Widzew Łódź może i nie miał się bić o mistrza, ale patrząc na miliony wydane latem na zawodników, zdecydowana większość ekspertów i fanów RTS-u zakładała walkę o czołowe lokaty. Tymczasem na razie w Widzewie było na tyle źle, że mieliśmy już tam dwie zmiany trenera i dyrektora sportowego. Zimą majętny właściciel łódzkiego klubu ponownie sięgnął głębiej do kieszeni i rzucił kolejne miliony euro na nowych zawodników. Jednak jak każdy dobry inwestor, Robert Dobrzycki liczy na to, że inwestycje wreszcie zaczną przynosić jakieś profity. Bo jak dotąd ponosił same straty. Zapraszamy na Zestaw Kibica, w którym pod analityczną lupę trafi Widzew Łódź.
Nie liczy się ilość, lecz jakość. Nie liczy się rozmiar, lecz technika. Również i na boisku – nie liczy się suma wydanych milionów euro na zawodników, lecz to, na JAKICH piłkarzy wydasz te pieniądze. Muszą oni przecież pasować do wizji danego trenera. Jeśli ten, dajmy na to, zażyczy sobie dobrego, kreatywnego pomocnika, to nie kupujesz mu obrońcy wartego 10 milionów. Widzew przekonał się, że musisz mieć konkretny plan, aby wszystkie elementy pasowały do siebie i przynosiły korzyści.
Zestaw Kibica: Widzew Łódź – za mniejsze pieniądze osiągnęliby tyle samo, co mają teraz
Wraz z wejściem do polskiej piłki Roberta Dobrzyckiego, jednego z najbogatszych Polaków, Widzew Łódź praktycznie z miejsca ponownie wkroczył do piłkarskiej śmietanki w Polsce. Pierwsza ofensywa transferowa miała już miejsce latem, jednak jak widać eksperymenty oraz wydane na niego pieniądze na razie jeszcze nie zaczęły się spłacać.
Ba, na razie efekt jest gorszy niż zakładano w najczarniejszym scenariuszu. Ledwie 20 punktów po 18 meczach, z czego aż 10 zakończonych porażkami (najgorsza statystyka w lidze). Mają punkt więcej od Bruk-Betu mimo faktu, że na same letnie transfery wydali praktycznie tyle, ile jest warta cała kadra „Słoników”. Taki sam rezultat można byłoby osiągnąć dużo niższymi nakładami (a coś czujemy, że praktycznie zawsze byłby on nawet lepszy).
Jedyne, co ratuje Widzewiaków, to wyjątkowo płaska w tym roku tabela, która nie pozbawia ich szans na przesunięcie się o kilka lokat do góry oraz Puchar Polski. Większość zawodników grała wyraźnie poniżej swoich możliwości. W tym miejscu trzeba też uczciwie przyznać, że gdyby nie kilka decyzji sędziowskich, to punktów byłoby więcej (sami jednak zyskali na błędzie arbitra w Pucharze Polski z Pogonią).
Potencjału z zespołu nie umiał wydobyć ani Żeljko Sopić, ani jego następca Patryk Czubak. Ten drugi po prostu nie dorósł jeszcze do roli pierwszego trenera Widzewa. Jego najbardziej pamiętną chwilą był powrót z wesela wiceprezesa klubu Macieja Szymańskiego w Grecji. Igor Jovićević wydaje się być mądrym wyborem i choć wyniki jeszcze nie do końca to pokazują, to w końcówce rundy Widzew wyglądał coraz lepiej. Jakby jeszcze umiał takie mecze jak z Zagłębiem zamykać…
Ostatni sparing przerwany przez… brak prądu
Widzewiacy rozpoczęli treningi 5 stycznia, zaś 8 stycznia zameldowali się w hotelu Bellis Deluxe, znajdującym się w tureckim Belek, popularnej zimowej destynacji polskich klubów. W trakcie trwającego ponad dwa tygodnie obozu zmierzyli się z czterema przeciwnikami. W pierwszym sparingu zremisowali 1:1 z Universitatea Cluj. Następnie pokonali węgierskie Paksi FC 2:1. Ostatnie dwa sparingi rozegrali jednego dnia – najpierw pokonali Banika Ostravę 3:2, a potem zremisowali z Zagłębiem Lubin 1:1. Dodajmy jednak, że w próbie generalnej z „Miedziowymi” odbyła się tylko pierwsza połowa. Powód? Awaria prądu. Zgodnie z relacją portalu , światło zgasło nie tylko na boisku, ale także w promieniu wielu kilometrów.














