W piątek zainaugurowana została kończąca pierwszą rundę spotkań 15. kolejka Premier Ligi. W dwóch rozegranych w piątek meczach zwyciężali gospodarze. Saturn pokonał Anży 1:0, a Spartak Nalczik uporał się z Amkarem 2:1
Od samego początku starcie w Ramienskoje układało się po myśli podopiecznych Andrieja Gordiejewa. Gospodarze częściej byli przy piłce, częściej atakowali, lecz nie potrafili tego udokumentować bramką. Szanse na pokonanie Ilii Abajewa mieli Aleksiej Iwanow i Dmitrij Kiriczenko. Jednak gościom sprzyjało szczęście jak w sytuacji, w której Iwanow głową nie trafił z metra do pustej bramki. Natomiast przy główce byłego króla strzelców Premier Ligi dobrą interwencją popisał się golkiper gości. W kierunku jego bramki w pierwszej połowie uderzać próbowali jeszcze Karjaka z dystansu oraz Angbwa. Goście rzadko odpowiadali. Ich akcje bez większych problemów powstrzymywała obrona miejscowych. Warto odnotować dwie sytuacje: próbę z rzutu wolnego Josana oraz okazję Kwirkwelii. Gruzin po błędzie Angbwy miał przed sobą tylko Artioma Rebrowa, który popisał się znakomitą interwencją.
Druga połowa rozpoczęła się od małej wymiany ciosów. Strzał Karjaki sparował Abajew, a dośrodkowanie Kwirkwelii przeciął Alek Sapieta. Nieco później w dobrej sytuacji, gdyby nie zwlekał, znalazłby się Iwanow. Ostatecznie w tej sytuacji zaskoczyć bramkarz Anży próbował Jewsiejew, co rosyjskiemu obrońcy się nie udało. W 67. minucie jednak pomocnika Saturna tak jak trzeba rozegrał dwójką akcję z Sapietą, po której ten drugi umieścił piłkę w siatce. Przyjezdni próbowali odpowiedzieć uderzeniami z dystansu. Kończyły się one jednak blokami ze strony Saturna lub dobrymi interwencjami Rebrowa. W końcówce szansę na podwyższenie prowadzenia mieli gospodarze. Swoich okazji nie wykorzystali jednak Iwanow i Sapieta, przez co mecz zakończył się wygraną podopiecznych Andrieja Gordiejewa 1:0.
Spotkanie w Nalcziku rozpoczęło się znakomicie dla rewelacji obecnego sezonu. Już po dwunastu minutach gry Spartak prowadził z Amkarem 2:0. Najpierw celnym strzałem z rzutu wolnego popisał się Roman Koncedałow. Zanim goście zdążyli się otrząsnąć po utracie bramki, Siergiej Narubin po raz drugi sięgnął po nią do siatki. Tym razem jego katem okazał się Leandro Da Silva. Brazylijczyk po chwili miał szansę na trzeciego gola, lecz jego uderzenie zostało zablokowane. Po kwadransie zawodnicy Jurija Krasnożana przeważali, ale zbytnio nie forsowali tempa. Dochodzili do kolejnych sytuacji, których nie wykorzystywali Władimir Kisienkow i Dawid Siradze. Po stronie permian kilka niezłych akcji przeprowadził Mitar Novaković. Jednak ich efekt, jak i postawa całego zespołu z miasta Perm, był mizerny i to Spartak prowadził pierwszy 2:0.
Drugą połowę rozpoczęli lepiej gospodarze. Oni częściej uderzali na bramkę Narubina. Szczęścia próbowali Koncedałow, Kisienkow i Szczanicym. Piłka jednak, podobnie jak po strzale Martina Kusziewa, nie wpadła do siatki. Niezłą okazję mógł mieć Gogua, gdyby nie został sfaulowany tuż przed polem karnym. Rzut wolny po tej akcji zmarnował Kisienkow. W 63. minucie ogromne pretensje do siebie mógł mieć Diadiun. Wpadł w pole karne, uderzył silnie, lecz prosto w bramkarza Amkara, choć na podanie czekali Gogua i Koncedałow. Jedenaście minut później permianie zdobyli bramkę kontaktową. Błąd w tej sytuacji popełnił golkiper miejscowych, Otto Fredrikson. Fiński bramkarz wyraźnie spóźnił się do strzału Zahariego Sirakowa, umożliwiając mu wpadnięcie do siatki. Chwilę później niecelnie uderzał Griszyn. Po kilku chybionych trafieniach zrehabilitował się golkiper gospodarzy, broniąc główkę Novakovicia. W samej końcówce nastąpił szturm bramki Spartaka. Nie przyniósł on jednak pożądanych skutków i trzy punkty zostały w stolicy Kabardo-Bałkarii.










