Sezon 2013/2014 – piąte miejsce na koniec sezonu i porażka w półfinale DFB Pokal z Borussią Dortmund, sezon 2014/2015 – drugie miejsce na mecie rozgrywek, udany rewanż na dortmundczykach za niepowodzenie sprzed roku, w efekcie wygrana w krajowym pucharze, a na deser awans do ćwierćfinału Ligi Europy. Oto w telegraficznym skrócie historia występów VfL Wolfsburg z ostatnich kilku lat. Bieżąca kampania miała dać odpowiedź na pytanie, czy „Wilki” zrobią kolejny krok do przodu, oczekiwano, że przy dobrych wiatrach napsują sporo krwi Bayernowi w walce o mistrzostwo. Każdy następny miesiąc weryfikował jednak te przewidywania i coraz brutalniej sprowadzał na ziemię kibiców i piłkarzy klubu z miasta Volksvagena.
28 sierpnia 2015 roku – „Die Woelfe” rozgrywają popisową partię, pokonując na własnych śmieciach 3:0 Schalke 04 Gelsenkirchen i to mimo braku w składzie dwóch piłkarzy będących blisko odejścia z klubu: Kevina De Bruyne i Ivana Perisicia. Niemieccy dziennikarze w pomeczowych relacjach na pytanie, czy wicemistrzowie kraju będą w stanie nawiązać do sukcesu z zeszłego roku bez przebojowego Belga, niemal jednym chórem odpowiedzieli: tak!
Czas pokazał, że mylili się. Tamten występ przeciwko ekipie z Zagłębia Ruhry był jednym z ostatnich, kiedy fani mogli z dumą oklaskiwać efektowne zagrania, piękne gole i rozpacz bezsilnych rywali. Mistrzowie z 2009 roku zaczęli gubić punkty, nie tylko w starciach z bezpośrednimi konkurentami o miejsce w pucharach (m.in. pamiętne spotkanie z Bayernem, w którym Robert Lewandowski aż pięciokrotnie pokonał Diego Benaglio), ale także w rywalizacjach z ekipami walczącymi o ligowy byt (m.in. remis z Hannoverem, porażka pod koniec rundy z VfB Stuttgart 1:3). Jesień podopieczni Dietera Heckinga zakończyli na siódmym miejscu, ze stratą aż 20 oczek do liderującego Bayernu. Na osłodę pozostał im dobry występ w grupie Ligi Mistrzów, z której wyszli z pierwszego miejsca, za plecami zostawiając m.in. Manchester United. Uczciwie trzeba przyznać, że awans wynikał przede wszystkim ze słabości przeciwników, a nie z kosmicznej gry Wolfsburga.
Drużyna bez De Bruyne’a traci bardzo dużo i to jest jeden z głównych (być może najważniejszy) problemów – ta teza jest mocna i trudno ją podważyć. 24-letni Belg po przejściu do Dolnej Saksonii zimą 2014 roku początkowo miał trudności, aby wejść na wysoki poziom, w kilku spotkaniach mocno zawodził, jak chociażby w marcu tegoż roku z Augsburgiem, kiedy to musiał opuścić boisko po otrzymaniu dwóch żółtych kartek, a w „Kickerze” otrzymał kompromitującą notę 5,5. Forma byłego zawodnika Werderu rozwinęła się na dobre kilka miesięcy później i przeistoczył się w lidera. Praktycznie każdy jego kontakt z piłką był nastawiony na grę do przodu, wychowanek Genku nie bał się także ryzykownych, niekonwencjonalnych zagrań (stąd skuteczność jego podań wynosiła ok. 75%, jeden z najgorszych wyników w drużynie). Inne statystyki wskazywały na to, że jednak jest asem w rękawie. Najlepszy asystent (20 asyst ligowych), drugi najlepszy strzelec (10 goli w Bundeslidze, lepszy był tylko Bas Dost), najwięcej minut spędzonych na boisku, najlepsza średnia ocen w „Kickerze” – te wszystkie łupy za jednym zamachem zgarnął on – nieoceniony Kevin De Bruyne.











