W piątek rozegrano dwa pierwsze starcia trzeciej kolejki Premier Ligi. Klasę pokazał CSKA Moskwa. Piąta drużyna poprzednich rozgrywek pokonała Anży Machaczkała 2:1, choć do przerwy to jej przeciwnicy prowadzili.
Zdecydowanym faworytem starcia na Uralu byli „Wojskowi”. Za zawodnikami prowadzonymi przez niemal 40-letniego Leonida Słuckiego przemawiało praktycznie wszystko. CSKA dysponował zdecydowanie silniejszą kadrą, jego piłkarze mogli pochwalić się o wiele większym doświadczeniem zdobytym na arenie krajowej i międzynarodowej. Anży w tym sezonie raczej nie idzie. Zawodnicy z Machaczkały w rozgrywkach 2010 zdobyli zaledwie jeden punkt. Jednak starcie z przeciwnikiem z najwyższej półki zawsze mobilizuje do lepszej gry.

Początek meczu zdecydowanie należał do gospodarzy. Minęło zaledwie 11 minut, a kibice zgromadzeni na stadionie Spartak byli świadkami sensacyjnego wydarzenia. Tyle czasu potrzebowali miejscowi na to, by umieścić piłkę w siatce Igora Akinfiejewa. Katem podstawowego golkipera reprezentacji Rosji okazał się Andriej Strielcow.
Goście starali się wyrównać jak najszybciej. Jednak ich wysiłki okazywały się niewystarczające. Wolne i czytelne ataki bardzo łatwo dawały się rozbić miejscowym. Wśród „Wojskowych” brylował Keisuke Honda. Znajdujący się w znakomitej formie Japończyk robił, co mógł, by odwrócić losy spotkania. Jednak bez wsparcia kolegów reprezentant Kraju Kwitnącej Wiśni niewiele mógł zdziałać.
Prowadzenie okazało się bardzo korzystną sytuacją dla gospodarzy. Mając jedną bramkę przewagi, oddali inicjatywę rywalom. Sami nastawili się kontry, koncentrując się na grze obronnej. Ta taktyka przynosiła pożądane skutki. CSKA grał, lecz za nic nie mógł przedrzeć się przez bardzo szczelną defensywę piłkarzy z Machaczkały. Ostatecznie ten rezultat utrzymał się do końca pierwszej połowy.
Leonid Słucki musiał swoim zawodnikom w szatni powiedzieć kilka naprawdę ostrych słów. Postawił również na atak, wprowadzając w miejsce słabo się spisującego Jewgienija Ałdonina Ałana Dzagojewa. Po wejściu na boisko w drugiej połowie „Wojskowi” od razu wzięli się ostro do roboty. Minęło zaledwie 240 sekund tej części meczu, by piłka znalazła się w siatce beniaminka. Jej autorem był nie kto inny niż znajdujący się w kapitalnej formie Keisuke Honda. Postawa Japończyka wpłynęła bardzo korzystnie na jego kolegów z drużyny. CSKA wyraźnie dostał skrzydeł. Nie minął kwadrans, podopieczni Leonida Słuckiego ponownie wpisali się na listę strzelców. Tym razem uczynił to Tomas Necid.
Zadowolony z wyniku szkoleniowiec moskwian postanowił bronić wyniku, wpuszczając na boisku Deividasa Semberasa w miejsce Pawła Mamajewa. W odpowiedzi na to Anży puściło do boju graczy usposobionych ofensywnie. Obraz gry zaczął przypominać ten z pierwszej połowy. Różnica była jednak taka, że tym razem to zawodnicy z Machaczkały bili w moskiewski mur, którego nie byli w stanie przebić. Stołeczni czekali na kontrataki i mało brakowało, a kilka z nich by wykorzystali. Wynik jednak pozostał niezmieniony.











