Dobre złego początki. Przez cały mecz Belgowie kontrolowali spotkanie. Ale gdy Robertowi Lewandowskiemu udało się trafić do bramki, wszyscy ściągali czapki z głów przed Czesławem Michniewiczem i jego planem taktycznym. Belgiowie nas jednak błyskawicznie zweryfikowali i to głównie dzięki swoimi indywidualnościom wygrali ten mecz.
Wynik 1:6 oznacza klęskę polskiej reprezentacji. Zostaliśmy rozstrzelani w drugiej połowie. Wtedy Belgowie zaczęli prawdziwą zabawę jak z drużyną pokroju San Marino. I to jest dla nas bardzo zły znak, bo przecież grali z zespołem, który jedzie na mundial.
Pomysł taktyczny
Holandia załatwiła Belgów na cacy, ale wcześniej dała im się rozhulać. „Czerwone Diabły” wpadły w rytm i wtedy zostały skarcone. W środowy wieczór na początku oglądaliśmy podobny scenariusz. Tyle że tym razem Belgowie błyskawicznie wyciągnęli wnioski. Kevin de Bruyne posyłał niesamowite podania przez dwie formacje, z czym sobie nie radziliśmy, a zmiennicy trenera Martineza zabrali naszych do Energylandii, na rollercoaster.
Przykry był to widok, kiedy Polacy stali wmurowani i bezradni. Oddaliśmy grę i posiadanie piłki Belgom, co było dość normalne i czego wszyscy spodziewali się przed meczem. Czesław Michniewicz to akurat selekcjoner, który mierzy siły na zamiary i zdaje sobie sprawę, że piłkarsko jesteśmy gorsi od takich drużyn jak Belgia czy Holandia. „Obrona Częstochowy” od początku nam nie wychodziła – to zespół z Beneluksu powinien strzelić pierwszy bramkę.
Nie funkcjonowała defensywa, którą Czesław Michniewicz potrafi świetnie zaskoczyć rywala. A jaki mieliśmy pomysł z przodu? Najprawdopodobniej chcieliśmy grać z kontry, ale w ogóle się to nie sprawdzało. Czasami udało się coś poprowadzić środkiem. Kamiński z Szymańskim mieli może po jednej groźnej kontrze. Trochę ożywienia wprowadził Zalewski. Skończyło się na „ladze do Lewego”, bo w sumie nic więcej nie potrafiliśmy zagrać.
Belgia została ugryziona
Bramkę strzeliliśmy po przepięknej akcji. Wypracowana przewaga w bocznej strefie boiska, fantastyczne podanie Szymańskiego i instynktowne zagranie Lewandowskiego. Za każdym razem, gdy próbowaliśmy szybko pograć piłką, na jeden kontakt, belgijska defensywa gubiła się. Jak to dobrze ujął w czasie transmisji Mateusz Borek, „Belgia to drużyna dobra od pasa w górę, a do pasa niekoniecznie”.











