Polacy znów przegrali z Anglią. Nic się nie zmieniło od 1973 roku, kiedy ostatni raz byliśmy w stanie ugryźć Anglików. We wtorkowym starciu zdobyliśmy się jedynie na kilkukrotne ukąszenia, które jednak nie zrobiły zbyt wielkiej szkody piłkarzom Roya Hodgsona. O postawie Polaków na Wembley, nieskutecznym Lewandowskim, szalejącym Szczęsnym i nowym selekcjonerze poniżej…
I stało się, co miało się stać,
już niczego nie zmienisz,
choć nagle przygasł słońca blask,
miecz się oblał czerwienią.
Tak przed laty śpiewał Zbigniew Zamachowski w utworze, który kiedyś był nie lada przebojem. Teraz słowa tej piosenki powracają jak bumerang, ponieważ w bitwie o honor na Wembley Anglicy dwukrotnie wbili nam swój miecz prosto w serce, w wyniku czego polegliśmy… kolejny raz. Cokolwiek by mówić, tanio skóry nie sprzedaliśmy. Ponaddwudziestotysięczna ekipa polskich kibiców, kiedy rano wróci do pracy, nie będzie musiała się bardzo wstydzić tej porażki. Anglicy wygrali, ponieważ są o kilka klas wyżej od polskiego zespołu, jednak ewidentnie mieli z nami problem.

Śmiem twierdzić, że gdyby w pierwszym kwadransie Lewandowski wykorzystał którąś ze swoich okazji, to mecz mógłby pójść w zupełnie inną stronę. Oczywiście gdybanie nic nam nie pomoże, ponieważ trzeba było wykorzystać swoje sytuacje i byłoby po problemie. Mamy przecież w swojej kadrze człowieka, którego chce podobno pół piłkarskiej Europy za jakieś nienormalne pieniądze. O ile we wcześniejszych meczach Lewandowski nie miał z czego strzelić, ponieważ jego koledzy nie potrafili dotrzymać mu kroku, o tyle teraz sytuacja jest dosyć jasna. To on miał kilka świetnych, czystych okazji, które koncertowo marnował, jedną po drugiej. I o ile wcześniej z uporem maniaka broniłem Roberta, o tyle teraz muszę przyznać, że zawalił mecz.
***
Mimo porażki, która już chyba na pewno zamknęła rozdział Fornalika w kadrze, powinniśmy być w miarę zadowoleni. Polacy postawili się Anglikom, jak mało kto w tych eliminacjach. Podopieczni Roya Hodgsona momentami byli w niezłych opałach, lecz wyszli z nich obronną ręką. Trudno usprawiedliwiać Polaków po tej przegranej, ale cytując Szczęsnego, który wypowiedział się po tym meczu: „Kiedy Anglia gra tak jak dziś, Polska nie ma szans”, wydaje się, że jest w tym sporo prawdy. Wyspiarze byli niesamowicie zmotywowani i tylko kwestią czasu był gol dla nich. Długo i całkiem dobrze bronili bramki Szczęsnego polscy defensorzy, którzy trzykrotnie w wyniku swoich interwencji mogli sami pokonać polskiego bramkarza, grającego na co dzień w Arsenalu Londyn. Na szczęście piłka zawsze mijała światło bramki, jednak Jędrzejczyk i Krychowiak mieli nerwy ze stali.











