W niedzielne południe Stomil Olsztyn zmierzy się z Wisłą Puławy. Obie drużyny lokują się po rundzie jesiennej zaskakująco blisko strefy spadkowej 2. ligi. Dlaczego niedzielni przeciwnicy zaliczyli na przestrzeni minionej rundy tak znaczący regres? Jak przebiegała zima w obozach Stomilu i Wisły?
Ponowne zderzenie
Już w niedzielę, punktualnie o godzinie 12:00, Stomil Olsztyn podejmie przy Piłsudskiego drużynę Wisły Puławy. Z uwagi na okoliczności może być to pojedynek dość interesujący, nawet biorąc pod uwagę niezbyt wysokie lokaty obu drużyn w ligowym zestawieniu. Mowa tu przecież o ekipach rywalizujących niedawno o uzyskanie promocji na zaplecze PKO BP Ekstraklasy.
Dziś sytuacja prezentuje się jednak zgoła inaczej. Po zakończeniu rundy jesiennej zarówno Stomil, jak i Wisła lokują się na pograniczu strefy spadkowej. Siłą rzeczy obie drużyny przygotowywały się zatem zimą w towarzystwie lodowatego oddechu potencjalnej degradacji. Pytanie, na ile podziała on w obu przypadkach motywująco. Nieraz zdarzało się już, że zaskakujące uwikłanie w walkę o utrzymanie powoduje u zawodników swego rodzaju spętanie nóg.
Paradoks sytuacji tkwi jednak w spłaszczeniu ligowej tabeli. O ile strefa spadkowa wyciąga już swoje szpony po kolejne ofiary, o tyle czołowa szóstka kusi atrakcyjną wizją rywalizacji w barażach o awans. Połowa ligowej stawki zdaje się być zatem uwikłana w nieoczywiste balansowanie pomiędzy skrajnymi żywiołami – zarówno Stomil, jak i Wisła zaliczają się do tego grona.
Zmiana za zmianą
W kontekście bezpośredniej rywalizacji obydwu drużyn jako pierwszy do głowy przychodzi półfinał baraży z zeszłego roku. To Stomil wyszedł wówczas z pojedynku zwycięsko, triumfując 3:1. Mecz rozgrywano wówczas w Olsztynie, a gospodarze dość szybko wyszli na dwubramkowe prowadzenie. Puławianie złapali co prawda kontakt, jednak „Duma Warmii” zdołała wpakować rywalom kolejną bramkę, zasłużenie triumfując.
W przypadku Wisły był to oczywiście koniec marzeń o uzyskaniu awansu. Stomil poległ niedługo później, przegrywając w finale baraży z Motorem Lublin. W celu uzyskania rozstrzygnięcia niezbędne okazały się rzuty karne. I to właśnie nieskuteczność przy wykonywaniu „jedenastek” kosztowała olsztynian porażkę.










