Jagiellonia Białystok ograła wczoraj Wisłę Kraków 2:1. Przedstawiamy komentarze, których po meczu udzielili Robert Maaskant i Michał Probierz.
Robert Maaskant:

Spodziewaliśmy się, że czeka nas trudne zadanie. Widzieliśmy, jak dobrze Jagiellonia zagrała z Lechem Poznań. Mieliśmy trochę problemów z defensywą, dlatego na lewej stronie zagrał Paljić i zmieniliśmy część rzeczy. Na prawej stronie grał Rios, który miał wspierać Brożka. Myślę, że nie było źle. Widziałem lepszą Wisłę niż w meczu z Polonią Bytom. Teraz dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce. Mieliśmy również wymarzony początek. Dobre dośrodkowanie i bardzo dobre wykończenie Brożka. Następnie przyszedł moment dekoncentracji. Ciężko jest grać, popełniając błędy. Nie kryliśmy odpowiednio rywali. Cleber nie wyekspediował piłki, a pozostali zawodnicy patrzyli na nią, zamiast opiekować się przeciwnikami. Potem mecz się otworzył i był niezłym widowiskiem do oglądania. Jagiellonia stwarzała swoje najgroźniejsze sytuacje na skutek naszych złych podań z tyłu. Tak padła druga bramka. W szatni rozmawialiśmy o zmianach, stąd moja decyzja o wprowadzeniu zaraz po przerwie Małeckiego za Boguskiego. Dzięki tej korekcie w składzie graliśmy ofensywniej. Nie mogliśmy grać już z kontrataku, bo przegrywaliśmy 1:2. Wszystko w tym meczu mogło się jeszcze odwrócić, ale czerwona kartka dla Pawełka trochę to zmieniła. Podjęliśmy ryzyko – graliśmy trzema snajperami, a potem Bunoza zagrał na pozycji środkowego napastnika. W końcówce zmarnowaliśmy trzy doskonałe sytuacje, jednak mieliśmy również szczęście, że Jagiellonia nie strzeliła nam kolejnej bramki. Gdy przychodziłem do Wisły, wszyscy mówili, że nie jest to zespół walczaków. Dzisiaj widziałem co innego. Graliśmy w dziesiątkę, ale każdy walczył i dał z siebie wszystko. Przegraliśmy, ale co cię nie zabije, to cię wzmocni.
Michał Probierz:
W trzeciej minucie przypomniał mi się Aris. Spojrzałem na zegar i pomyślałem, że zaraz szósta… Tym razem w szóstej minucie było 1:1. Dzisiaj było to na pewno bardzo ciekawe spotkanie, gdyż wszyscy widzieli, że od pierwszej minuty jeden i drugi zespół chciał wygrać. Zdawaliśmy sobie sprawę z siły Wisły. Wszyscy mówili, że Wisła jest słaba, a ona zdobyli przecież dziewięć punktów i przegrała tylko z Ruchem. Cieszymy się, że udało nam się wygrać to spotkanie, jednak analiza będzie najdłuższa z tych meczów, które graliśmy. Zespół klasowy, którym chcemy być, nie może pozwolić przeciwnikowi w ostatnich dziesięciu minutach na stwarzanie tylu sytuacji. Dzisiaj naszym dwunastym zawodnikiem było szczęście i kibice. Obecność w składzie zawodników, którzy byli ostatnio z reprezentacją, nie wpłynęła negatywnie na postawę zespołu. Pokazali się z dobrej strony. Teraz będziemy się zastanawiać, jak odbudować tych chłopaków, którzy przez ostatnie dwa tygodnie nie byli z nami i na pewno zindywidualizujemy zajęcia dla wszystkich. Nie potrafiliśmy w końcówce meczu wykorzystać naszych kontrataków i każda strata powodowała, że Wisła miała sytuację. Problemem był również brak zawodnika mierzącego 1,95 m. Później ciężko było Cionkowi, Skerli i Kijanskasowi wygrywać pojedynki główkowe, bo Bunoza jest wysokim zawodnikiem. Dla nas najważniejsze jest zwycięstwo. Mecze z tygodnia na tydzień będą coraz trudniejsze, bo nikt nas nie będzie lekceważył i traktował jako kopciuszka. Chcemy dalej uciekać wszystkim z dolnej, jak również górnej części tabeli.











