Rozpływając się w komplementach pod adresem Wojciecha Szczęsnego i zatracając w krytyce selekcjonera z powodu niepowoływania Artura Boruca do kadry, nie zapominajmy, że nie są oni jedynymi rodzimymi specjalistami od łapania piłki. W ostatnich tygodniach furorę robią bowiem nieco już zapomniani, a posiadający nieprzeciętne umiejętności golkiperzy – Przemysław Tytoń i Tomasz Kuszczak.
Za pięć tygodni Franciszek Smuda powoła szeroką kadrę na zbliżające się wielkimi krokami Euro 2012. Trzydziestu chłopa pojedzie na wakacje do tureckiej miejscowości Belek, gdzie będzie na zmianę wypoczywać i trenować. Właściwie w każdej formacji selekcjoner będzie zmuszony wybrać kilku zawodników, którzy zdecydowanie odstają od pewniaków i umiejętnościami, i doświadczeniem. Jedyną pozycją, o której obsadzenie nie powinniśmy się martwić, jest bramka. I nie chodzi tutaj bynajmniej o status pierwszego golkipera, a o całą trójkę bramkarską, której wybór na ten moment jest wręcz zupełnie oczywisty.

Pozycja Wojciecha Szczęsnego nie podlega najmniejszej dyskusji. Nawet jeśli mamy tendencję do widzenia w nim lepszego bramkarza, niż jest nim w rzeczywistości, golkiper Arsenalu i tak łączy w sobie taką ilość ogrania na najwyższym poziomie, pewności siebie i umiejętności, że niedesygnowanie go do gry w bramce naszej reprezentacji zakrawa na sabotaż. Wprawdzie 22-latek do tej pory rozegrał zaledwie osiem meczów w reprezentacji, ale poza jednym wyjątkiem (potyczka z Włochami) prezentował się wyśmienicie. Szczęsny rozegrał jedenaście spotkań w Lidze Mistrzów (i choć „Kanonierów” w tych rozgrywkach już nie ma, gdyby nie polski golkiper, odpadliby w barażu o awans z Udinese). Ponadto „Czezni” już 55 razy bronił bramki Arsenalu w lidze, pucharze ligi i Pucharze Anglii. Jego pozycja jest na tyle mocna, że nawet gdy przydarzył mu się okres nieco słabszej dyspozycji, Wenger wciąż na niego stawiał. Był to przy okazji oczywisty przekaz dla Łukasza Fabiańskiego, że nie ma co liczyć na grę, jeśli Szczęsny jest zdrowy. Nie zmieniając klubu w zimowym oknie transferowym, „Fabian” definitywnie zamknął sobie zatem drogę do reprezentacji. Co nam bowiem po bramkarzu, który nie rozegrał w tym roku żadnego meczu, nawet w lidze rezerw?
Bycie dublerem młodych zdolnych to żaden powód do chluby. Zrozumiał to szybko Tomasz Kuszczak i po latach patrzenia na kapitalne występy van der Saara nie chciał się zgodzić na rolę rezerwowego przy Davidzie de Gei i Andersie Lindegaardzie. Pomijając fakt, iż Duńczyk nie jest piłkarzem gorszym od Polaka, a Hiszpan z całą pewnością jest na drodze do bycia sporo lepszym, obydwu w rundzie jesiennej przydarzały się zawstydzające wpadki. Była to więc idealna sytuacja, żeby postawić na „Kuszę”, który zna przecież i drużynę, i specyfikę ligi doskonale. Ferguson jednak tego nie zrobił, a za trzeciego w hierarchii golkiperów coraz częściej zaczęto uważać Bena Amosa.










