Mecz Korony z Polonią był spotkaniem dwóch drużyn, które od wielu kolejek czekały na przełamanie. Udało się gościom, dlatego podczas konferencji prasowej w znacznie lepszym humorze był Jacek Zieliński.
Nowy stary szkoleniowiec Polonii cieszy się z udanego powrotu na ławkę trenerską stołecznego klubu. Wie jednocześnie, że nie wolno spocząć na laurach i należy poprzeć to zwycięstwo kolejnymi.

– Nie ukrywam, że przyjechaliśmy do Kielc, aby wreszcie przełamać tę fatalną passę. Może nie chodziło nawet o to, że nie strzelamy goli, ale o to, że nie wygrywamy meczów. Wreszcie nam się udało. Już od początku spotkania dało się zauważyć, że przyjechaliśmy po trzy punkty. Cieszy mnie to, że szybko stracona bramka nie zwaliła naszego zespołu z nóg, ale dalej graliśmy swoje. Pozostaje się tylko cieszyć – po długim okresie w szatni znowu można było usłyszeć śpiew. To bardzo budujące, ale nie możemy zapomnieć, że to dopiero początek naszej drogi. Zwycięstwo w tym meczu jest dla nas zachętą. Nie będzie ono jednak nic znaczyło, jeśli nie powtórzymy tego w kolejnych spotkaniach. Cieszę się z trzech punktów, oby tak dalej – mówił Jacek Zieliński.
Wiele powodów do zmartwień ma za to Marcin Sasal. Ostatnie zwycięstwo drużyna Korony zanotowała 30 października. Głośno zaczyna się już mówić o zmianie na ławce trenerskiej kieleckiego klubu.
– Jesteśmy w odmiennych nastrojach, znowu nie udało nam się wygrać spotkania. Należy pochwalić zespół za to, że walczył. Chcieliśmy zaskoczyć przeciwnika ustawieniem, zaczęliśmy bardzo ofensywnie. Szybko strzeliliśmy bramkę, ale co z tego, jeśli w dwanaście minut straciliśmy trzy… To jest dla nas miażdżące… Natomiast zespół się nie załamał. Po przerwie nadal walczyliśmy, staraliśmy się zmienić wynik spotkania. Jesteśmy w coraz trudniejszej sytuacji, musimy się po prostu z tego wygrzebać. Dziękuję chłopakom, że do końca walczyli o zmianę rezultatu – komentował Marcin Sasal.











