Przed rozpoczęciem mistrzostw świata w Rosji doszło do roszady na pozycji trenera OGC Nice. Odchodzącego Luciena Favre zastapił uznany reprezentant Francji Patrick Vieira, dla którego jest to pierwsza poważna europejska próba w pracy na tym stanowisku.
O tym, że Favre opuści Niceę, wiadomo było już od dawna. Od jakiegoś czasu na Lazurowym Wybrzeżu zaczęto rozglądać się za jego następcą, a nazwisko Vieiry było tym, które najczęściej padało w medialnych doniesieniach. I stało się. W poniedziałek Patrick Vieira związał się z OGC Nice kontraktem obowiązującym aż do 2021 roku.
Mistrz świata z 1998 i mistrz Europy z 2000 roku przychodzi do Nicei po to, by dopiero budować swoje nazwisko w trenerskim fachu. Na koncie ma prowadzenie drużyn juniorskich Manchesteru City oraz pracę w USA, gdzie zajmował się zespołem MLS z Nowego Jorku. To początek jego prawdziwej europejskiej przygody na ławce, a klub, jaki wybrał, wydaje się być do tego idealny.
Praktyki w MLS
Z dorosłą piłką jako pierwszy trener Vieira zetknął się, obejmując występujący w amerykańskim MLS satelicki klub Manchesteru City – New York FC. Wiodło mu się całkiem dobrze, a sam był jedną z barwniejszych postaci całej ligi. Prowadząc NYCFC, rozegrał 90 meczów, wygrywając 40 z nich.
Tak pracę i pobyt Francuza w Nowym Jorku charakteryzuje Katarzyna Przepiórka, która na co dzień śledzi piłkarskie wydarzenia zza wielkiej wody: – Patrick Vieira przychodził do dużego klubu z doświadczeniem w młodzieżówkach Manchesteru City. W NYCFC oczekiwano wyników niemal od razu. Część osób mówiła, że nie podoła zadaniu. Nic bardziej mylnego. Vieira dość szybko dostosował się do realiów MLS, które są zupełnie inne niż w Europie. Nie bał się podejmować ryzykownych i kontrowersyjnych decyzji. Nie każdy szkoleniowiec zdecydowałby się posadzić na ławce Andreę Pirlo kosztem niemal nikomu nieznanego 19-latka. Tymczasem on wprowadził do dorosłej piłki Yangela Herrerę i Jacka Harrisona. W dodatku świetnie dogadywał się z największą gwiazdą zespołu – Davidem Villą. Posprzątał bałagan po Kreisie i doprowadził drużynę do pierwszych play-offów w historii klubu.
Część osób mówi, że w Stanach w zasadzie nic nie osiągnął. No cóż, nie każdy zna się na piłce nożnej. Pod wodzą Patricka Vieiry powstał jeden z najlepszych zespołów w całej lidze, do efektownej gry dołożyli przede wszystkim efektywność, co w MLS jest absolutnie kluczowe. Francuz uniezależnił grę zespołu od Davida Villi, sprowadzono graczy, na których mu zależało, a drużyna od początku rozgrywek prezentuje bardzo wysoki poziom. W żadnym wypadku nie jest to „samograj”. Gdyby nie odejście Vieiry, obstawiałabym ich jako jednego z faworytów do Supporters’ Shield (mistrzostwo sezonu regularnego, przyp.), a nawet MLS Cup. Dla rozwoju Francuza to bardzo dobry krok, dla NYCFC i MLS ogromna strata.











