Po wakacyjnej przerwie rozgrywki wznawia najwyższa klasa rozgrywkowa w Rosji. W 17. kolejce Premier Ligi brakuje bardzo prestiżowych starć. Nie oznacza to jednak braku emocji. Wyścig o tytuł mistrzowski trwa i nic nie wskazuje na to, by miał zwolnić. Ciekawie zapowiada się korespondencyjna rywalizacja najlepszych obecnie ekip: CSKA Moskwa i Zenitu Sankt Petersburg.

Zdecydowanym hitem 17. serii spotkań w Rosji będzie potyczka triumfatorów poprzednich rozgrywek, Zenitu Sankt Petersburg, z Anży Machaczkała. Za kandydatów do zdobycia pełnej puli punktowej w tej potyczce powinno się uznać podopiecznych Luciano Spallettiego. Jednak wyniki graczy z północnej stolicy ich wygraną stawiają nieco pod znakiem zapytania. Petersburżanie mieli nie do końca nieudaną końcówkę rundy. W trakcie czerwcowego maratonu nie spisywali się źle. Udało im się pokonać Rostów, Wołgę i Kubań, ale remis z Terekiem chwały im już nie przynosi. Spotkanie z zespołem z Kaukazu może się okazać dla nich nie lada wyzwaniem. Gadżiemu Gadżijewowi udało się zbudować w Machaczkale bardzo ciekawy zespół, który nieoczekiwanie zamiast o utrzymanie, walczy o miejsce w europejskich pucharach. Ich skład z personalnego punktu widzenia nie prezentuje się tak okazale, jak kadra, którą ma do dyspozycji trener Spalletti. Choć selekcjoner Anży nie ma pod swoją opieką Danny’ego, Danko Lazovicia czy Aleksandra Kierżakowa, potrafił sprawić, by jego gracze umieli walczyć jak równy z równym, nawet z najlepszymi. Nie mieli oni co prawda za bardzo udanej końcówki poprzedniej rundy – w pięciu starciach wygrali zaledwie dwa razy, ale nie oznacza to, że nagle uszło z nich powietrze. Już niejeden team w Premier Lidze przekonał się, jaki kolektyw tworzy ekipa z Kaukazu i Zenit, jeżeli przeciwnika zlekceważy, z powodzeniem może znaleźć się w grupie zespołów poskromionych przez walecznych zawodników Gadżijewa. Wydaje się, że mistrzowie kraju powinni wytrzymać presję i poradzić sobie z rywalem. Jednak w przypadku korzystniejszego rezultatu dla niedzielnych gospodarzy, nikt nie powinien być zdziwiony.
W najważniejszym spotkaniu dla stolicy największego kraju świata liderzy tabeli nie mają najtrudniejszego zadania. Wicemistrzowie Rosji zmierzą się z zamykającymi klasyfikację Kryljami Sowietow Samara. Wskazanie faworyta tej potyczki nie sprawia żadnych problemów. Tak naprawdę tylko kataklizm mógłby sprawić, że zwycięzcami tego starcia nie byliby „Wojskowi”. Podopieczni trenera, Leonida Słuckiego, od dłuższego czasu są na bardzo wysokiej fali. Na dodatek nic nie wskazuje na to, żeby obniżyli loty. Młody szkoleniowiec już w zeszłym roku mógł sięgnąć po najwyższy laur, lecz z powodu kilku wpadek przegrał z Zenitem. Jego obecny zespół wydaje się mocniejszy, bardziej zgrany i wyjątkowo zdeterminowany do powrotu po pięciu i pół roku na mistrzowski tron. CSKA kolejnych przeciwników po prostu rozjeżdża, a jego ostatnią ofiarą padła Wołga Niżny Nowogród. Krylja w ogóle nie przypominają zespołu, który jeszcze kilka lat temu był w stanie z powodzeniem walczyć o mistrzostwo. Już od zeszłego sezonu widać było, że w klubie dzieje się źle, a obecnie jest on głównym kandydatem do zasilenia Pierwszego Dywizjonu. Samarczycy są kompletnie bez formy, po dość szczęśliwej wygranej 1:0 z Kubaniem „Skrzydła” poniosły trzy kolejne porażki, nie zdobywając w żadnym z tych starć bramki. Jednak na Uralu kibice wierzą, że nowy trener, Andrzej Kobieliew, odmieni nieco oblicze zespołu. Zadanie ma bardzo trudne, gdyż o wielkich pieniądzach czy piłkarzach pokroju Seydou Doumbii, Vagnera Love czy Keisuke Hondy może tylko pomarzyć. Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na wygraną CSKA i każdy inny wynik będzie wielką sensacją.











