Skoro mamy niedzielę, a pogoda jeszcze zahacza o letnią, to nie pozostaje nic innego, jak przywołać postać jakże barwnego zawodnika VfL Bochum – Piotra Ćwielonga, który w obecnym sezonie w barwach niemieckiego drugoligowca zagrał łącznie aż… 13 minut! Niegdyś solidny ligowiec, a dzisiaj idealny kandydat do naszej cotygodniowej rubryki.
Nie wiem, czy pamiętacie sławną wypowiedź Pana Piotra, ale ona idealnie odzwierciedla położenie byłego zawodnika Śląska Wrocław. W takim razie – zapraszamy na małą powtórkę.
https://www.youtube.com/watch?v=AmmPKDHWKgM
Internet jest bezlitosny. Jeśli już coś raz zostało wpuszczone do sieci, to już tam zostanie na zawsze. „Pepe” i jego wyznanie będzie przypominane przy każdej nadarzającej się okazji, jeśli nagle zaświeci słońce, a zawodnicy nie mają ochoty, żeby wypluwać płuca w poszukiwaniu bramki. Ćwielongowi wystarczyło kilkanaście sekund, żeby być na ustach wszystkich przez wiele lat, choć pewnie nie o taką sławą sympatycznemu zawodnikowi chodziło. Dzisiaj musiałbym mocno pogrzebać w pamięci, żeby sobie przypomnieć jakiś piłkarski atrybut, który można mu przypisać. Ledwo pamiętam, na jakiej pozycji występował.
Twitter także nie zapomina takich rzeczy. Tylko czeka na okazję, żeby wyciągnąć broń i wystrzelić. Znaleźliśmy kozła ofiarnego i strzelamy do niego jak do… kaczki.
Legendarna wypowiedź Ćwielonga to doskonała wizerunkowo-medialna lekcja dla młodych zawodników, którzy dopiero są na początku swojej przygody z piłką i nieco gubią się przed kamerami. To nie jest ich świat. Dlatego polecamy lekcję prof. Piotra Ćwielonga pt. „Jak się nie ośmieszać w telewizji”.
Niestety Piotr Ćwielong nie wytrzymał presji i szybko czmychnął do Niemiec, żeby kontynuować swoją błyskotliwą karierę. Przecież to w końcu trzykrotny mistrz Polski (2 razy z Wisłą Kraków i raz ze Śląskiem Wrocław). Dzisiaj jedynie możemy pisać o nim jako o solidnym ligowcu, który zapragnął podbijać Zachód. Trafił do niezłej drużyny, na początku nawet regularnie grywał i zastanawialiśmy się, czy nie zasługuje na powołanie do kadry, w której udało mu się raz wystąpić już za czasów Adama Nawałki przeciwko Irlandii (przyp. 0:0). Niestety ten mecz miałem wątpliwą przyjemność oglądać z perspektywy trybun.
W pierwszym sezonie w Bochum zagrał w 30 meczach (1 gol), w kolejnym już tylko w sześciu, a w obecnym zaledwie dwa razy podnosił się z ławki rezerwowych, żeby odbębnić występ. W 1. kolejce przeciwko Paderborn wszedł w 78. minucie, a na kolejne wejście musiał czekać do 4. kolejki, kiedy trener Gertjan Verbeek wpuścił go na minutę przed końcem spotkania, kiedy trzeba było grać na czas, bo na tablicy wyników widniało 2:1. Uwłaczające dla zawodnika, który trzy razy zdobywał mistrzostwo kraju, występował z orzełkiem na piersi i wyjeżdżał z Polski jako solidny piłkarz.











