Siódmego dnia marca Śląsk Wrocław gościł na swoim stadionie miejskim gościł Mistrza Polski sezonu 2019/20 Legię Warszawa. Zdecydowanie w gorszej sytuacji przed tym spotkaniem znajdowali się gospodarze. Różnica punktowa między gośćmi, znajdującymi się na pozycji lidera, a szóstym Śląskiem to aż 11 punktów! Ponadto, w ostatnich 15 spotkaniach ligowych Śląsk wygrał tylko raz (2:1) w sezonie 2017/18.
Przed meczem, wydawałoby się, że genialnie zapowiadające się widowisko mogłyby zepsuć jedynie kontuzje oraz nieobecności kluczowych zawodników, które męczyły obie ekipy. W barwach „zielono-biało-czerwonych” wystąpić nie mogli między innymi kontuzjowany od początku sezonu Wojciech Golla, Rafał Makowski, Krzysztof Mączyński, Hiszpan Israel Puerto czy też Mariusz Pawelec.
Do Wrocławia z resztą zespołu nie mogli natomiast przyjechać Igor Lewczuk, Kolumbijczyk Joel Valencia, Czarnogórzec Marko Vesovic oraz będący w bardzo dobrej formie Brazylijczyk Luquinhas. Wskutek nieobecności w wyjściowej jedenastce nominalnych kapitanów wedle hierarchii Śląska z opaską kapitańską wystąpił w tym spotkaniu Słowak Robert Pich, który również miał w przeszłości swój sposób na stołeczny zespół, bowiem dwukrotnie w przeszłości strzelał bramki drużynie mistrza Polski.
W pierwszym składzie zabrakło pierwszego kapitana oraz byłego piłkarza Legii Krzysztofa Mączyńskiego. Nieobecni byli również wcześniej wspomniany Golla, a zaledwie na ławce rezerwowych pojawił się Waldemar Sobota.
Czeski eksperyment
W związku z nieobecnościami czołowych piłkarzy w Śląsku Wrocław nastąpił kolejny, nietypowy eksperyment z ramienia czeskiego szkoleniowca Vitezslava Lavicki. Wydaje się, że 57-latek uległ presji mediów oraz kibiców i w końcu poczynił większe zmiany w zespole, w którym, po prostu, wiało już nudą.
Nie było widać w nim ambicji, chęci walki, ani boiskowego zacięcia. Sytuacja zaczęła się zmieniać, gdy w składzie zaczęło brakować mętnego Mączyńskiego i przecenionego (jak możemy ocenić od momentu jego powrotu do Wrocławia) Soboty. Narzekano na formę Puerto oraz Pałaszewskiego – co zrobił trener? Posadził ich na ławce.
Parę tygodni za późno. Cieszy jednak fakt, iż wreszcie w zespole nie grają nazwiska, a najbardziej głodni gry zawodnicy. Wszak któż, kto nie interesuje się stricte zespołem Śląska słyszałby o nazwisku Scalet? Francuz stał się pewnym punktem drugiej linii zespołu, a co ciekawe, nominalnie jest on napastnikiem lub skrzydłowym.
Trener Lavicka pokazuje wszystkim, którzy w niego wątpili, że jest solidnym szkoleniowcem, który nie tylko trochę pokrzyczy, zgani i przytuli do piersi, gdy trzeba, ale również jest w stanie przerobić napastnika na środkowego pomocnika. Szybkie zmiany pozycji zawodników pokazują kunszt sztabu szkoleniowego. Do tego typu modyfikacji piłkarze uczą się latami.
Robią to, by nie popełniać błędów, w tym przypadku jednak, te błędy są minimalne. Obok urodzonego w Annemasse 23-latka w środku pola w pierwszym składzie wybiegł kolejny eksperyment Lavicki Patryk Janasik, który nominalnie występował na pozycji prawego obrońcy.











