Raków Częstochowa pokonał Puszczę Niepołomice 2:0 w meczu zamykającym 7. kolejkę PKO BP Ekstraklasy. Mistrzowie Polski zdeklasowali beniaminka w każdym elemencie gry i na każdej pozycji, choć w związku z rozgrywanym w środku tygodnia przegranym bojem o Ligę Mistrzów z duńską Kopenhagą nie ustrzegli się też słabszych fragmentów.
Wahadła asystowały, „dziesiątki” strzelały. Dla zaskakującej odmiany miejscowi znacznie lepszy futbol pokazali w pierwszej, a nie drugiej połowie starcia. „Medaliki” mogą mieć spory niedosyt z rozmiarów zwycięstwa z przebiegu całego spotkania, ale po końcówce, w której na własne życzenie najedli się strachu, te trzy punkty na pewno docenią.
Puszcza nigdy nie odpuszcza
Tym bardziej że w niedzielny wieczór po drugiej stronie stanął zespół, który jak mało kto skutecznie utrudnia grę przeciwnikom. I mimo trudnych warunków, jakie postawił w tym meczu Raków Częstochowa oraz utrudnionego zadania przez absencje Kevina Komara i Artura Craciuna, Puszcza Niepołomice w tyłach potrafiła stawiać czoła „Czerwono-niebieskim” i do samego końca szukała swojej szansy.
Z perspektywy „Żubrów” pojedynek z uczestnikiem Ligi Europy mógłby się potoczyć zupełnie inaczej, gdyby wykorzystali oni doskonałą okazję na samym początku, kiedy po oddaleniu stałego fragmentu gry piłka została ponownie wysoko wstrzelona przed bramkę i przy dostawieniu nogi przez Murisa Mesanovicia Vladan Kovacević mógł tylko przyglądać się futbolówce mijającej słupek od zewnętrznej strony.
Zagraliśmy troszkę odważniej w drugiej odsłonie, ale myślę, że zasłużyliśmy na tę jedną bramkę. Raków był zespołem lepszym. Gratuluję mu awansu do Ligi Europy. Tomasz Tułacz po meczu z Rakowem
Piłkarze trenera Dawida Szwargi często zapominali, jak zabójcze potrafią być dalekie wyrzuty z autu zawodników drużyny Tomasza Tułacza i wielokrotnie zbyt łatwo dopuszczali do wychodzenia piłki za linię boczną na wysokości własnego pola karnego. Koniec końców wyszło im to na dobre, ponieważ dobre zachowania we własnej „szesnastce” pomagały wychodzić z niebezpiecznymi kontrami. Jedna z nich skończyła się bramką.
Próba groźnej broni na Europę
Niewielu spodziewałoby się, że pierwszym aspektem w występie częstochowian, który wysunie się do dyskusji po potyczce z ekipą uznawaną za sporo klas niższą i nadzwyczaj nastawioną na defensywę, będą właśnie kontrataki. Wydawać by się mogło, że podczas obrony niskiej niepołomiczan wypady z własnej połowy będą w zdecydowanej mniejszości w gamie zainicjowanych akcji przez gospodarzy.
A jednak otwarte nastawienie graczy beniaminka sprawiło, że Raków mógł doskonale przećwiczyć to, co będzie niesamowicie istotne w jesiennych starciach fazy grupowej Ligi Europy z tego kalibru oponentami jak włoska Atalanta czy portugalski Sporting. Częstochowianie kontrowali niezwykle efektownie. Środek należał do Bena Ledermana i Gustava Berggrena, którzy przebojem wprowadzali piłkę w strefę ofensywy.










