Michał Krzeszowski

Beniaminkowie sięgają po posiłki z Ameryki Południowej

Stuttgart i Hannover wzmaciają składy po 1. kolejce Bundesligi

weltsport.net
26 sierpnia 2017

Beniaminkowie wrócili do elity po zaledwie jednym sezonie spędzonym na zapleczu Bundesligi. Taki błyskawiczny powrót kosztował Stuttgart i Hannover wbrew pozorom sporo pieniędzy. Musiały zostać nadszarpnięte budżety po spadku, aby zaryzykować i awansować. Teraz wydatki wcale nie maleją. Aby utrzymać się w najwyższej lidze w Niemczech, potrzeba odpowiednio wzmocnić skład.

Do podobnych posunięć z nadwyżką budżetu, jak na warunki 2.Bundesligi, posuwały się takie drużyny jak m.in. Kaiserslautern czy Duesseldorf. Ryzyko braku awansu skutkuje tym, że ekipy wymienione wyżej tułaczą się po zapleczu Bundesligi i momentami są bliżej spadku. Stuttgart i Hannover nie bały się ryzyka. Spadek był dla piłkarzy, zarządu i kibiców wielkim szokiem. Założono, że nie można trwać dłużej w żałobie i trzeba jak najszybciej wracać na swoje miejsce. Teraz przed nowymi-starymi ekipami celem numer jeden jest utrzymanie.

Napastnik potrzebny od zaraz

Przed rozpoczęciem obecnego sezonu Bundesligi Hannover 96 nie przeprowadził spektakularnych transferów. Sprowadzono za darmo doświadczonych piłkarzy jak Matthias Ostrzolek i Pirmin Schwegler. Wydano skromne kwoty na Juliana Korba oraz Michaela Essera. Przede wszystkim nikt z kluczowych zawodników nie odszedł z „Die Roten”. W sparingach też wyglądał nieźle, przegrał tylko jeden. Duet napastników Martin Harnik – Niclas Fuellkrug prezentował się przyzwoicie. Mimo to od dłuższego czasu w niemieckich mediach podkreślano, że potrzebny jest dla Hannoveru nowy napastnik do duetu z Austriakiem. No i w końcu doczekaliśmy się snajpera.

Jonathas na Starym Kontynencie gra w piłkę od 2008 roku. W Brazylii wypatrzyli go skauci AZ Alkmaar. Kibice europejscy mogą go bardziej kojarzyć z występów we Włoszech i Hiszpanii. Grał on m.in. w Torino, Pescarze, Brescii, Elche czy Sociedadzie. Ostatni swój sezon spędził w Rosji w Rubinie Kazań. Jeżeli się przypatrzymy jego karierze w ostatnich sześciu latach, można odnieść wrażenie, że zmienia kluby jak rękawiczki. Czy z jego przygodą z drużyną z republiki Tatarstanu jest podobnie? – Jonathas był na liście zawodników do sprzedania, bo sytuacja klubu tego wymagała (kasa). On sam dobrze się tam czuł, byli z niego zadowoleni – mówi dla nas Katarzyna Lewandowska, ekspertka od rosyjskiej ligi.

Brazylijczyk dla Rubinu strzelił 15 goli w 35 spotkaniach. – Był w gronie najlepszych strzelców w zeszłym sezonie. W tym strzelił dwa gole CSKA (w sumie cztery gole w pięciu meczach – przyp. red.). Jest w formie – dodaje Katarzyna Lewandowska. Sytuacja w rosyjskim klubie była mało ciekawa, kibice nie chcieli przychodzić na mecze. Akurat pretensji do Jonathasa nikt nie miał, bo on dawał dużo na boisku. Teraz w Niemczech będą liczyć, że transfer – rekordowy jak na Hannover (9 mln euro) – szybko będzie się spłacać. Niewykluczone, że 28-latek okazję do szerszego zaprezentowania możliwości dostanie już w niedzielę przeciwko Schalke.

Z młodzieżą, a co z obroną?

Po spadku VfB Stuttgart postawił w pierwszej kolejności na drużynę złożoną z młodych zawodników ze wsparciem kilku doświadczonych graczy. Po awansie polityka klubu się nie zmieniła. Warto zaznaczyć, że sam trener „Die Schwaben” – Hannes Wolf – ma 36 lat. W obecnie trwającym okienku transferowym do beniaminka sprowadzono bezgotówkowo dwóch doświadczonych piłkarzy – Holgera Badstubera oraz Dennisa Aogo. Pieniądze wydano na Rona-Roberta Zielera, Orela Mangalę, Ailtona i Chadraca Akolo. Kibice cały czas czekają na transfer środkowego obrońcy. Jako stoperzy występują Marcin Kamiński i Benjamin Pavard, a po kontuzji wraca już Timo Baumgartl. W odwodzie jest także Badstuber, ale wszyscy doskonale wiedzą, jakiego zdrowia jest były reprezentant Niemiec. W Stuttgarcie do końca nie chcą opierać defensywy tylko na mało doświadczonych piłkarzach, bo m.in. w głównej mierze przez słabą obronę dwa lata temu spadli do 2.Bundesligi.

Nieoczekiwanie sprowadzono nowego defensywnego pomocnika – Santiago Ascacibara. Argentyńczyk ma 20 lat i dla niego Stuttgart będzie pierwszym klubem w Europie. Mało powiedziane. W swojej ojczyźnie grał tylko w Estudiantes La Plata. Jaki to typ zawodnika? – Niesamowicie pracowity, kapitalny wydolnościowo gracz (niski wzrost – 171 cm) o świetnej technice użytkowej, mocno trzymający się na nogach no i ten odbiór… Jest czasami zbyt agresywny, stąd sporo żółtych kartek – mówi dla nas Michał Borowy, ekspert od argentyńskiej ligi z „Olé Magazyn”.

W środku pola jest spora konkurencja, ale poza kapitanem – 32-letnim Christianem Gentnerem – reszta zawodników jest mało doświadczona i w zasięgu 20-latka. Ascacibar przez niespełna dwa lata w pierwszej drużynie Estudiantes rozegrał 46 meczów, a których „zarobił” 11 żółtych kartek. Najczęściej był ustawiony jako defensywny pomocnik, kilka razy wystąpił jako środkowy pomocnik. Jeżeli Argentyńczyk nie będzie miał problemów z aklimatyzacją w Niemczech, to „Die Schwaben” mają szansę na oszlifowanie piłkarskiej perełki. – Ma charakter typowego walczaka. Powali dwumetrowego kolosa, zagryzie go na śmierć. W sumie ma najwyższy potencjał na nowego Mascherano – dodaje Michał Borowy.

Santiago Ascacibar odbył już pierwszy trening z nową drużyną. Będzie grać z numerem „6” na koszulce, co też oznacza pokładane w nim nadzieje. W najbliższym spotkaniu Stuttgartu Argentyńczyk nie wystąpi. Na piątkowej konferencji prasowej Hannes Wolf poinformował, że 20-latek musi załatwić jeszcze kilka formalnych spraw w Argentynie. Mimo wszystko trzeba się uzbroić w cierpliwość i poczekać na nowego piłkarza „Die Schwaben” do września (przerwa reprezentacyjna). Warto będzie śledzić poczynania beniaminka z nowym walczakiem w środku pola.

Komentarze:
Przeczytaj także: