Jak nietrudno się domyślić, Tomasz Kulawik jest bardzo rozczarowany po przegranej 0:1. Z kolei Mariusz Rumak w pomeczowej wypowiedzi stwierdził, że jego zespół osiągnął założony cel.
Lech jedynego gola zdobył w pierwszej połowie po pomyłce defensywy Wisły. Najpierw błąd popełni Frederiksen, potem piłki skutecznie nie potrafił wybić Bunoza. Następnie przepchnąć dał się Wilk, a na końcu futbolówka przeleciała pod pachą Pareiki.

– Przyjechaliśmy do Krakowa po trzy punkty i osiągnęliśmy cel. Nie zagraliśmy pięknie, ale wiedzieliśmy, że Wisła jest mocna, zwłaszcza z przodu. Nasza taktyka była podobna do tej w Warszawie w meczu z Legią. Graliśmy zdyscyplinowanie z tyłu i czekaliśmy na błąd. Doczekaliśmy się go i wygraliśmy. Wiedziałem też, że musi nam dopisać szczęście, i tak się właśnie stało. Wielkim sukcesem tego spotkania jest pierwsza bramka Drewniaka w ekstraklasie i mądra gra 17-letniego debiutanta Linetty’ego, który bardzo nam pomógł w końcówce – powiedział po trener Mariusz Rumak.
W drugiej połowie zdecydowaną przewagę miała Wisła. Szczególnie w końcówce mocno przycisnęła rywala, ale kilkakrotnie świetnie interweniował Burić.
– Przegraliśmy ten mecz na własne życzenie. Na pierwszą połowę wyszliśmy bardzo apatyczni i de facto nie zagroziliśmy Lechowi, a po rozegraniu rzutu rożnego sami sprokurowaliśmy bramkę. Myślę, że do tej pory zawodnicy zastanawiają się, co zrobili i co z tego wynikło. Lech praktycznie nie stworzył sobie żadnej sytuacji. Można powiedzieć, że w pierwszej połowie mecz układał się na remis, ale sami daliśmy rywalom zwycięstwo. W drugiej odsłonie wyglądało to lepiej, jeśli popatrzymy na sytuacje, które sobie stworzyliśmy. Gdybyśmy je wykorzystali, mogłoby być inaczej. To nie jest kwestia tygodnia, żeby wyciągnąć Wisłę z dołka. Potrzeba na to dużo, dużo czasu. Druga połowa pokazała, że piłkarze potrafią grać. W pierwszej zaspaliśmy i na własne życzenie straciliśmy bramkę. Lech tak naprawdę do tego momentu nam nie zagroził. Można powiedzieć, że kontrolowaliśmy grę do wpadki po rzucie rożnym – powiedział trener Tomasz Kulawik, który później odwołał się do wymuszonej zmiany. Kontuzjowanego Głowackiego zastąpił Frederiksen.
– Jan wszedł z marszu, bez rozgrzewki i pierwsze minuty były bardzo nerwowe w jego wykonaniu. Dopiero jak się rozgrzał, zaczął dobrze grać. W drugiej połowie zaprezentował się dużo lepiej. Włączał się do gry ofensywnej, nie przegrywał pojedynków. Można było tak zrobić, ale gdyby Chavez zepsuł dwie sytuacje i przegralibyśmy 0:2, tobyśmy pytali, dlaczego nie wszedł Frederiksen. Wszedł, bo











