To już chyba początek nowej niemieckiej piłkarskiej tradycji. Nowym elementem corocznych przedsezonowych zapowiedzi będzie pytanie, kto będzie zawodził na początku sezonu. Rok temu Borussia z Dortmundu, w tym roku jej imienniczka (i sąsiadka) z Moenchengladbach.
Większość obecnych kibiców „Źrebaków” nie ma prawa pamiętać sukcesów w europejskich pucharach. Złota era Borussii Moenchengladbach miała miejsce w latach 70. XX wieku. Mowa o czasach, gdy klub święcił triumfy w Pucharze Europy i Pucharze UEFA. Czasach, których nie ma prawa pamiętać nawet obecny kapitan BMG. Martin Stranzl urodził się dwa miesiące po tym, gdy w niemieckim finale Pucharu UEFA 1979/1980 M’Gladbach przez bramki na wyjeździe przegrało z Eintrachtem Frankfurt. Później rozpoczęło się dryfowanie wśród przeciętności i przeciętniaków. Aż do kolejnej wielkiej ery – ery Luciena Favre.
Tak wyglądał rewanżowy mecz Borussii z Eintrachtem w finale Pucharu UEFA 1979/1980.
Po fatalnych miesiącach sezonu 2010/2011 „Źrebaki” rozgrywki europejskich pucharów mogły oglądać tylko w telewizji. Choć trudno stwierdzić, czy mieli czas o tym myśleć – runda wiosenna była rozpoczęciem wielkiej batalii o utrzymanie w Bundeslidze. Trenerską pieczę miał objąć nieznany dotąd Szwajcar, Lucien Favre. To pod jego wodzą Moenchengladbach zaczęło grać jak za dawnych lat – szybko, ofensywnie i agresywnie. Starszym fanom przypomniała się ekipa wygrywająca trofeum ówczesnej Ligi Mistrzów.
Bez wielkich nazwisk, bez wielkich pieniędzy, z mądrą polityką transferową. Krok po kroku stawiano fundamenty pod pomnikiem Helweta. Ten mimo wielu propozycji dalej ciągnie ten sam wózek. I mimo sporego kryzysu nikt nie myśli o jego zwolnieniu. – Mówią o tym tylko dziennikarze, ale wydaje mi się, że sztucznie rozdmuchują problem. Eberl mówiąc o Favre’u, wciąż sprawia wrażenie kogoś, kto jest w pełni przekonany co do klasy trenera – tłumaczy Tomasz Urban, ekspert ligi niemieckiej. Co więcej, dyrektor sportowy otwarcie przyznał, że Lucien zwyczajnie jest nie do zwolnienia.

Kilka lat temu, po powrocie do Ligi Europy, również nastąpił drobny kryzys formy. Drużynie wiodło się nieco gorzej i mimo walki podejmowanej z najlepszymi, wpadki zdarzały się z przeciętniakami. Po odpadnięciu z Ligi Europy podopieczni Szwajcara ponownie zaczęli się piąć w górę tabeli, jednak nie starczyło to do kolejnego europejskiego zastrzyku gotówki. Pieniędzy nie brakuje – z klubu odchodziło wielu znakomitych piłkarzy, takich jak Marc-Andre ter Stegen, Marco Reus czy Max Kruse. Wszyscy wybili się w Borussii, wszyscy są regularnie powoływani do kadry Niemiec. W ich miejsce sprowadzono nowych, którzy powalczą w Lidze Mistrzów.









