Kiedy Lech Poznań wczłapał się do grupy mistrzowskiej (bo nawet trudno to nazwać awansem), wydawało się, że przed poznaniakami siedem meczów, które praktycznie będzie można potraktować jako sparingi. Dla „Kolejorza” końcówka sezonu miała być niczym poligon doświadczalny dla utalentowanej młodzieży, na którą trener obiecał postawić. Ekipa „Dumy Wielkopolski” miała po prostu szykować zespół na następne rozgrywki. Co więcej, sam Dariusz Żuraw mówił, że ten sezon trzeba jakoś dograć, a zarząd nie ułatwił mu pracy, ogłaszając jeszcze przed startem rundy finałowej, że z dziesięcioma zawodnikami klub na pewno się pożegna. Dla kibiców Lecha to miała być nudna końcówka ligi.
Rzeczywistość okazała się nieco inna. Podopieczni Dariusza Żurawia w dwóch meczach zdobyli cztery punkty i dzięki dobrym dla nich wynikom na innych stadionach są już blisko czwartego miejsca. Jeśli dziś „Kolejorz” wygra w Szczecinie, to do Jagiellonii będzie tracił tylko jeden punkt. Oczywiście nie można popadać ze skrajności w skrajność i twierdzić, że teraz wszystko już jest dobrze. Wciąż w Lechu nie jest idealnie.
Chociażby mecz z Jagiellonią w Poznaniu przegrany 0:2 był bardzo słaby. Z drugiej strony już tydzień później w Białymstoku lechici rozegrali niezłe zawody. Prowadzili 2:0, ale później nastąpił blackout i „Kolejorz” roztrwonił korzystny wynik. „Jaga” wygrywała już 3:2, co nie załamało Lecha, który zdołał wyrównać na 3:3 i w końcówce spotkania był bliższy strzelenia zwycięskiej bramki.
Później był mecz z Legią, który oczywiście nie był wybitnym widowiskiem ze strony poznaniaków, ale przynajmniej nie brakowało walki. Ponadto zwycięstwo nad odwiecznym rywalem zawsze cieszy niezależnie od okoliczności. Nie można nie docenić faktu, że Lech w końcu dostarcza swoim kibicom pozytywnych emocji. Nie ma już wyzwisk, gwizdów. Nielicznie zgromadzona publiczność na stadionie przy ulicy Bułgarskiej dopingowała Lecha ze wszystkich sił podczas środowego meczu. Nie było żadnej złej energii.
Oprócz lepszych wyników i sympatyczniejszej atmosfery na stadionie widać również poprawę, jeśli chodzi o aspekty czysto piłkarskie. Przede wszystkim „Kolejorz” lepiej operuje piłką. Trener Żuraw wpłynął na zespół na tyle dobrze, że dziś coraz częściej mówi się, że może zostać na swoim stanowisku na następny sezon. Jednakże do trenera Żurawia przejdziemy później, teraz skupię się jeszcze na innych aspektach.
Poznańska lokomotywa w końcu na dobrym torze
W środę na stadionie przy ulicy Bułgarskiej zasiadło 11 935 widzów. Mimo wszystko taka mała liczba fanów może dziwić. Można było spodziewać się, że obiekt Lecha zapełni się przynajmniej w połowie chociażby dlatego, że wiele kibiców przyjdzie „na Legię”. Nic takiego się nie stało. Coraz mniej fanów „Kolejorza” żyje meczem. Pustki na stadionie to forma protestu przeciwko rządom obecnych włodarzy. Jest to również najlepsze podsumowanie atmosfery wokół zespołu.
Odpowiednim antidotum na tę sytuację są dobre wyniki oraz zaangażowanie piłkarzy. Oczywiście nie będzie tak, że przykładowo po trzech wygranych z rzędu kibice tłumnie wrócą na stadion, bo wielu z nich wciąż konsekwentnie deklaruje, że nie powróci na obiekt przy Bułgarskiej, dopóki klubem rządzą Rutkowscy. Jednakże aby zawodnicy znowu nie musieli czytać obraźliwych transparentów na swój temat, to powinni walczyć za te barwy. Porażkę można zrozumieć, bo to część sportu. Nie da się jednak wybaczyć braku woli walki czy tego legendarnego już „wybierania sobie trenerów”.











