Na Free State Stadium miało miejsce najbardziej egzotyczne spotkanie dnia. Kamerun jeszcze nigdy nie wygrał z Japonią i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Zawodnicy z Kraju Kwitnącej Wiśni zaprezentowali zorganizowany futbol, zwłaszcza w defensywie, i wygrali po mało ciekawym spotkaniu 1:0 (1:0).
Starcie rozpoczęli Afrykańczycy. Przed pierwsze osiem minut drużyny się badały, a przy piłce zwykli utrzymywać się Kameruńczycy. To właśnie oni przeprowadzili pierwszą akcję. Eto’o zagrał piłkę do Webo, lecz ten nie zdołał jej opanować i zagrać do wchodzącego w pole karne partnera. Akcje „Żółto-zielonych” były niespójne, wolne, zabrakło dokładności – zwłaszcza przy wychodzeniu z kontry.

Zawodnicy z Kraju Kwitnącej Wiśni przebudzili się dopiero po kwadransie. Jednak i oni mieli podobne problemy do swoich rywali i jak to często wygląda w przypadku pierwszej kolejki – ich taktykę można było okrzyknąć maksymą: byle nie stracić. Zawodnicy ze wschodu Azji zaprezentowali część swojego potencjału w 20 minucie. Hasebe dośrodkował w pole karne, a wchodząca piłka sprawiła nie lada problem dla Hamidou, który przy okazji został lekko poturbowany.
Kamerun na jakiś czas przysnął, a do ofensywy włączyło się więcej zawodników Japonii. Azjaci mieli jednak problem z uspokojeniem akcji i spalonymi. Często też dochodziło między nimi do nieporozumień, choć i tak dużo lepiej oglądało się – no cóż – niedokładne dośrodkowania Japończyków niż pozycyjną grę ich rywali. Piłkarze ze wschodu pozostali również czujni w obronie i kiedy było to potrzebne – nawet potrajali krycie.
Po 38 minutach ofensywną grę wreszcie zaprezentował Kamerun i oddał strzał na bramkę Kawashimy. Z odpowiedzią ruszyli Japończycy i sprawdziło się powiedzenie do trzech razy sztuka. Po świetnym dośrodkowaniu z prawego skrzydła piłkę do siatki skierował Honda. To był ich trzeci strzał w tym starciu. Gol nieco ożywił mecz, do tej pory bowiem był on nudny, w dodatku obfitujący w błędy z obu stron.

Na drugą połowę zawodnicy z obu krajów wybiegli w tych samych składach. Już na początku z atakiem ruszył Kamerun, którego zawodnicy zdołali wywalczyć rzut rożny. Jednak gdy piłka wróciła do Japonii, to ona dyktowała warunki spotkania. Już trzy minuty po przerwie jej zawodnicy wywalczyli rzut wolny – który wykonywali co prawda z ostrego kąta, lecz blisko pola karnego. Na wysokości zadania nie stanął jednak Endo, trafił tylko w mur.











