Ruch Chorzów zremisował w Lubinie z miejscowym Zagłębiem 0:0. Lepsze okazje do strzelenia gola mieli niewątpliwie piłkarze Marka Bajora.
W ostatnim meczu dziesiątej kolejki polskiej Ekstraklasy zmierzyły się ze sobą zespoły okupujące miejsca w drugiej połowie tabeli. Mecz nie cieszył się w Lubienie wielkim zainteresowaniem, na stadionie Dialog Arena można było dostrzec bowiem wiele pustych krzesełek.

Spotkanie lepiej rozpoczęli piłkarze gości, którzy już w pierwszych sześćdziesięciu sekundach stworzyli groźną akcję, jednak tuż przed bramką piłkę wybił Michał Stasiak. Po dłuższej grze w środku pola i kilku stratach obu zespołów do głosu doszli piłkarze Marka Bajora. Po jednej z szarż sędzia Paweł Raczkowski podyktował rzut wolny dla „Miedziowych” lecz uderzenie Kędziory zostało zablokowane.
W 16. minucie meczu bardzo dobrze zaprezentował się Michał Pulkowski, który zdecydował się na uderzenie na bramkę, jednak zamiast do siatki, futbolówka trafiła w słupek. Była to jak do tej pory najlepsza okazja w meczu. 180 sekund doszło do przepychanek między piłkarzami obu zespołów, ale arbiter nie zdecydował się studzić temperamentów zawodników i obyło się bez kartek.
21. minuta to stuprocentowa sytuacja dla Zagłębia. Słynący z bardzo dobrego uderzenia Bartczak zdecydował się na strzał na bramkę „Niebieskich”. Piłka jednak zamiast znaleźć się w siatce, odbiła się od słupka i spadła pod nogi Dawid Plizgi, który strzelił wprost w Perdijicia. W dalszej części meczu gospodarze przejęli inicjatywę. Bardzo dobrze prezentował się wspomniany wcześniej Plizga, który najpierw chciał wykorzystać rzut wolny, jednak minimalnie chybił, a po chwili kąśliwie uderzył z 14 metrów, lecz golkiper z Chorzowa „wypluł” piłkę w stronę, gdzie nie było żadnego piłkarza Zagłębia. Później próbował jeszcze Pawłowski, ale również nieskutecznie.
W pierwszej połowie to piłkarze Zagłębia stworzyli więcej sytuacji, jednak nie potrafili wykorzystać żadnej z nich.

Od początku drugiej części meczu to podopieczni Marka Bajora cały czas dominowali na stadionie w Lubinie. Najpierw po dośrodkowaniu Pawłowskiego szczęścia próbował Woźniak, lecz trafił w ręce Perdijicia. Następnie 24-letni pomocnik „Miedziowych” znalazł się w doskonałej sytuacji, jednak zamiast strzelać, chciał zagrać do wybiegającego partnera i akcja spaliła na panewce, defensywa Ruchu zdążyła bowiem wybić piłkę na rzut rożny.











