Podobnie, jak w piątek, w sobotę również w Rosji rozegrano jeden mecz. Zmierzyły się w nim zespoły moskwieskich Lokomotiwu i CSKA. Był to pierwsze i zarazem najciekawsze zaplanowane na ten weekend starć derbowych.
Przed meczem za faworytów rosyjscy bukmacherzy typowali ekipę „Wojskowych”. Team prowadzony przez Walerego Gazzajewa ostatnio grał w kratkę. Co prawda, nie przegrali ostatnich sześciu starć, ale aż cztery z nich kończyły się rezultatem 0-0. Jeszcze gorzej wyglądała sytuacja „Loko”. Podopieczni Raszida Rachimowa nie wygrali od 27. lipca, kiedy udało im się pokonać FK Moskwa. Statystyka przed tą konfrontacją przemawiała raczej na korzyść gospodarzy, którzy ostatnich pięciu latach odprawili CSKA z kwitkiem trzykrotnie.
Oba zespoły rozpoczęły mecz bardzo nerwowo. Na dość brutalne zachowanie zawodników arbiter reagował kartkami. Najbardziej bezmyślnie zachował się Siergiej Gurienko. Białoruski obrońca potrzebował tylko siedmiu minut na skompletowanie dwóch żółtych kartek i osłabił swoją drużynę zaledwie 12 minut po pierwszym sędziowskim gwizdku. Przyjezdni chcieli to szybko wykorzystać i udało im się to. 600 sekund później prowadzili 1-0 za sprawą Ałana Dzagojewa. „Parowoz” po dwóch tak ciężki ciosach nie mógł się podnieść. Nie był wręcz w stanie zorganizować składnej akcji mogącej choć trochę zagrozić bramce Igora Akinfiejwa. „Wojskowi” za to często gościli pod polem karnym Ivana Pelizzolego i właściwie tylko Włochowi gospodarze zawdzięczają to, że do przerwy przegrywali tylko 0-1.
W drugiej połowie obraz gry zasadniczo się nie zmienił. Próby ataków ze strony Lokomotiwu były szybko przerywane przez niegrających rewelacyjnie gości. Przyjezdni, mając jednego gola przewagi, zbytnio nie forsowali tempa. To jednak oni mieli przewagę, którą udokumentował w 68′ jeden z rosyjskich bohaterów Euro 2008, Jurij Żirkow. W tym momencie stało się jasne, że CSKA tego meczu nie przegra. Dziesiątka zawodników Raszida Rachmiowa nie była w stanie przeciwstawić się kontrolującym przebieg spotkania piłkarzom Walerego Gazzajewa.
Ostatecznie brązowi medaliści poprzedniego sezonu w jednym z najostrzejszych meczów obecnych rozgrywek (8 żółtych kartek, w tym jedna czerwona) pokonali lokalnego przeciwnika 2-0 i dzięki temu zrównali się punktami z Amkarem. Mogą jednak wrócić na zajmowane przed 20. serią spotkań piąte miejsce, jeśli Spartak pokona mniej prestiżowego imiennika, a Amkar co najmniej zremisuje z Rubinem. „Parowoz” już praktycznie nie walczy o nic. Jednak jego trener powinien poprowadzić swój team do jeszcze paru zwycięstw, co z pewnością pozwoli zachować mu twarz i być może posadę.










