Urodził się po to, by zadziwiać świat. Nie tylko swoją grą, lecz przede wszystkim bramkami przechodzącymi najśmielsze oczekiwania. Jego gole są szczególnej urody. Są nietuzinkowe i potrafią wzbudzać zachwyt. Na co dzień arogancki i słynący z kontrowersyjnych wypowiedzi, lecz na boisku nie można mu odmówić finezji. Mimo bycia w cieniu Leo Messiego czy Cristiano Ronaldo wciąż jest sobą. Jedyny w swoim rodzaju. Po prostu Zlatan Ibrahimović.
Człowiek, który niedawno przeszedł do historii jako jeden z nielicznych piłkarzy mających na swoim koncie ponad 500 bramek. Przez wielu uwielbiany, przez innych niedoceniany. Popularny „Ibra” wbrew powszechnej opinii ciągle robi swoje i już teraz staje się żywą legendą światowego futbolu.
Trudne początki
Zlatan Ibrahimović urodził się w 1981 roku w szwedzkim Malmo. Mimo iż przyszedł na świat w Skandynawii, jego korzenie sięgają znacznie dalej, na południe Europy. Rodzice wywodzili się z Bałkanów, stąd też można określić pochodzenie nazwiska przyszłego piłkarza. Ojciec jest Bośniakiem, z kolei matka Chorwatką. Wskutek wewnętrznych konfliktów przeprowadzili się do Szwecji, by tam rozpocząć na nowo dotychczasowe życie.
Biorąc pod uwagę, że przedmieścia Malmo były zbieraniną ludzi o różnej genealogii, również tam można było stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem. Wojna na południu i bezradność ojca w odmiennym świecie przyczyniły się do tego, że opiekun zaczął popadać w nałóg, a butelki alkoholu były jego dziennymi towarzyszkami. Matka próbowała chwytać się każdej pracy, by utrzymać rozpadającą się rodzinę. Nic dziwnego, że młody Zlatan, bez żadnych perspektyw na życie, brał przykład z otaczającego go środowiska. Zaczął rozrabiać, kraść, toczył bójki z kolegami. Od obrania złej drogi uratowało go zamiłowanie do piłki nożnej. To jej pragnął się poświęcić, a świadomy swojej pewności siebie wiedział, że jest w stanie daleko zajść i wyrwać się z rodzinnego miasta.
Wielka ucieczka
Przyszły gwiazdor jest wychowankiem Malmo FF, w którym zadebiutował w 1999 roku. W szwedzkim zespole grał przez dwa lata, lecz po tym czasie zrobił się on dla niego zbyt ciasny. Piłkarz z wielkim ego uznał, że jego ambicje przerastają poziom gry w klubie i całej szwedzkiej lidze. Musiał wyjechać, by móc jeszcze bardziej się rozwinąć. Po zawodnika zgłosił się Ajax Amsterdam, który w Europie jest znany z posiadania jednej z najlepszych piłkarskich szkółek.
Zlatan wiedział, że robi dobry krok, a 8 mln euro to jeszcze nie taka bagatelna kwota za młodego gracza. I Malmo, i Ajax dobrze na tym interesie skorzystały. W Amsterdamie spędził trzy sezony, w ciągu których zdobył dwukrotnie mistrzostwo Holandii (2002, 2004) oraz za jednym razem Puchar i Superpuchar kraju (2002). W 2002 wystąpił ze Szwecją na mistrzostwach świata w Korei i Japonii, jednak dopiero po mistrzostwach Europy w 2004 roku na portugalskich boiskach zaimponował całemu światu. I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie ciągle napiętnowane konflikty w szatni Ajaksu, które sprawiły, że młodzieniec postanowił spróbować sił gdzie indziej.
W 2004 roku, za kwotę dwukrotnie wyższą, Ibrahimović przechodzi do Juventusu Turyn. Transfer ten zawdzięcza swojemu agentowi, Mino Raioli. Serie A była wówczas jedną z czołowych lig Europy. Obecnie również należy do pierwszej piątki, lecz pozostaje nieco w cieniu Primera Division oraz Premier League. Włochy okazały się dobrym kierunkiem dla eksplozji umiejętności szwedzkiego napastnika. Tym bardziej że włoski futbol lubi opierać się na faulach taktycznych i twardej grze defensywnej, a gracz o charakterze wojownika z pewnością nie należał do tych, którzy odsuwają nogę.
Pierwszy sezon w barwach „Starej Damy” Zlatan miał rewelacyjny. Występował w niemalże wszystkich meczach i strzelił 16 bramek. W drugim szło już nieco gorzej. A jeszcze bardziej demotywował go fakt, że w kolejnym roku Juventusowi zostało odebrane mistrzostwo Włoch. Po 2005 i 2006, kiedy to „Bianconeri” sięgali po tytuł, decyzją Włoskiego Związku Piłki Nożnej, opierającej się na słynnej aferze korupcyjnej Calciopoli, ostatecznie Juventus zostaje zdegradowany do Serie B. A „Ibra” jako wielki piłkarz nie mógł sobie pozwolić na taki obrót sprawy. Już wtedy objawiał niezwykły talent, więc nie pozostawało nic innego jak wsiąść do autobusu zmierzającego do Mediolanu.
W 2006 roku, za 25 mln euro, założył koszulkę Interu. W Mediolanie pokazał, jak się wygrywa i strzela bramki. Trzy sezony i trzy mistrzostwa Włoch (2007, 2008, 2009) oraz podwójny Superpuchar Włoch (2006, 2008) robią wrażenie. Ponadto w ostatnim roku gry w barwach „Nerazzurrich” został królem strzelców Serie A, mając na koncie 25 bramek. W międzyczasie wystąpił na mistrzostwach świata w Niemczech (2006) oraz mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii (2008). Po pięciu latach gry na Półwyspie Apenińskim Szwed zapragnął gry w klubie, który sprosta jego wciąż rosnącym wymaganiom. Piłkarz rzucił sobie nie lada wyzwanie, a korzystając z zainteresowania, jakie skierowała na jego osobę FC Barcelona, dopiął swego, będąc zawodnikiem jednego z najlepszych zespołów globu.
Z nieba do piekła i z powrotem
70 mln euro, jakie wydano na reprezentanta „Trzech Koron”, a do tego oddanie Interowi Samuela Eto’o było najgorszym ruchem „Dumy Katalonii” na przestrzeni ostatnich lat. Nie dlatego, że Zlatan okazał się za słaby na hiszpańskie rozgrywki, lecz z powodu całkowicie odmiennej wizji gry.
Barcelona to zespół, który cechuje ofensywny futbol składający się z licznych podań i niezwykle składnych akcji. Bez wątpienia największym kreatorem wielu z nich był i jest Leo Messi. Ibrahimović miał swój pomysł na grę, nie dał się wcisnąć w ciasne ramy szkoleniowe ówczesnego trenera „Barcy”, Pepa Guardioli. Takie zachowanie skutkowało wieloma konfliktami, aż w końcu doprowadziło do tego, że Guardiola unikał Szweda i zamierzał go jak najszybciej sprzedać.
I znów do drzwi zapukała Serie A, która okazała się jego wybawieniem. Tym razem w kolejce ustawił się drugi klub z San Siro, AC Milan. Mimo iż w Hiszpanii piłkarz mógł cieszyć się z mistrzostwa w Primera Division (2010), Superpucharu Hiszpanii, Superpucharu Europy i triumfu w klubowych mistrzostwach świata, to jednak rok przebyty w Katalonii nie należał do najlepszego okresu. Piłkarz potrzebował zmian i poczucia, że wciąż może być geniuszem w swym fachu.
Milan, który wypożyczył zawodnika, a następnie musiał wykupić go za 30 mln euro, był w stanie choć na chwilę sprostać pragnieniom buntownika. Już w pierwszym sezonie zdobyte mistrzostwo Włoch (2011) i wygrana w Superpucharze Włoch (2011) dodały Zlatanowi na tyle pewności siebie, że w następnym roku pokusił się o drugą we włoskiej lidze koronę króla strzelców. Swój dorobek powiększył do 28 bramek.
Francuska przygoda
Kolejne grube lata zaakcentował we Francji, gdzie za 23 mln euro przeszedł do Paris Saint-Germain. W Paryżu z miejsca stał się gwiazdą, w dodatku najlepiej zarabiającą w Ligue 1. Mógł w końcu poczuć się w pełni doceniany. W ciągu czterech sezonów celebrował cztery razy mistrzostwo Francji (2013, 2014, 2015, 2016), dwukrotnie sięgał po Puchar Francji (2015, 2016) oraz trzykrotnie triumfował w Pucharze Ligi Francuskiej (2014, 2015, 2016) i Superpucharze Francji (2013, 2014, 2015). Do tych sukcesów dorzucił koronę króla strzelców Ligue 1 w 2013 (30 goli), 2014 (26 goli) i 2016 (38 goli).
Na szczególną uwagę zasługuje fakt potwierdzający, że to właśnie w stolicy Francji Zlatan mógł unaocznić swój piłkarski kunszt. W 122 meczach zdobył aż 113 goli. Fantastyczny wynik. Do tego występy i bramki w Lidze Mistrzów, w której barierą nie do przekroczenia była 1/4 finału.
Bitwa o Anglię
Był czas na Holandię, Włochy, Hiszpanię oraz Francję, przyszedł i również moment, by pokazać swój geniusz w Anglii. Na Wyspach wybrał Manchester United, który od chwili opuszczenia trenerskiej ławki przez sir Aleksa Fergusona pozostaje w cieniu rywali. Napastnik wybrał klub z Old Trafford, by przywrócić mu utraconą chwałę i pomóc wrócić na angielski tron.
Już w swoim debiucie, w meczu o Tarczę Wspólnoty z Leicester (2016), dał swoim nowym kolegom zwycięstwo i tym samym zdobył pierwsze trofeum w barwach „Czerwonych Diabłów”. A tydzień później mógł się cieszyć z premierowego gola w Premier League. W Manchesterze spędził niespełna dwa sezony. Po pierwszym do swojego piłkarskiego CV może dołożyć zwycięstwo w Lidze Europy (2017) oraz w Pucharze Ligi Angielskiej (2017).
Jednak grę w Anglii nie może wspominać sielankowo. Bolesna kontuzja doznana podczas ćwierćfinałowego meczu z Anderlechtem w Lidze Europy wyeliminowała go bowiem na wiele miesięcy z uprawiania sportu. Zerwane wiązadła w kolanie dla wielu kibiców oznaczały już koniec kariery szwedzkiego piłkarza. Ale „Ibra” to człowiek, który się nie poddaje, a jego silny charakter doskonale o tym świadczył. Na jakiś czas zniknął z europejskich boisk po to, by… zawładnąć Ameryką.
Amerykański sen
23 marca 2018 roku Manchester United poinformował, że rozwiązuje, za porozumieniem stron, umowę z Ibrahimoviciem w trybie natychmiastowym. Dlaczego? Szwed, biorąc pod uwagę liczne rozmowy z Davidem Beckhamem (jeszcze z czasów gry z Anglikiem w PSG), zdecydował się na krok, który ostatnimi czasy jest bardzo w modzie. Europę zamienił na Stany Zjednoczone, gdzie w barwach Los Angeles Galaxy podbija Major League Soccer.
Nie trzeba zaznaczać, że jest kolejnym gwiazdorem, który opuścił Stary Kontynent, by u schyłku kariery spróbować sił na nowym gruncie. I już 31 marca, w swoim debiucie przeciwko drużynie Los Angeles FC, dał nowemu klubowi jakże cenne zwycięstwo 4:3. Co więcej, ekipa z Miasta Aniołów do 50. minuty przegrywała z odwiecznym rywalem aż 3:0. Chwilę później padają bramki kontaktowe, a w 71. minucie na murawę wchodzi Zlatan. I nagle jakby w drużynę został tchnięty dobry duch motywacji. Szwed zdobywa efektownego gola, doprowadzając do remisu, a w końcówce spotkania stawia kropkę nad „i”, dobijając przeciwnika. I kto tutaj jest najlepszy? – chciałoby się powiedzieć po wielkim powrocie „Ibracadabry” na piłkarskie boiska.
37-latek od razu stał się gwiazdą futbolowego Hollywood. Poczuł smak sukcesu i znów zapragnął urzekać oraz oczarowywać swoją boskością tamtejszych kibiców. Choć jego zespół spisuje się poniżej oczekiwań, przeplatając udane występy tymi wręcz fatalnymi, to napastnikowi nie można odmówić skuteczności. Z kolei to, co zrobił 16 września w spotkaniu z Toronto FC, na pewno przejdzie do historii. Na zegarze meczowym wybija 43. minuta, a drużyna Szweda przegrywa 0:3. Wówczas podanie w pole karne ląduje prosto na nogę Zlatana, a ten w swoim stylu niczym wojownik kung-fu zdobywa bramkę będącą jego 500. golem w karierze. Mimo starań Galaxy przegrywa 3:5, lecz nieszablonowy zawodnik znów był na ustach całego świata.
Messi, Ronaldo i Ibrahimović
Sylwetka Ibrahimovicia jest na tyle kontrowersyjna i wzbudzająca zachwyt, że aby zrozumieć jego styl bycia, trzeba mieć podobny charakter albo podejść z dystansem do jego zachowań. Wówczas z całej grupy wyłonią się ci, którzy będą uwielbiali Szweda, a w tyle pozostaną osoby, dla których jest on utrapieniem.
W czasie swojej piłkarskiej kariery poznał ludzi, dzięki którym mógł się rozwinąć, którzy doceniali jego wyjątkowy talent. Z kolei na całą resztę potrafił się wypiąć, ponieważ przekonany o swojej idealności, nie zamierzał tracić czasu na zbędne gadanie. Również w reprezentacji „Trzech Koron”, dla której w 116 meczach zdobył 62 goli, spotykał się z różnymi obozami sympatii. Jednakże dla większości jest gwiazdą, która już za życia przeszła do historii jako najlepszy piłkarz skandynawskiego kraju. Reprezentowanie żółto-niebieskich barw zakończył w 2016 roku. Teraz skupia się tylko na piłce klubowej.
https://www.youtube.com/watch?v=slUUr1A0Z1o
Do gabloty pełnej sukcesów zabrakło mu tylko zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Ten turniej był poza zasięgiem „Ibry”. Może dlatego również Złota Piłka skrzętnie omijała jego ręce na korzyść dwóch innych wirtuozów gry, Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Każdy z nich prezentuje odmienny styl gry, każdy z nich na swój sposób jest wyjątkowy i wielki. Lecz na dobrą sprawę Ibrahimović niczym nie odstaje do Argentyńczyka i Portugalczyka. Mimo bezczelności, arogancji i krnąbrnego charakteru nie można mu odmówić doświadczenia, talentu, kreatywnej myśli i ducha walki.
Wielbiciel teakwondo, w którym tuż przed wkroczeniem w profesjonalny futbol zdobył czarny pas, potrafi przekraczać wszelkie granice, nie tylko w grze fair play, ale przede wszystkim w boiskowych prawach fizyki. Nie jest istotne, czy ktoś potwierdzi jego kunszt, ważne, że on sam jest świadomy swojej efektownej gry. Nieraz to podkreślał w wywiadach czy na konferencjach, a dzięki temu kolejny raz z rzędu stawał w centrum uwagi.
On doskonale wie, że jest bezkonkurencyjnym mistrzem w swojej dziedzinie. Niekwestionowanym specjalistą od strzelania niecodziennych bramek. A przecież zwykłe gole też się liczą. Lecz Zlatan musi czymś się wyróżniać, nie może być taki jak inni. Wszystko jest przeciętne albo dobre, a oryginalność to znak firmowy szwedzkiego napastnika. Pragnie zamknąć usta krytykom, dziennikarzom dać powody do serwowania mu należnych zaszczytów, a rywalom zapisać się na stałe w pamięci. Nazywając siebie nieraz bogiem, potwierdza swoje silnie rozwinięte ego. Natomiast ostatni jubileusz, czyli cudowna 500. bramka w karierze, to piękny obrazek, jak wielkim, niedocenionym fenomenem jest Zlatan Ibrahimović. Samozwańczy król futbolu.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Urodził się po to, by zadziwiać świat. Nie tylko swoją grą, lecz przede wszystkim bramkami przechodzącymi najśmielsze oczekiwania. Jego gole są szczególnej urody. Są nietuzinkowe i potrafią wzbudzać zachwyt. Na co dzień arogancki i słynący z kontrowersyjnych wypowiedzi, lecz na boisku nie można mu odmówić finezji. Mimo bycia w cieniu Leo Messiego czy Cristiano Ronaldo wciąż jest sobą. Jedyny w swoim rodzaju. Po prostu Zlatan Ibrahimović.
Człowiek, który niedawno przeszedł do historii jako jeden z nielicznych piłkarzy mających na swoim koncie ponad 500 bramek. Przez wielu uwielbiany, przez innych niedoceniany. Popularny „Ibra” wbrew powszechnej opinii ciągle robi swoje i już teraz staje się żywą legendą światowego futbolu.
Trudne początki
Zlatan Ibrahimović urodził się w 1981 roku w szwedzkim Malmo. Mimo iż przyszedł na świat w Skandynawii, jego korzenie sięgają znacznie dalej, na południe Europy. Rodzice wywodzili się z Bałkanów, stąd też można określić pochodzenie nazwiska przyszłego piłkarza. Ojciec jest Bośniakiem, z kolei matka Chorwatką. Wskutek wewnętrznych konfliktów przeprowadzili się do Szwecji, by tam rozpocząć na nowo dotychczasowe życie.
Biorąc pod uwagę, że przedmieścia Malmo były zbieraniną ludzi o różnej genealogii, również tam można było stanąć twarzą w twarz z niebezpieczeństwem. Wojna na południu i bezradność ojca w odmiennym świecie przyczyniły się do tego, że opiekun zaczął popadać w nałóg, a butelki alkoholu były jego dziennymi towarzyszkami. Matka próbowała chwytać się każdej pracy, by utrzymać rozpadającą się rodzinę. Nic dziwnego, że młody Zlatan, bez żadnych perspektyw na życie, brał przykład z otaczającego go środowiska. Zaczął rozrabiać, kraść, toczył bójki z kolegami. Od obrania złej drogi uratowało go zamiłowanie do piłki nożnej. To jej pragnął się poświęcić, a świadomy swojej pewności siebie wiedział, że jest w stanie daleko zajść i wyrwać się z rodzinnego miasta.
Wielka ucieczka
Przyszły gwiazdor jest wychowankiem Malmo FF, w którym zadebiutował w 1999 roku. W szwedzkim zespole grał przez dwa lata, lecz po tym czasie zrobił się on dla niego zbyt ciasny. Piłkarz z wielkim ego uznał, że jego ambicje przerastają poziom gry w klubie i całej szwedzkiej lidze. Musiał wyjechać, by móc jeszcze bardziej się rozwinąć. Po zawodnika zgłosił się Ajax Amsterdam, który w Europie jest znany z posiadania jednej z najlepszych piłkarskich szkółek.
Zlatan wiedział, że robi dobry krok, a 8 mln euro to jeszcze nie taka bagatelna kwota za młodego gracza. I Malmo, i Ajax dobrze na tym interesie skorzystały. W Amsterdamie spędził trzy sezony, w ciągu których zdobył dwukrotnie mistrzostwo Holandii (2002, 2004) oraz za jednym razem Puchar i Superpuchar kraju (2002). W 2002 wystąpił ze Szwecją na mistrzostwach świata w Korei i Japonii, jednak dopiero po mistrzostwach Europy w 2004 roku na portugalskich boiskach zaimponował całemu światu. I wszystko byłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie ciągle napiętnowane konflikty w szatni Ajaksu, które sprawiły, że młodzieniec postanowił spróbować sił gdzie indziej.
Kierunek Włochy
W 2004 roku, za kwotę dwukrotnie wyższą, Ibrahimović przechodzi do Juventusu Turyn. Transfer ten zawdzięcza swojemu agentowi, Mino Raioli. Serie A była wówczas jedną z czołowych lig Europy. Obecnie również należy do pierwszej piątki, lecz pozostaje nieco w cieniu Primera Division oraz Premier League. Włochy okazały się dobrym kierunkiem dla eksplozji umiejętności szwedzkiego napastnika. Tym bardziej że włoski futbol lubi opierać się na faulach taktycznych i twardej grze defensywnej, a gracz o charakterze wojownika z pewnością nie należał do tych, którzy odsuwają nogę.
Pierwszy sezon w barwach „Starej Damy” Zlatan miał rewelacyjny. Występował w niemalże wszystkich meczach i strzelił 16 bramek. W drugim szło już nieco gorzej. A jeszcze bardziej demotywował go fakt, że w kolejnym roku Juventusowi zostało odebrane mistrzostwo Włoch. Po 2005 i 2006, kiedy to „Bianconeri” sięgali po tytuł, decyzją Włoskiego Związku Piłki Nożnej, opierającej się na słynnej aferze korupcyjnej Calciopoli, ostatecznie Juventus zostaje zdegradowany do Serie B. A „Ibra” jako wielki piłkarz nie mógł sobie pozwolić na taki obrót sprawy. Już wtedy objawiał niezwykły talent, więc nie pozostawało nic innego jak wsiąść do autobusu zmierzającego do Mediolanu.
W 2006 roku, za 25 mln euro, założył koszulkę Interu. W Mediolanie pokazał, jak się wygrywa i strzela bramki. Trzy sezony i trzy mistrzostwa Włoch (2007, 2008, 2009) oraz podwójny Superpuchar Włoch (2006, 2008) robią wrażenie. Ponadto w ostatnim roku gry w barwach „Nerazzurrich” został królem strzelców Serie A, mając na koncie 25 bramek. W międzyczasie wystąpił na mistrzostwach świata w Niemczech (2006) oraz mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii (2008). Po pięciu latach gry na Półwyspie Apenińskim Szwed zapragnął gry w klubie, który sprosta jego wciąż rosnącym wymaganiom. Piłkarz rzucił sobie nie lada wyzwanie, a korzystając z zainteresowania, jakie skierowała na jego osobę FC Barcelona, dopiął swego, będąc zawodnikiem jednego z najlepszych zespołów globu.
Z nieba do piekła i z powrotem
70 mln euro, jakie wydano na reprezentanta „Trzech Koron”, a do tego oddanie Interowi Samuela Eto’o było najgorszym ruchem „Dumy Katalonii” na przestrzeni ostatnich lat. Nie dlatego, że Zlatan okazał się za słaby na hiszpańskie rozgrywki, lecz z powodu całkowicie odmiennej wizji gry.
Barcelona to zespół, który cechuje ofensywny futbol składający się z licznych podań i niezwykle składnych akcji. Bez wątpienia największym kreatorem wielu z nich był i jest Leo Messi. Ibrahimović miał swój pomysł na grę, nie dał się wcisnąć w ciasne ramy szkoleniowe ówczesnego trenera „Barcy”, Pepa Guardioli. Takie zachowanie skutkowało wieloma konfliktami, aż w końcu doprowadziło do tego, że Guardiola unikał Szweda i zamierzał go jak najszybciej sprzedać.
I znów do drzwi zapukała Serie A, która okazała się jego wybawieniem. Tym razem w kolejce ustawił się drugi klub z San Siro, AC Milan. Mimo iż w Hiszpanii piłkarz mógł cieszyć się z mistrzostwa w Primera Division (2010), Superpucharu Hiszpanii, Superpucharu Europy i triumfu w klubowych mistrzostwach świata, to jednak rok przebyty w Katalonii nie należał do najlepszego okresu. Piłkarz potrzebował zmian i poczucia, że wciąż może być geniuszem w swym fachu.
Milan, który wypożyczył zawodnika, a następnie musiał wykupić go za 30 mln euro, był w stanie choć na chwilę sprostać pragnieniom buntownika. Już w pierwszym sezonie zdobyte mistrzostwo Włoch (2011) i wygrana w Superpucharze Włoch (2011) dodały Zlatanowi na tyle pewności siebie, że w następnym roku pokusił się o drugą we włoskiej lidze koronę króla strzelców. Swój dorobek powiększył do 28 bramek.
Francuska przygoda
Kolejne grube lata zaakcentował we Francji, gdzie za 23 mln euro przeszedł do Paris Saint-Germain. W Paryżu z miejsca stał się gwiazdą, w dodatku najlepiej zarabiającą w Ligue 1. Mógł w końcu poczuć się w pełni doceniany. W ciągu czterech sezonów celebrował cztery razy mistrzostwo Francji (2013, 2014, 2015, 2016), dwukrotnie sięgał po Puchar Francji (2015, 2016) oraz trzykrotnie triumfował w Pucharze Ligi Francuskiej (2014, 2015, 2016) i Superpucharze Francji (2013, 2014, 2015). Do tych sukcesów dorzucił koronę króla strzelców Ligue 1 w 2013 (30 goli), 2014 (26 goli) i 2016 (38 goli).
Na szczególną uwagę zasługuje fakt potwierdzający, że to właśnie w stolicy Francji Zlatan mógł unaocznić swój piłkarski kunszt. W 122 meczach zdobył aż 113 goli. Fantastyczny wynik. Do tego występy i bramki w Lidze Mistrzów, w której barierą nie do przekroczenia była 1/4 finału.
Bitwa o Anglię
Był czas na Holandię, Włochy, Hiszpanię oraz Francję, przyszedł i również moment, by pokazać swój geniusz w Anglii. Na Wyspach wybrał Manchester United, który od chwili opuszczenia trenerskiej ławki przez sir Aleksa Fergusona pozostaje w cieniu rywali. Napastnik wybrał klub z Old Trafford, by przywrócić mu utraconą chwałę i pomóc wrócić na angielski tron.
Już w swoim debiucie, w meczu o Tarczę Wspólnoty z Leicester (2016), dał swoim nowym kolegom zwycięstwo i tym samym zdobył pierwsze trofeum w barwach „Czerwonych Diabłów”. A tydzień później mógł się cieszyć z premierowego gola w Premier League. W Manchesterze spędził niespełna dwa sezony. Po pierwszym do swojego piłkarskiego CV może dołożyć zwycięstwo w Lidze Europy (2017) oraz w Pucharze Ligi Angielskiej (2017).
Jednak grę w Anglii nie może wspominać sielankowo. Bolesna kontuzja doznana podczas ćwierćfinałowego meczu z Anderlechtem w Lidze Europy wyeliminowała go bowiem na wiele miesięcy z uprawiania sportu. Zerwane wiązadła w kolanie dla wielu kibiców oznaczały już koniec kariery szwedzkiego piłkarza. Ale „Ibra” to człowiek, który się nie poddaje, a jego silny charakter doskonale o tym świadczył. Na jakiś czas zniknął z europejskich boisk po to, by… zawładnąć Ameryką.
Amerykański sen
23 marca 2018 roku Manchester United poinformował, że rozwiązuje, za porozumieniem stron, umowę z Ibrahimoviciem w trybie natychmiastowym. Dlaczego? Szwed, biorąc pod uwagę liczne rozmowy z Davidem Beckhamem (jeszcze z czasów gry z Anglikiem w PSG), zdecydował się na krok, który ostatnimi czasy jest bardzo w modzie. Europę zamienił na Stany Zjednoczone, gdzie w barwach Los Angeles Galaxy podbija Major League Soccer.
Nie trzeba zaznaczać, że jest kolejnym gwiazdorem, który opuścił Stary Kontynent, by u schyłku kariery spróbować sił na nowym gruncie. I już 31 marca, w swoim debiucie przeciwko drużynie Los Angeles FC, dał nowemu klubowi jakże cenne zwycięstwo 4:3. Co więcej, ekipa z Miasta Aniołów do 50. minuty przegrywała z odwiecznym rywalem aż 3:0. Chwilę później padają bramki kontaktowe, a w 71. minucie na murawę wchodzi Zlatan. I nagle jakby w drużynę został tchnięty dobry duch motywacji. Szwed zdobywa efektownego gola, doprowadzając do remisu, a w końcówce spotkania stawia kropkę nad „i”, dobijając przeciwnika. I kto tutaj jest najlepszy? – chciałoby się powiedzieć po wielkim powrocie „Ibracadabry” na piłkarskie boiska.
37-latek od razu stał się gwiazdą futbolowego Hollywood. Poczuł smak sukcesu i znów zapragnął urzekać oraz oczarowywać swoją boskością tamtejszych kibiców. Choć jego zespół spisuje się poniżej oczekiwań, przeplatając udane występy tymi wręcz fatalnymi, to napastnikowi nie można odmówić skuteczności. Z kolei to, co zrobił 16 września w spotkaniu z Toronto FC, na pewno przejdzie do historii. Na zegarze meczowym wybija 43. minuta, a drużyna Szweda przegrywa 0:3. Wówczas podanie w pole karne ląduje prosto na nogę Zlatana, a ten w swoim stylu niczym wojownik kung-fu zdobywa bramkę będącą jego 500. golem w karierze. Mimo starań Galaxy przegrywa 3:5, lecz nieszablonowy zawodnik znów był na ustach całego świata.
Messi, Ronaldo i Ibrahimović
Sylwetka Ibrahimovicia jest na tyle kontrowersyjna i wzbudzająca zachwyt, że aby zrozumieć jego styl bycia, trzeba mieć podobny charakter albo podejść z dystansem do jego zachowań. Wówczas z całej grupy wyłonią się ci, którzy będą uwielbiali Szweda, a w tyle pozostaną osoby, dla których jest on utrapieniem.
W czasie swojej piłkarskiej kariery poznał ludzi, dzięki którym mógł się rozwinąć, którzy doceniali jego wyjątkowy talent. Z kolei na całą resztę potrafił się wypiąć, ponieważ przekonany o swojej idealności, nie zamierzał tracić czasu na zbędne gadanie. Również w reprezentacji „Trzech Koron”, dla której w 116 meczach zdobył 62 goli, spotykał się z różnymi obozami sympatii. Jednakże dla większości jest gwiazdą, która już za życia przeszła do historii jako najlepszy piłkarz skandynawskiego kraju. Reprezentowanie żółto-niebieskich barw zakończył w 2016 roku. Teraz skupia się tylko na piłce klubowej.
https://www.youtube.com/watch?v=slUUr1A0Z1o
Do gabloty pełnej sukcesów zabrakło mu tylko zwycięstwa w Lidze Mistrzów. Ten turniej był poza zasięgiem „Ibry”. Może dlatego również Złota Piłka skrzętnie omijała jego ręce na korzyść dwóch innych wirtuozów gry, Leo Messiego i Cristiano Ronaldo. Każdy z nich prezentuje odmienny styl gry, każdy z nich na swój sposób jest wyjątkowy i wielki. Lecz na dobrą sprawę Ibrahimović niczym nie odstaje do Argentyńczyka i Portugalczyka. Mimo bezczelności, arogancji i krnąbrnego charakteru nie można mu odmówić doświadczenia, talentu, kreatywnej myśli i ducha walki.
Wielbiciel teakwondo, w którym tuż przed wkroczeniem w profesjonalny futbol zdobył czarny pas, potrafi przekraczać wszelkie granice, nie tylko w grze fair play, ale przede wszystkim w boiskowych prawach fizyki. Nie jest istotne, czy ktoś potwierdzi jego kunszt, ważne, że on sam jest świadomy swojej efektownej gry. Nieraz to podkreślał w wywiadach czy na konferencjach, a dzięki temu kolejny raz z rzędu stawał w centrum uwagi.
On doskonale wie, że jest bezkonkurencyjnym mistrzem w swojej dziedzinie. Niekwestionowanym specjalistą od strzelania niecodziennych bramek. A przecież zwykłe gole też się liczą. Lecz Zlatan musi czymś się wyróżniać, nie może być taki jak inni. Wszystko jest przeciętne albo dobre, a oryginalność to znak firmowy szwedzkiego napastnika. Pragnie zamknąć usta krytykom, dziennikarzom dać powody do serwowania mu należnych zaszczytów, a rywalom zapisać się na stałe w pamięci. Nazywając siebie nieraz bogiem, potwierdza swoje silnie rozwinięte ego. Natomiast ostatni jubileusz, czyli cudowna 500. bramka w karierze, to piękny obrazek, jak wielkim, niedocenionym fenomenem jest Zlatan Ibrahimović. Samozwańczy król futbolu.