Ostatnio uparłem się na środkowych pomocników. Najpierw był Przemysław Kaźmierczak, później Radosław Majewski, a dzisiaj na tapecie mamy podbijającego arabskie rejony Adriana Mierzejewskiego, zawodnika Al-Nassr, z którym zdobył nawet mistrzostwo kraju. Stał się tam niekwestionowanym liderem środka pola, zdobywając osiem bramek w 24 spotkaniach. Nie trzeba dodawać, że magnesem dla „Mierzeja” okazały się pieniądze. Może w kilka sezonów zagwarantować sobie i swojej rodzinie godziwą przyszłość. Dlatego ostatnia deklaracja o pozostaniu w Arabii Saudyjskiej nie była dla nikogo niespodzianką.

Sam Mierzejewski porównuje ligę arabską do polskiej ekstraklasy, więc nie możemy przesadnie się zachwycać jego występami. W Al-Nassr jest zatem gwiazdą, ale nie mogło być inaczej, gdyż obok niego i Urugwajczyka Estoyanoffa (niegdyś m.in. Deportivo La Coruna, Cadiz) nie występuje żaden obcokrajowiec. Arabskie kluby to finansowy raj dla zawodników mniej ambitnych, którzy już pogodzili się, że nie będą gwiazdami światowego formatu. Chociaż Łukasz Szukała (Al-Ittihad Dżudda) dalej jest w kręgu zainteresowań Adama Nawałki. Jednak środkowy obrońca wcześniejszymi występami zyskał zaufanie selekcjonera.

Adrian Mierzejewski to odrębny przypadek. Mimo że w reprezentacji Polski wystąpił w 41 spotkaniach, to nigdy nie stał się etatowym kadrowiczem, który mógł być pewien kolejnych powołań. Po transferze do Arabii Saudyjskiej przekaz do sztabu reprezentacji był jasny: nie interesuje mnie aspekt sportowy, piłka nożna to mój zawód, więc jadę po kontenery dolarów. Absolutnie nie można krytykować takiego podejścia, bowiem Mierzejewski w listopadzie skończy 29 lat, więc schyłek kariery zbliża się nieubłaganie. Zdał sobie sprawę, że lepszej oferty może już nie dostać mimo udanego pobytu w Trabzonsporze, gdzie jego asysty i pięknej urody bramki stały się wizytówką urodzonego w Olsztynie pomocnika.
https://www.youtube.com/watch?v=NVvkWGrtqA8
W każdej drużynie musiał błyszczeć, wybijać się ponad przeciętność. Nie udało mu się tylko w kadrze Polski, co pewnie jest jego największą zawodową porażką. Przewyższa ligę arabską o głowę, więc w końcu straci sportową motywację i ambicję, aby pokonywać kolejne szczeble w klubowej hierarchii. Nikt go nie wygryzie z fotela lidera, a lepszych klubów w Arabii Saudyjskiej nie ma. Albo zdecyduje się na powrót do przeciętnego europejskiego klubu (ofert pewnie nie brakuje), albo spokojnie będzie odcinał kupony, wylegując się w arabskich apartamentach, wydając mniej pieniędzy na ropę niż wodę. Nic, tylko tankować.











