Zarówno Lech Poznań, jak i Górnik Zabrze nie zaczęły tego sezonu zgodnie z oczekiwaniami. Dla gospodarzy sobotni mecz przed własną publicznością był okazją do pokazania, że przez te dwa tygodnie przerwy solidnie popracowano nad formą drużyny. Tak się jednak nie stało i Lech, mimo bycia lepszym zespołem, ratuje remis po golu Alana Czerwińskiego.
Obie drużyny są w sporym dołku. Lech Poznań odpadł z Ligi Konferencji Europy po feralnej porażce 3:1 ze Spartakiem Trnawa, a ostatnio przegrał wyraźnie ze Śląskiem Wrocław tym samym stosunkiem co ze Słowakami. Ich przeciwnik, Górnik Zabrze, prezentuje się w tym sezonie jeszcze gorzej, a wręcz katastrofalnie. Ostatnio przyszła kompromitująca porażka 1:4 z Jagiellonią Białystok. Jeśli Lech Poznań miał się na kimś przełamać, to właśnie na „Żabolach”. W historii występów w ekstraklasie Lech wygrywał najczęściej właśnie z nimi. Poza tym, na Bułgarskiej szło im dotąd znacznie lepiej niż w delegacji. Powodów do optymizmu przed tym meczem było zatem sporo.
Nowy okres przygotowawczy dla „Kolejorza”
Lech Poznań w związku z przełożeniem meczu przez Raków miał blisko dwa tygodnie na odbudowę morale oraz reorganizację taktyczną na boisku, co przyznał na konferencji przedmeczowej trener gospodarzy. Holender wprost określił miniony okres nowym okresem przygotowawczym, który miał za zadanie wrócić do początków. – Minione dni były tak jakby nowym okresem przygotowawczym. Wiele rzeczy musieliśmy robić od nowa, przeprowadzaliśmy rozmowy z piłkarzami, wszystko przeanalizowaliśmy, teraz czas na to, aby trening przełożyć na boisko. Czas na reakcję. Wszyscy czekamy na mecz, musimy wrócić do naszego futbolu, posiadanie piłki musi zamienić się na gole i na zwycięstwa. Nasz styl musi się przełożyć na wygrane.
Kontuzja Ishaka osłabia drużynę
Było bardzo blisko, aby te słowa przekuły się w czyn już w drugiej minucie. Elias Andersson dośrodkował z lewej strony na głowę Ishaka, ale ten strzał z bliskiej odległości obronił Daniel Bielica. Kolejna świetna szansa przyszła w 33. minucie. Nastąpiło dośrodkowanie z rzutu rożnego na bliższy słupek i sprytny strzał piętką Ishaka wylądował na poprzeczce. Chwilę później napastnik „Kolejorza” otrzymał świetną piłkę od Ba Loui. Szwed podciął ją nad bramkarzem, ale Dominik Szala wybił ją sprzed linii bramkowej, ratując tym samym Bielicę od konieczności wyciągnięcia piłki z siatki. Gola koniec końców i tak by cofnięto, ponieważ Szwed był na spalonym. Kilka minut później sympatycy Lecha musieli przełknąć kolejną gorzką pigułkę, bowiem kapitan ich drużyny doznał kontuzji i w jego miejsce musiał wejść Filip Szymczak. Ishak był jak dotąd w tym meczu jedynym zawodnikiem, który stworzył jakiekolwiek zagrożenie.
Lech Poznań przeważał, a Górnik spokojnie się bronił
Gospodarze od początku spotkania narzucili swoje warunki, pokazując, że trzy punkty będą musiały zostać w stolicy Wielkopolski. Brakowało jednak ich poczynaniom elementu przyspieszenia. Lech Poznań rozgrywał piłkę po obwodzie, licząc na to, że wrzutki na szwedzkiego napastnika rozwiążą sprawę. Tylko to wszystko było tak przewidywalne, tak oczywiste, tak wolne, że nawet niebędąca w formie defensywa Górnika radziła sobie z atakami „Kolejorza” bez żadnych problemów. Nie tego oczekiwali kibice oraz trener, który miał dwa dodatkowe tygodnie na dopracowanie szwankujących elementów taktyki, a jak dotąd nie było widać jakiejkolwiek zmiany do tego, co było wcześniej. Goście natomiast pozwalali na taką grę gospodarzom, upatrując swoich szans w pojedynczych kontrach. Czasem wyglądało to komicznie, ponieważ bronili się całą jedenastką na trzydziestym metrze własnej połowy.











