W niedzielę w Rosji miała miejsce 30., ostatnia kolejka sezonu 2009 w Premier Lidze. Piłkarze zrobili wszystko, co mogli, by ucieszyć kibiców, zdobywając aż 26 goli. Największe emocje były zdecydowanie w Moskwie, gdzie Spartak z Zenitem bezpośrednio rywalizowali o miejsce w Pucharze UEFA.
Potyczka ta miała decydować o pierwszym miejscu w lidze i mistrzostwie kraju. Tymczasem okazała się jedynie walką o ostatnią lokatę gwarantującą przyszłoroczny start w rozgrywkach europejskich. Teoretycznie więcej szans na wygraną dawano srebrnym medalistom poprzedniego sezonu. Ostatnio prezentowali się lepiej od przeciwników, mieli za sobą trybuny, a ponadto przemawiała za nimi statystyka. Zenit z „Miaso” nie wygrał od ponad czterech lat. To tylko motywowało podopiecznych Dicka Advocaata do dobrej gry. Ustępujący czempioni chcieli zrobić wszystko, co możliwe, by nie uznać tego roku za stracony. Najbardziej na tym zależało liderowi przyjezdnych, Andriejowi Arszawinowi, o którym mówi się, że zimą jego nowym pracodawcą stanie się madrycki Real. Od samego początku to goście dyktowali tempo. Potrzebowali zaledwie pięciu minut, by objąć prowadzenie, a strzelcem gola okazał się rosły Paweł Pogriebniak. Zawodnicy z poprzedniej stolicy kraju nie spoczęli na laurach i dążyli do zdobycia kolejnych bramek. Niecały kwadrans później ponownie skapitulował Stipe Pletikosa, a jego katem okazał się Portugalczyk Danny. Po nokautującym początku zawodnicy prowadzeni przez Michaela Laudrupa starali się odrabiać straty. Ich akcje szybko jednak neutralizowała defensywa przeciwników, w której brylował Anatolij Tymoszczuk. W doliczonym czasie pierwszej połowy najdroższy piłkarz Premier Ligi zdobył swojego dziesiątego gola w sezonie, a trzeciego dla Zenitu w tym meczu.
Po przerwie szybki atak Spartaka wlał trochę nadziei w serca jego kibiców, kiedy to Wiaczesław Małafiejew został pokonany przez Aleksandra Pawlienkę. „Czerwono-biali” próbowali, ale bardziej chcieli, niż mogli. Obrona Zenitu była dla nich dzisiaj za szczelna. Ostatecznie wynik nie uległ zmianie i ustępujący czempioni zwyciężyli 3:1, zapewniając sobie start w Lidze Europejskiej UEFA. Moskwianie ten sezon mogą spisać na straty. Ich sympatycy po trzech kolejnych wicemistrzostwach liczyli na wiele więcej niż tylko ósme miejsce na koniec sezonu. Teraz pozostała im wiara w to, że za rok będzie lepiej.
Liczący na potknięcie medalistów przednich rozgrywek piłkarze Krljów Sowietow rozegrali wspaniały mecz przeciwko beniaminkowi z Groznego. W pierwszej połowie gra była dość wyrównana, z lekką przewagą na zawodników prowadzonych przez Leonida Słuckiego. To właśnie oni stworzyli sobie więcej okazji do zdobycia gola. Jednak golkiper Czeczenów, Jarosław Godzjur, nie dał się zaskoczyć. Co nie udało się przed, zdecydowanie wyszło po przerwie. Zaledwie 120 sekund po wznowieniu gry sędzia podyktował rzut karny dla gospodarzy, który wykorzystał Jewgienij Sawin. Niecały kwadrans później na 2:0 podwyższył Iwan Taranow. Gospodarze zanadto się rozluźnili, pozwalając przyjezdnym na zdobycie gola kontaktowego przez Daniela Pancu. 180 sekund po nim nastąpił koncert Jana Kollera. Czeski „wieżowiec” w ciągu czterech minut strzelił dwa gole. Gdy wydawało się, że Kryljom już nic nie grozi, goście wyraźnie wzięli się do roboty. Najpierw zrobiło się 4:2 po drugim uderzeniu Pancu, a Szamil Łachijałow zdobył bramkę kontaktową. Gdyby ten mecz skończył się później, kto wie, czy Terek by nie wyrównał. Samarczycy ostatecznie pokonali rywala i przez wygraną Zenitu ze Spartakiem nie powtórzą sukcesu z 2004 roku ani nie zagrają w europejskich pucharach.










