Każdy kibic, który choć trochę interesuje się przyszłością polskiej piłki, z pewnością natrafił na nazwisko 21-letniego uzdolnionego chłopaka z Gliwic. Mowa o Patryku Dziczku – przez wielu uważanym za jednego z najlepszych piłkarzy młodego pokolenia. Jak na swój wiek Patryk jest już dość doświadczonym zawodnikiem. Nie trzeba nikomu przypominać, iż w poprzednim roku świętował z Piastem Gliwice zdobycie mistrzostwa Polski. Łącznie wystąpił już w 63 spotkaniach rodzimej ekstraklasy, strzelając w nich cztery bramki. Jest także ważnym ogniwem kadry do lat 21. Bez niego trudno wyobrazić sobie skład naszej młodej drużyny. Lata lecą, a piłkarz zamiast zgłębiać kolejne doświadczenia… przygląda się częściej grze z pozycji ławki rezerwowych.
Po udanym sezonie w Piaście Dziczek stał się obiektem zainteresowania mocnych europejskich klubów. Znalazł się na celowniku m.in. włoskiego Lazio, z którym koniec końców podpisał kontrakt opiewający na dwa miliony euro. Młody zawodnik miał więc przed sobą wiele ambitnych planów i możliwości rozwoju. Wiadomą rzeczą był jednak fakt, iż trudno będzie mu znaleźć miejsce w wyjściowej jedenastce drużyny z Rzymu. Dlatego też naturalną koleją rzeczy w przypadku młodego, perspektywicznego piłkarza miała być opcja wypożyczenia do nieco słabszego klubu, który rozwinie go jeszcze mocniej, przygotuje do walki o miejsce w składzie topowej drużyny Serie A, a co za tym idzie – pozwoli zrobić wielki krok w przód.
Coś poszło nie tak
I w tym miejscu schody rozpoczęły się na dobre. Kolorowa perspektywa zaczęła malować się w nieco ciemniejszych barwach. Choć z początku wypożyczenie do Salernitany – klubu grającego w Serie B, mającego ambitne plany związane z walką o czołowe lokaty – wydawało się rozsądnym pomysłem. Klasa rozgrywkowa niżej w porównaniu z Lazio, do tego ten sam włoski styl – czego chcieć więcej do rozwoju swojego talentu?! Przykład Patryka Dziczka mógł być zatem książkowym wzorcem cierpliwego budowania swojej kariery. Czy aby na pewno? Jak się później okazało – nie! Nasza reprezentacyjna nadzieja dość niespodziewanie napotkała w Salernitanie ścianę, której nie może przebić po dziś dzień.
Za nami osiem kolejek włoskiej Serie B, a Patryk Dziczek nie rozegrał ani jednej minuty w barwach swojego nowego klubu! To druzgocąca wiadomość, zważywszy na to, że nie poszedł tam siedzieć na ławce. Miał regularnie występować i uczyć się włoskiej piłki. Rzeczywistość okazała się dla niego brutalna.
Gdzie tu sens?
Zastanawia sens takiego wypożyczenia. Trener Salernitany Giampiero Ventura twierdzi, że potrzebuje Dziczka w swoim składzie. Daje mu tylko czas na pełną aklimatyzację i zrozumienie sposobu gry. Tylko czy to przygotowanie do wejścia w grę nie trwa już zbyt długo? Czy tak młodemu zawodnikowi nie bardziej przydałoby się regularne granie niż ciągłe podpatrywanie kolegów z ławki rezerwowych? Odpowiedź wydaje się oczywista.
Inną receptę na rozwój i przydatność Polaka w składzie ma za to trener. Nie pozostaje nic innego, jak tylko zaufać jego doświadczeniu. W końcu nie tak dawno był selekcjonerem seniorskiej reprezentacji Włoch. Być może wie, co robi. Oby droga przez niego obrana była słuszna.











