W jednym z artykułów zastanawialiśmy się, czy Sobiechowi wystarczą dwie bramki w ostatnim ligowym meczu, żeby przekonać do siebie selekcjonera. Nie mamy kłopotu bogactwa na jego pozycji, więc Adam Nawałka pierwszy raz wysłał powołanie do napastnika Hannoveru, który ostatni raz w biało-czerwonych barwach zagrał ponad dwa lata temu (14.08.2013) w sparingowym meczu przeciwko Danii.
Tym razem stawka jest zdecydowanie większa, a Sobiech w tym sezonie zagrał tylko jeden solidny mecz, więc pojawia się pytanie, czy to dobry ruch ze strony Nawałki. Trzeba jednak powoływać zawodników, którzy są aktualnie w najwyższej formie, więc póki nie zobaczymy 25-letniego napastnika na boisku, to wstrzymajmy się z krytyką tej decyzji.

Selekcjoner reprezentacji Polski – poza wspomnianym powołaniem – nikogo nie zaskoczył swoimi wyborami. Postawił na zawodników sprawdzonych, zaprawionych w eliminacyjnych bojach. Skoro w ostatnich dwóch spotkaniach zaprezentowaliśmy się bardzo przyzwoicie, to nie ma sensu robić na siłę rewolucji kadrowej. Jedyne, czego potrzebują teraz reprezentanci, to spokój i… punkty, o co w październiku nie będzie tak łatwo. Spotkamy się z rywalami, którzy nie przebierają w środkach i dla nich nie ma znaczenia, jakiego kalibru zawodnik jest po drugiej stronie barykady, o czym na własnej skórze przekonał się Robert Lewandowski. Tym razem również mu nie odpuszczą kilkuosobowego krycia, więc na wszelki wypadek na ławce rezerwowych będzie czekał zwarty i gotowy Artur Sobiech.

Mimo że niespodzianek nie ma, to znowu Nawałka rozczarował powołaniem Thiago Cionka, który wykupił abonament na wszystkie zgrupowania do końca eliminacji, niezależnie od dyspozycji, jaką prezentuje. Duże kontrowersje wzbudziło również zaproszenie Przemysława Tytonia, który – delikatnie mówiąc – nie może pochwalić się najlepszymi recenzjami w ostatnim czasie. Jest w rytmie meczowym, nie ma szansy na grę przeciwko Irlandii czy Szkocji, więc może lepszym rozwiązaniem byłoby powołanie młodego Bartłomieja Drągowskiego, który miałby szansę poczuć dobrą atmosferę, która panuje na zgrupowaniach.
Gdyby nie fakt, że nie dysponujemy zbyt wieloma klasowymi bocznymi obrońcami, to poddalibyśmy w wątpliwość powołanie Pawła Olkowskiego, który ostatnio nie ma dobrej prasy. Niemieccy dziennikarze nie oszczędzają naszego prawego defensora, wskazując go jako największego winowajcę ostatnich kiepskich meczów FC Koeln.











