Ile razy w czasie oglądania ekstraklasy złapaliście się za głowę po zagraniu któregoś z anonimowych obcokrajowców, pod nosem szepcząc coś w stylu „ale szrot…”? Albo wysyłaliście w myślach takiego delikwenta do „jakiegoś Uzbekistanu”? Okazuje się, że nie wszystko szrot, co matowe – oto siedmiu piłkarzy, których kariery niespodziewanie nabrały rozpędu po wyjeździe z Polski.
7) Kaspars Dubra (Łotwa/BATE Borysów)
Pamiętacie w ogóle takiego gościa? Jeśli odpowiedź na pytanie jest negatywna, to absolutnie nic zaskakującego. Łotewski stoper przyjechał do Polski wiosną 2012 roku, by wzmocnić walczącą o utrzymanie w… I lidze Polonię Bytom. Zagrał tylko w czterech ostatnich meczach sezonu i został pożegnany bez żalu. Następnie przez dwa i pół roku stanowił o sile FK Ventspils, ugruntował też swoją pozycję w reprezentacji Łotwy. Efekt? Transfer do białoruskiego BATE Borysów, przebicie się do pierwszego składu i występy w Champions League. Ciekawe, czy gdyby został w Bytomiu, przebiłby się równie wysoko…
6) Danijel Aleksić (Serbia/FC Sankt Gallen)
Gdy w lutym 2015 roku przechodził do Lechii Gdańsk, miał opinię niespełnionego talentu, który w każdej chwili może eksplodować. Nad Bałtykiem o wiele częściej eksplodowali jednak włodarze klubu i po niespełna pół roku pożegnali Serba bez żalu. Ten trafił do szwajcarskiego Sankt Gallen i – jak się okazało – udowodnił, że doniesienia o jego zdolnościach nie były wielce przesadzone. Występujący na pozycji ofensywnego pomocnika Aleksić jest najlepszym strzelcem (11 trafień) i asystentem (cztery ostatnie podania) w swoim klubie. Głośno mówi się o propozycjach ze znacznie mocniejszych klubów, opiewających na co najmniej trzy miliony euro. Chyba warto było dać mu w Gdańsku trochę więcej czasu.
https://youtu.be/RiayqA8BogI
5) Nuno Henrique (Portugalia/Boavista Porto)
Przypadek skrajny. Przyszedł do Jagiellonii z Blackburn Rovers, mając za zadanie kierowanie grą defensywy podlaskiego klubu. W Białymstoku zabawił trzy miesiące, w pierwszej drużynie nie zagrał ani razu, wystąpił w sześciu meczach trzecioligowych rezerw. Portugalczyk rozwiązał kontrakt, a włodarze klubu krytykowani byli za bezsensowną transakcję… Moment, w którym Henrique opuścił Polskę okazał się przełomowy dla jego kariery. Odbudował się w drugoligowym Penafiel, trafił do Feirense, od roku zaś z dumą reprezentuje Boavistę Porto, za grę w której zbiera bardzo przyzwoite recenzje. Jego przykład pokazuje, jak trudno zaaklimatyzować się na Podlasiu.
4) Arnaud Djoum (Belgia/Heart of Midlothian)
Kolejny intrygujący przypadek. Jego przyjście do Lecha Poznań z tureckiego Akhisarsporu określano mianem transferowej petardy. Defensywny pomocnik miał być brakującym ogniwem walczącego o mistrzostwo Polski „Kolejorza”. Ostatecznie ciemnoskóry Belg wytrzymał w naszym kraju pół roku, narzekając ciągle na swoją niedolę i Polaków rasistów. Djouma pożegnano bez żalu, a referencje wystawione przez Lecha sprawiły, że szukał on klubu przez całe trzy miesiące. Ostatecznie trafił do stołecznego szkockiego Heart, już po upływie okienka transferowego (dokładniej rzecz ujmując w końcówce września). Wystarczyło kilka meczów w Edynburgu, by cała Szkocja wpadła w zachwyt. Fenomenalny w odbiorze, zabójczy w ataku – tak reklamują go zachwyceni kibice. Trudno wyrokować, co tak naprawdę przeszkadzało mu w Polsce, niemniej wersja Djouma z 2016 roku byłaby gwiazdą nie tylko Lecha, ale i całej naszej ligi.










