolanie i zasiąść na fotelu dyrektora sportowego PSG. To był jeden z ciosów wymierzonych Interowi w tamtym czasie.

Zasady finansowego fair play, które zostały wprowadzone w europejskiej piłce właśnie w tym sezonie, zmusiły Morattiego do sprzedaży kilku graczy, by podreperować budżet i uniknąć ewentualnej kary za niespełnienie wymogów FFP.

Kolejnym była sprzedaż Samuela Eto’o do Anży Machaczkała. Można pomyśleć: ale jak to? Transfery były ciosem? Być może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że była to transakcja wymuszona. Zasady finansowego fair play, które zostały wprowadzone w europejskiej piłce właśnie w tym sezonie, zmusiły Morattiego do sprzedaży kilku graczy, by podreperować budżet i uniknąć ewentualnej kary za niespełnienie wymogów FFP. Z podobnego powodu klub opuścił także Thiago Motta, który obrał ten sam kierunek jak jego dotychczasowy trener – Paryż.

Nowym trenerem został Gian Piero Gasperini, który całkowicie nie sprawdził się w tej roli i uruchomił trenerską karuzelę w mediolańskim klubie. Po niedoświadczonym Włochu schedę przejął rutynowany Claudio Ranieri. Pod wodzą nowego szkoleniowca „Nerrazzuri” w końcu zaczęli wygrywać, ale wiosna w wykonaniu Interu była już tragiczna i po serii pięciu porażek z rzędu oraz odpadnięciu z Ligi Mistrzów dni Ranieriego na Giuseppe Meazza były policzone. Trzecim (!) trenerem Interu w sezonie został młody Andrea Stramaccioni. Ożywił on znacznie grę zespołu i zakończył sezon na szóstej lokacie, pokonując m.in. Milan w derbach.

Sezon 2012/2013, załamanie Milanu

Kolejną kampanię Inter rozpoczął i zakończył pod wodzą Andrei Stramaccioniego. Problemem okazały się jednak liczne odejścia doświadczonych graczy i próby zastąpienia ich młodszymi, już niestety nie tak jakościowymi piłkarzami. Tak oto z Interem pożegnali się m.in. Pazzini, Maicon, Julio Cesar, Sneijder i Philippe Coutinho. Z graczy, którzy mieli zastąpić tych, którzy odeszli, wyróżniali się jedynie Antonio Cassano czy tez Rodrigo Palacio. Potencjału wystarczyło Interowi w owym sezonie tylko na dziewiąte miejsce w lidze.

Rok 2012 był bardzo bolesny przede wszystkim jednak dla Milanu. Zespół opuścili senatorzy, których większość zakończyła kariery zawodnicze. Tak oto Massimiliano Allegri nie mógł już korzystać z usług m.in. Alessandro Nesty, Zambrotty, Seedorfa, Gattuso, Inzaghiego… prawdziwego serca drużyny. Ponadto sprzedani do PSG zostali Zlatan Ibrahimović oraz Thiago Silva. To nie mogło się dobrze skończyć.

W zasadzie jedynym ratunkiem w tej sytuacji był znaczny zastrzyk finansowy od Silvio Berlusconiego, jednak nie można było na niego liczyć. Jego holding, Fininvest, wyrokiem sądu został zmuszony do zapłaty ponad pół miliarda euro kary za różne przewinienia finansowe. Od tego momentu Milan stał się dla byłego premiera Włoch sprawą drugorzędną, a co gorsza, to właśnie w klubie postanowił on szukać oszczędności. To był początek wielkiego kryzysu.

Holding Silvio Berlusconiego, Fininvest, wyrokiem sądu został zmuszony do zapłaty ponad pół miliarda euro kary za różne przewinienia finansowe. Od tego momentu Milan stał się dla byłego premiera Włoch sprawą drugorzędną, a co gorsza, to właśnie w klubie postanowił on szukać oszczędności.

Co prawda Allegri nie poddawał się i próbował stworzyć na San Siro zespół z potencjałem na mistrza Włoch, ale sprowadzenie m.in. Montolivo, de Jonga czy Balotelliego wystarczyło tylko na trzecie miejsce, co i tak było dowodem wspaniałego kunsztu trenerskiego Massimiliano Allegriego. Jak się można domyślać, Milan nie był w stanie powalczyć w Lidze Mistrzów i odpadł z niej w 1/8 finału z Barceloną.

Sezon 2013/2014

Jak głosi stare jak świat porzekadło, co się odwlecze, to nie uciecze. Milan w obliczu odcięcia kroplówki pieniężnej musiał w końcu uznać wyższość ligowych rywali. Pracy Allegriemu nie ułatwiały ciągłe przepychanki na szczeblu zarządzania klubem. Mowa tu o konflikcie córki Berlusconiego – Barbary – z Gallianim. Żądała ona zmiany wizji klubu i odejścia doświadczonego dyrektora. W całym zamieszaniu Milan grał bardzo przeciętnie i po rundzie jesiennej wypadł nawet za 10. miejsce w tabeli. Zimą trener Allegri ogłosił, że z końcem sezonu odchodzi z klubu, jednak miało to miejsce dużo wcześniej. Porażka ze słabiutkim Sassuolo przelała czarę goryczy i zarząd klubu zwolnił szkoleniowca.

Następcą Włocha został Clarence Seedorf. Holenderska legenda klubu miała przed sobą jasny cel – awans do europejskich pucharów. Mimo polepszenia się gry zespołu celu nie udało się mu zrealizować i Milan zajął finalnie odległe ósme miejsce.

Nowy sezon był w pewnym sensie przełomowym dla Interu. Nowym szkoleniowcem został Walter Mazzari, który sprowadził do klubu Mauro Icardiego. Ale bardziej istotna była zmiana właściciela klubu. Massimo Moratti sprzedał akcje klubu indonezyjskiemu biznesmenowi, Erickowi Thohirowi, ale pozostał w klubie jako prezes honorowy. Nie wpłynęło to jednak na liczbę i jakość zimowych transferów, natomiast potencjału drużynie Mazzariego wystarczyło zaledwie na piąte miejsce w lidze.

Stagnacja czy odrodzenie?

Najświeższych losów obu kubów nie warto przypominać, bowiem ostatnie sezony to zmiany na trenerskich ławkach i poszukiwanie rozwiązania, które przywróciłoby klub na należne miejsce we włoskiej hierarchii. Bliżej temu na ten moment Milanowi, ponieważ Inter tkwi w tej samej ligowej przeciętności co w poprzednich kampaniach. Sytuacji nie poprawia nie do końca sprawne zarządzanie nowego właściciela.

Lepiej jest za miedzą. To, że Milan miał zmienić właściciela to jedno. Drugie, że nastąpiła zmiana w strategii klubu. Nowy szkoleniowiec – Vincenzo Montella – postawił na młodość i z jej pomocą stara się przywrócić „Rossonerim” dawny blask. O rywalizacji z Juventusem raczej nie może być mowy, ale aktualne trzecie miejsce w tabeli robi wrażenie i, co ważniejsze, pozwala z optymizmem patrzeć w przyszłość.

Recepta na upadek

Na podstawie ostatnich lat obu mediolańskich klubów możemy doszukać się kilku czynników, które przesądziły o tym, że bohaterowie najbliższych derbów popadli w przeciętność. Oto one:

  1. Zasady finansowego fair play. Koniec wolnej amerykanki w dziedzinie pieniędzy nie pomogła Interowi.
  2. Kłopoty finansowe właściciela.
  3. Konflikty na szczeblu zarządzania.
  4. Paris Saint-Germain. Tak, francuski gigant podczas swojego rozwoju znacznie osłabił oba mediolańskie kluby.
  5. Brak perspektywicznego myślenia. To akurat potwierdziło się w Milanie, ale czy nie podobna „choroba” dotknęła Manchester United po odejściu Aleksa Fergusona?
  6. Brak cierpliwości. Nie popłaca. Nigdy.

Zapisz

Komentarze:
Przeczytaj także: