W ostatnim czasie pojawiło się dużo szumu wokół Roberta Lewandowskiego. Z jednej strony wiele mówi się o jego domniemanym transferze do Bayernu Monachium, z drugiej o postawie w reprezentacji Polski. Przyjrzyjmy się więc faktom nieco bliżej.
Kilka dni temu pisaliśmy o Ludovicu Obraniaku, który co pewien czas robi krok do przodu, by potem zrobić trzy kroki w tył jako kandydat do gry w pierwszym składzie reprezentacji Polski. Skoro pojawiły się głosy, że cofnął się już nieco za daleko, to zaraz pojawiły się komentarze, że zbyt mocno wycofał się też Lewandowski. Argumenty są całkiem silne, bo napastnik Borussii Dortmund nie strzelił bramki w reprezentacji Polski od meczu z Grecją na mistrzostwach Europy, czyli dobre osiem miesięcy.

Każdy ma czasem gorszą passę i odpoczynek od kadry nawet napastnikowi tak dużej klasy może wyjść na dobre. Jednak zanim przytakniemy opiniom, że „Lewy” musi usiąść na ławce rezerwowych, zastanówmy się, kto powinien zająć jego miejsce. Kandydatów jest kilku. Arkadiusz Milik jest młody i utalentowany, tyle że nie gra w pierwszym składzie Bayeru Leverkusen – w tej chwili brak jakichkolwiek argumentów. Artur Sobiech jest regularnie pomijany przez trenera Hannoveru w kadrze meczowej – zero argumentów. Arkadiusz Piech to na razie rezerwowy w tureckim Sivassporze, w kadrze do tej pory niespełniony – totalny brak argumentów. Łukasz Teodorczyk jak do tej pory wysokie umiejętności potwierdził tylko z trzecim garniturem reprezentacji Rumunii – nie ma żadnych argumentów. Paweł Brożek – no comment. Lepsze argumenty od wyżej wymienionych piłkarzy ma już Kamil Biliński, bo strzela dużo bramek, gra za granicą i jest młody, ale to oczywiście trzeba traktować w kategoriach żartu, bo to tylko liga litewska. Zanim więc wyrzucimy „Lewego”, zastanówmy się, kto ma grać zamiast niego.
Trzeba też pomyśleć o roli Lewandowskiego w kadrze. Nie może on pełnić identycznej funkcji co w Borussii Dortmund, bo reprezentacja Polski gra inaczej. Tam „Lewy” jest egzekutorem, w zespole „Biało-czerwonych” musi cofać się do drugiej linii i walczyć o piłkę. Nie przebiegnie przez pół boiska po odebraniu piłki, bo Cristiano Ronaldo to nie jest, do siebie też nie poda, bo nie posiadł umiejętności głównego bohatera filmu „Jumper”, więc ta rola jest z góry skazana na niepowodzenie. A gdyby Polska grała w identycznym systemie jak Borussia? Lewandowski musi zostać obsłużony prostopadłym podaniem albo celnym dośrodkowaniem, a Obraniak tych prostopadłych podań w ostatnich kilku meczach miał… No właśnie, miał jakieś? Pamiętajmy też, że w przypadku gry jednym napastnikiem ważną rolę odgrywa ofensywny pomocnik wchodzący w lukę, którą stara się stworzyć snajper numer jeden. Co z tego, że napastnik Borussii ściągnie na siebie dwóch obrońców, jak nikt nie wypełni luki, którą właśnie wypracował. W Dortmundzie to jest świetnie wykorzystywane, w kadrze nie układa się to jak na razie właściwie.











