Najważniejszym wydarzeniem popołudniowej serii spotkań 24. kolejki Serie A było spotkanie Juventusu z Genoą. „Stara Dama” miała się w końcu odrodzić. Tak się stało, choć należy dodać, że w zmartwychwstaniu turyńczyków spory udział miał rozjemca zawodów – Paolo Mazzoleni.
Juventus – Genoa 3:2 (1:1)
W tym spotkaniu emocji było co niemiara. Lepiej w mecz weszła Genoa, która od pierwszych minut stwarzała zagrożenie pod bramką Buffona. Kwadrans miażdżącej przewagi gości dał skutek w 16. minucie, kiedy składną akcję zakończył Rossi. „Juve” szybko wzięło się za odrabianie strat. „Stara Dama” dopięła swego w 42. minucie. Świetne dośrodkowanie Cacaresa oraz błąd Amelii skrupulatnie wykorzystał Amauri. Dla Brazylijczyka był to pierwszy ligowy gol od 28 października. Bramka „do szatni” lepiej podziałała na gospodarzy. W 62. minucie Juventus za sprawą skutecznego ostatnio Alessandro Del Piero wyszedł na prowadzenie. Kibice zgromadzeni na Stadio Olimpico długo nie cieszyli się z tej bramki, bo po chwili wyrównał Rossi. Dla kapitana Genoi była to trzecia bramka strzelona na przestrzeni tygodnia. Decydujące słowo należało do Juventusu, lecz poprawniej należałoby napisać, że do sędziego. Właśnie arbiter zawodów w 78. minucie podyktował rzut karny „z kapelusza”. Nie dość, że nie było kontaktu Papastophulosa z Del Piero, to kapitan „Starej Damy” padł przed polem karnym. Niestety decyzja sędziego była nieodwołalna, a „karnego-widmo” wykorzystał sam „poszkodowany”. Juventus do końca meczu nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa. Alberto Zaccheroni wreszcie doprowadził swój zespół do zdobycia trzech punktów, o które Juventus zabiegał od święta Trzech Króli.
Cagliari – Bari 3:1 (2:0)

Sardyńczycy dość gładko poradzili sobie z dzielnym beniaminkiem. Dwa gole zdobyte w pierwszej połowie dały podopiecznym Massimillano Allegrego wyraźny komfort psychiczny. Co prawda Bari zdołało w 52. minucie zdobyć gola kontaktowego, ale nie minęło nawet 60 sekund, a Cagliari ponownie uzyskało przewagę. Dzięki temu zwycięstwu Sardyńczycy zrównali się liczbą punktową z dzisiejszymi rywalami.
Chievo – Siena 0:1 (0:0)
Niespodzianka w mieście Romea i Julii! „Czerwona latarni” ligi zdołała wywieźć z Werony komplet punktów. Chievo nie zwykło przegrywać meczów u siebie ze słabszymi rywalami. Dziś stało się inaczej. Radość kibicom ze Sieny dał w 75. minucie Reginaldo. Czy zatem jest to zapowiedź skutecznej walki „Bianconerich” o utrzymanie? Czas pokaże.











