Zenit St. Petersburg rozgromił Spartaka Moskwa aż 5:0! Ogromny wpływ na końcowy wynik spotkania miał niewykorzystany rzut karny Bilialetdinowa, który miał szanse na zdobycie kontaktowego gola przy stanie 0:2. Po tym wydarzeniu Spartak zupełnie nie istniał na boisku.
Strzelanina zaczęła się już w 15. minucie. Wówczas na indywidualną akcję odważył się Maksim Kanunnikow, który po minięciu obrońcy zdecydował się na strzał zza pola karnego. Wydawało się, że piłka jest do wyłapania, lecz bramkarz był nieco źle ustawiony i nie zdołał zapobiec utracie gola. Po takim początku wyglądało na to, że lada chwila emocje wyleją się jak zza pękniętej tamy na wielkim zbiorniku wodnym, jednak nic takiego się nie stało. Mecz wciąż był interesujący, lecz okazje podbramkowe nie przytrafiały się zbyt często aż do drugiej połowy.

W drugiej odsłonie spotkania worek z golami rozwiązał się na dobre, a pierwszy wypadł już w 52. minucie. Wszystko zaczęło się od straty piłki zawodników Spartaka na połowie rywala. Kontra Zenitu była piorunująco szybka, dwa podania wystarczyły, by Władimir Bystrow znalazł się w doskonałej sytuacji, której niewykorzystanie byłoby grzechem. Bystrow grzechu nie popełnił, dzięki czemu na tablicy świetlnej pojawił się wynik 2:0. Po chwili Spartak miał szansę na zdobycie gola kontaktowego. Po faulu w polu karnym okazję do strzelenia gola z jedenastu metrów miał Bilialetdinow. Mocne uderzenie reprezentanta Rosji z jedenastu metrów padło jednak łupem Małofiejewa, który wybił piłkę przed siebie. Pomocnik Spartaka popędził do dobitki, lecz ubiegł go jeden z obrońców Zenitu. Piłkarze ze stolicy Rosji zaprzepaścili doskonałą okazję do zdobycia gola.
Ta sytuacja nie tylko podcięła, ale nawet urwała skrzydła piłkarzom Spartaka. Zenit bez skrupułów skorzystał z chwili słabości rywala i już kilka chwil później po sprytnym strzale Szirokowa było 3:0. Siedem minut później składną akcję całego zespołu wykończył Fajzulin i moskiewscy kibice palili się ze wstydu. Dzieła zniszczenia dokończył na dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem Roman Szirokow.











