Kolejny raz do piłkarzy Legii Warszawa uśmiechnęło się szczęście. Bezbramkowy remis przyczynił się do tego, że legioniści awansowali do IV rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów.
Legia Warszawa przed pojedynkiem z norweskim Molde była w lepszym położeniu. Mistrzowie Polski zremisowali ze skandynawską drużyną na jej terenie 1:1, co było rezultatem, który nieco przybliżył zespół z kraju nad Wisłą do IV rundy kwalifikacji Champions League.

Piłkarze Legii Warszawa nie chcieli w pierwszych fragmentach spotkania popełnić błędu, bo mogło to znacznie utrudnić realizację zadania. Jednak już w 2. minucie norweskiego bramkarza chciał zaskoczyć Tomasz Jodłowiec. Futbolówka po strzale zawodnika mistrzów Polski trafiła prosto w środek bramki. Kilka chwil później podopieczni Jana Urbana mogli wyjść na prowadzenie. Uderzeniem głową golkipera Molde starał się przechytrzyć Jakub Wawrzyniak, lecz warszawiacy musieli zadowolić tylko rzutem rożnym. Legioniści odrobili lekcję z pierwszego meczu i nie popełniali karygodnych błędów w defensywie. Formacja obronna spisywała się bez zarzutów i nie pozwalała na wiele graczom dowodzonym przez Ole Gunnara Solskjaera. Również nie można było mieć pretensji do defensorów mistrza Norwegii, bo oni też potrafili zatrzymać atak warszawskiej Legii.
W 20. minucie stołeczna drużyna mogła objąć prowadzenie. Orjan Nyland wybijał piłkę, lecz trafiła ona we Wladimera Dwaliszwilego i powędrowała tuż nad bramką. Norwegowie mogli mówić o sporym szczęściu. Gruzin był bardzo aktywny podczas środowych zawodów. Niejednokrotnie znalazł się z futbolówką w polu karnym przeciwnika, jednak nie potrafił znaleźć sposobu na zdobycie bramki. Piłkarze Jana Urbana starali się faulami wyłączyć rywali z uderzenia. Brak pomysłu na grę w ekipie Ole Gunnara Solskjaera starali się wykorzystać legioniści, którzy stwarzali sobie sytuacje pod bramką Norwegów. Problem polegał na tym, że nie potrafili ich w należyty sposób wykorzystać. Tuż przed końcem pierwszej części gry kolejną okazję do zdobycia gola w tym spotkaniu miał Jakub Wawrzyniak. Obrońca Legii Warszawa popisał się strzałem z dystansu, bramkarz z najwyższym trudem wybił piłkę do boku. Do przerwy na stadionie przy ulicy Łazienkowskiej było bez bramek i kibice mieli nadzieje, że w drugiej połowie uda się piłkarzom Jana Urbana osiągnąć korzystny wynik.
W drugiej połowie podopieczni Jana Urbana chcieli być bardziej skuteczni niż przed zmianą stron, kiedy przeważali nad rywalem, ale nie umieli wpakować piłki do bramki. Po zmianie stron legioniści potrafili wykreować sobie sytuacje, lecz ponownie mieli kłopoty, żeby z nich skorzystać. Chwilę później niewykorzystane sytuacje mogły się zemścić. Jednak warszawiacy mogli mówić o szczęściu. Daniel Chukwu popisał się strzałem głową, po którym futbolówka minimalnie minęła bramkę strzeżoną przez Dusana Kuciaka. W 56. minucie piłkarze Legii mogli objąć prowadzenie. Świetnie z dystansu huknął Michał Żyro, jednak strzał minimalnie minął bramkę. Mistrzowie Polski po tej sytuacji musieli zadowolić się wznowieniem gry z narożnika boiska. Goście nie zamierzali odpuszczać. Martin Linnes mógł wyprowadzić Molde na prowadzenie. Piłkarz drużyny przyjezdnej popisał się strzałem z kilkunastu metrów, po którym Kuciak odbił piłkę. Zaasekurował całą sytuację Dossa Junior, wybijając piłkę z dala od własnego pola karnego.











