Zagłębie Lubin pokonało u siebie drużynę Stali Mielec 2:0. Podopieczni Kamila Kieresia wciąż drżą o utrzymanie w lidze i czekają na wyniki pozostałych spotkań. Natomiast drużyna Waldemara Fornalika ze spokojną głową i poczuciem dobrze wykonanego zadania może jechać za tydzień na teren nowego mistrza Polski. Pierwszy mecz przedostatniej kolejki pokazał, że w starciu z Rakowem nie można ich od początku skreślać.
Na ogromną próbę zostały wystawione nerwy kibiców Zagłębia Lubin w tym sezonie. Ich ulubieńcy przez większość sezonu byli przecież najgorzej punktującą drużyną na własnym stadionie. Ostatnie mecze wlały jednak w ich serca odrobinę nadziei na lepsze jutro.
Naprawdę nie możemy narzekać na to, co zobaczyliśmy na samym początku 33. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Byliśmy świadkami niezłej, szybkiej ofensywnej gry. Stal, której do utrzymania wystarczy zaledwie punkt, od pierwszego gwizdka mocno ruszyła do przodu. Bezefektywna gra przyjezdnych dodała skrzydeł gospodarzom, którzy z minuty na minutę rośli w siłę. Po kilku groźniejszych sytuacjach „Miedziowych” Tornike Gapsrindashvili wykorzystał chwilowe zamieszanie w polu karnym Stali i z bliskiej odległości wpakował piłkę do bramki Bartosza Mrozka. 17 minut później Zagłębie wyprowadziło szybką, zgrabną kontrę i Dawid Kurminowski, zdobywając gola do szatni, ustalił wynik spotkania.
W tym miejscu trzeba pochwalić wypożyczonego z Lecha Poznań Bartosza Mrozka, bo to on w znacznym stopniu przyczynił się do tego, że mielczanie przegrali to spotkanie 2:0. 23-latek po raz kolejny udowadnia, że może stanowić poważną konkurencję dla Filipa Bednarka po powrocie do Wielkopolski.
Dobra defensywa kluczem do sukcesu
Solidnie na przestrzeni ostatnich spotkań prezentuje się defensywa zespołu „Miedziowych”. Znamiennym jest fakt, że przez cztery ostatnie mecze stracili wyłącznie jedną bramkę. Szczególnie nie można przejść obojętnie obok dwóch zawodników. Pierwszym z nich jest Sokratis Dioudis. W meczu ze Stalą nie miał zbyt dużo do roboty, ale jego dyspozycja na przestrzeni całej rundy może imponować. A imponował z pewnością Aleks Ławniczak. Wygądał pewnie, nieraz spokojem pomagał zespołowi w trudniejszych momentach. Przy mizernie prezentującej się ofensywie Stali wyglądał na profesora. Komplet sześciu wygranych pojedynków tylko zbliża nas ku tej tezie.
Dobra postawa swoich podopiecznych została zauważona przez Waldemara Fornalika na pomeczowej konferencji.











