Kiedy 23. lutego zeszłego roku Jan Tomaszewski oraz kilka innych legend futbolu rozlosowywało grupy eliminacyjne EURO 2016, a Polska oraz cztery kolejne drużyny zostały przydzielone Niemcom, wszyscy wiedzieli, iż pierwsze miejsce muszą zająć aktualni mistrzowie globu. Czas pokazał jednak, iż wcale nie jest to „oczywista oczywistość”, jak mawiał jeden z byłych premierów.
Po zakończeniu brazylijskich Mistrzostw Świata coś w ekipie Joachima Löewa przestało funkcjonować. Już pierwszy mecz po finale World Cup 2014 z Argentyną, którą, notabene, Niemcy pokonali w wielkim finale zeszłorocznej imprezy 1:0, mógł zwiastować kłopoty. Nasi zachodni sąsiedzi polegli towarzysko 2:4, a Angel di Maria chwilami wręcz ośmieszał przeciwników. Po 50 minutach gry „Albicelestes” prowadzili już 4:0, ale później mistrzowie świata zdołali zmniejszyć wymiary porażki. Po meczu nikt ich nie krytykował, bo „byli zmęczeni po wyczerpującym mundialu” lub „Argentyna, pałająca żądzą rewanżu za przegrany finał, miała więcej ochoty do gry”. Na pewno coś w tych tłumaczeniach sensownego było, ale nawet dziś, kilkanaście godzin przed eliminacyjnym meczem z Gruzją, kibice „Die Mannschaft” nie mogą być pewni formy swoich pupili.
https://www.youtube.com/watch?v=rqagN0HBM7E
Bo Niemcy grają słabo i basta! Tłumaczenia, iż w każdej chwili mogą włączyć piąty bieg i natychmiast odskoczyć grupowym rywalom, są mocno przesadzone. Chłopcy Löewa zazwyczaj rozkręcają się bardzo powoli, ale aktualnie stoją na zaciągniętym hamulcu. Ich środowy mecz z Australią jest najlepszym tego przykładem. Wymęczony remis 2:2 chwały mistrzom nie przynosi, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że „Socceroos” też są obecnie mistrzami, ale… Azji (tak, tak, to żadna pomyłka, choć pod względem geograficznym wygląda to jak żart).
O ile w jesiennych meczach zeszłego roku, kiedy to Polacy odnieśli historyczne zwycięstwo nad Niemcami, a dwa punkty w ostatnich sekundach meczu urwali im dzielni Irlandczycy, Löew mógł utyskiwać na kontuzje i zmęczenie swoich podopiecznych, to co miał powiedzieć po remisie z Australią? A no rzekł następująco: Pierwsza połowa była całkiem dobra w naszym wykonaniu. W drugiej części gry nie potrafiliśmy zapanować nad wydarzeniami na boisku, brakowało nam kontroli nad spotkaniem. Piłkarze nie realizowali nakreślonego planu (za sport.wp.pl). Słowa te dobitnie świadczą o sporych kłopotach niemieckiej kadry. Wcześniej, gdy przegrywali, to raczej dlatego, że rywal był po prostu lepiej przygotowany do meczu, potrafił przechytrzyć Niemców. Natomiast dziś remisują z Australią, ponieważ nie wykonali planu taktycznego. Ciekawe, prawda?










