Każdy źrebak potrzebuje czasu, by urosnąć i wreszcie zostać wielkim i pięknym koniem. Na Borussia-Park czekają na to od niemal czterdziestu lat. Najstarszym kibicom marzy się, by ich drużyna nie tylko grała jak za dawnych lat (co robi już teraz), ale by wreszcie nadeszły sukcesy jak za „złotej epoki”. Czy uda się to już w tym roku?
Gdy „Die Fohlen” w latach 70. rządziło w Bundeslidze, nikt nie myślał o tym, że zawodnicy znikną z ligowego topu i będą tułać się w ligowej otchłani. Kilkanaście źrebaków (tak tłumaczy się przydomek drużyny) pałętało się w dolnej części tabeli, ostatecznie dwukrotnie trafiając na zaplecze tej klasy rozgrywkowej w ciągu kilku lat. „Za słabi na ekstraklasę” – tak mogło myśleć wiele osób, które mimo wahań nastrojów wspierały swoich ulubieńców z poziomu trybun nawet po spadku. Wszak kibicem się jest, a nie bywa. Rzadko jednak widuje się taki obrazek, że po gwałtownym wyleceniu z ligi na trybuny i tak przychodzi średnio 40 tysięcy osób. To z pewnością pierwsza z silnych stron klubu. Stadion wypełniony w niemal stu procentach jest zawsze, atmosferę podgrzewają również kibice z Nordkurve. A w nadchodzących rozgrywkach napięcie na stadionie będzie jeszcze większe, bo poza mocno „przyszywanymi” derbami z imienniczką z Dortmundu wreszcie przyjdzie czas na prawdziwą gratkę dla fanów „Fohlenelf” – starcia z 1. FC Koeln. Przybywa kolejny powód do jeszcze większego wspierania piłkarzy.
Kluczem do obecnych osiągnięć jest jednak co innego. Gdy Borussia była na autostradzie do kolejnego w XXI wieku spadku, w klubie postanowiono coś zmienić. Posadę stracił Michael Frontzeck, a wakat objął uznany w Szwajcarii trener – Lucien Favre. Zmieniło się bardzo dużo, co najważniejsze – zaczęto bardziej stawiać na młodych zawodników, co „Helwetowi” się niesamowicie opłaciło. Największą metamorfozę przeszła pozycja bramkarza. Doświadczonych Heimerotha i Bailly’ego po kilku kolejkach zastąpił młodzik Marc-Andre ter Stegen. Kilka osób mogło popukać się w głowę, jednak szybko zwróciło honor, bo był to strzał w dziesiątkę. Zawodnik rezerw wszedł do składu z wysokiego c. W sześciu spotkaniach puścił trzy bramki i bardzo szybko stał się ulubieńcem kibiców. W debiucie w Bundeslidze poprowadził drużynę do zwycięstwa nad największym rywalem z Kolonii. W trzecim występie jak natchniony bronił bramki w starciu z Borussią Dortmund, za co został uhonorowany notą 1,5 (bliską klasie światowej) od „Kickera”. Pod Favrem wyrósł też Marco Reus, obecnie najdroższy transfer klubu. Do tych dwóch nazwisk dołączyć można jeszcze: Herrmanna, Korba i Hrgotę, których kibice Bundesligi kojarzą coraz lepiej. To już całkiem zgrana paczka, do której w tym sezonie z pewnością dołączą kolejni. Szkółka jest pełna młodych talentów. Sinanem Kurtem interesuje się Bayern Monachium. Amin Younes od czasu do czasu przebija się do pierwszej drużyny. W drużynie są również: Marvin Schulz, Nico Brandenburger czy Mahmoud Dahoud. Niech nikogo nie zdziwi, że w ciągu najbliższych lat któryś z nich stanie się światowej klasy piłkarzem.
Na takich mało znanych nazwiskach da się stworzyć solidną niemiecką markę. Pokazał to sezon 2011/2012, w którym „Źrebaki” mocno wierzgały kopytami, dwukrotnie boleśnie raniąc Bayern Monachium. Dwa zwycięstwa nad „Bawarczykami” w jednym sezonie to osiągnięcie, którym nie może się pochwalić zbyt wiele drużyn. To jest również kolejną silną stroną paki z Borussia-Park. Borussia Moenchengladbach jako zespół piekielnie młody radzi sobie z presją walki z najlepszymi bardzo dobrze. Jeśli wziąć pod uwagę tylko trzy ostatnie sezony i czterech najsilniejszych rywali, odkryjemy, że „Fohlenelf” wygrywało dziewięciokrotnie. Tak samo często przegrywało. Jedno oczko udało się urwać sześć razy. Za każdym razem drużyna prezentowała futbol ofensywny i efektowny. W wielu momentach młokosom brakuje doświadczenia i boiskowego cwaniactwa, tak potrzebnego w dzisiejszym futbolu. Drobny mankament przeradza się w wielki problem, bo ciężar bycia faworytem dla młodych czarnych koni jest zbyt duży. Stąd częste wpadki z niżej notowanymi rywalami, które mają ogromny wpływ na końcową klasyfikację. Borussia Moenchengladbach w ostatnim sezonie była ekipą okrzykniętą przez wielu kibiców mianem grającej najładniejszy i najprzyjemniejszy dla oka futbol. Niestety dla fanów ekipy z Borussia-Park ponownie przyjdzie im walczyć tylko o finał Ligi Europy w Warszawie. Pech w końcówce sezonu i nieco gorsza postawa na początku rundy wiosennej przesądziły o tym, że do czwartego Bayeru Leverkusen zabrakło im sześciu punktów. Nie przeszkodziło im to jednak w grze, którą aż chciało się oglądać.









