Nie ma w Niemczech drugiej drużyny, która byłaby tak znienawidzona przez wszystkich i wzbudzała tak duże kontrowersje, jak RB Lipsk. Beniaminkowi w Bundeslidze idzie całkiem nieźle, ale częściej mówi się nie o poczynaniach wschodnioniemieckiego klubu, ale o tym, jak kibice innych drużyn protestują przeciwko obecności tego tworu w elicie. Trzeba przyznać, że niektóre pomysły są całkiem oryginalne.
Nie będziemy już dokładnie rozpisywać się o RB Lipsk, ponieważ zrobiliśmy to m.in. w tekście przedstawiającym beniaminków Bundesligi. Skupimy się jednak na tym, jak kibice innych bundesligowych drużyn artykułują niechęć do zespołu spod szyldu Red Bulla, bo parafrazując klasyka, kolejka bez protestu to kolejka stracona.
Zablokowany przejazd
W ostatniej rundzie podopieczni Ralfa Hasenhuttla pojechali na mecz z FC Koeln. Spotkanie to rozpoczęło się z 15-minutowym opóźnieniem. Dziwne nie było nawet samo opóźnienie, a jego powód. Otóż przed meczem fani „Kozłów”… zablokowali przejazd autokaru piłkarzy z Lipska. Gorąco było również na trybunach. Kibice z Kolonii przypomnieli katolickie korzenie swojego miasta, umieszczając transparent, który nawiązuje m.in. do religii. Sama jego treść jest lekko rynsztokowa, więc pozwolicie, że zaprezentujemy tylko obrazek.
Głowa zwierzęcia na stadionie
Jeszcze ordynarniejszy sposób na zaprotestowanie przeciwko marce RB Lipsk znaleźli fani Dynama Drezno, którzy wnieśli na mecz Pucharu Niemiec z beniaminkiem… głowę byka! Zwierzę to zostało wybrane nieprzypadkowo, ponieważ to właśnie byk jest symbolem klubu, a także marki Red Bull.
Marsze nie tylko w Polsce
Niektórzy fani zza Odry zdaje się podpatrują nasz kraj, w którym często sprzeciw i niezadowolenie są wyrażane różnymi marszami. Właśnie marszem kibice HSV artykułowali sprzeciw wobec komercjalizacji futbolu, która bardzo szybko obecnie postępuje i której symbolem jest właśnie RB Lipsk. Przy tej okazji nie zabrakło też riposty ze strony osób, które są związane z tym bardzo kontrowersyjnym klubem. – – powiedział trener RB Lipsk, Ralph Hassenhuttl.










