W cyklu „O nich będzie głośno” rozmowa z 20-letnim bramkarzem Arsenalu Londyn.
Korespondencja z Anglii
Choć sezon 2009/10 jeszcze się nie zaczął, Wojciech Szczęsny z pewnością może być zadowolony z przygotowania do niego. Wystąpił w trzech spotkaniach towarzyskich seniorskiej drużyny Arsenalu, zbierając liczne słowa uznania za mecz przeciwko Szombathelyi Haladas. Rzadko się zdarza, aby czwarty w kolejności golkiper tak często występował z pierwszym składem.
– Dostałem swoją szansę, ale to nie było do końca tak, że trener z wyboru na mnie postawił. „Fabian” był kontuzjowany, a Manuel Almunia musiał na chwilę pojechać do domu. Zostałem sam w tych meczach i miałem nadzieję, że uda mi się jak najlepiej wykorzystać tę szansę. W dwóch pierwszych nie miałem praktycznie nic do roboty, ale w poniedziałek z Węgrami udało mi się kilka razy dobrze obronić. Miałem nadzieję, że zagram podczas Emirates Cup chociaż połówkę meczu, więc byłem bardzo zawiedziony, że się nie udało. Mówi się trudno, może następnym razem.
Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc z pewnością Wojciech liczy teraz na więcej występów w seniorskiej piłce. W grę wchodzi wypożyczenie do mniejszego klubu bądź rola trzeciego bramkarza i częstsze mecze w rezerwach pod okiem Neila Banfielda.
– Jeszcze nie jest do końca wyjaśnione, jak się teraz ułoży sytuacja z bramkarzami. Wiadomo, że jeden z nas prawdopodobnie pójdzie na wypożyczenie: albo ja, albo Vito [Mannone – przyp. R.B.]. Jeśli dobrze pójdzie, będę trzecim bramkarzem i będę walczył o swoją pozycję. Szanse, które dostałem, udało mi się wykorzystać. Jeśli dostałbym jakieś kolejne, to też będę starał się je wykorzystać.
– W przypadku wypożyczenia zdecydowanie planuję zostać w Anglii, ale każdą propozycję na pewno rozważę.
Kariera wychowanka warszawskiej Agrykoli rozwija się bardzo dynamicznie. Choć w Polsce znany był już jako syn siedmiokrotnego reprezentanta kraju, Europa szerzej usłyszała o młodym Szczęsnym, kiedy w 2007 roku 17-letni wówczas piłkarz reprezentował UEFA w prestiżowym dwumeczu z młodzieżą CAF (Afrykańska Federacja Piłkarska) w ramach Meridian Cup. W ekipie znaleźli się również m.in. Bojan Krkić oraz Krisztián Németh. Tata może trochę zazdrościć.
– Zdecydowanie tak! – śmieje się Wojciech. – Często żartuje sobie ze mnie, ale tak naprawdę zazdrości. Zresztą, chyba każdy piłkarz w Polsce chciałby dostać się do takiego klubu i mieć okazję trenować z najlepszymi zawodnikami na świecie, tak więc to akurat jest normalne.
– Kilka razy był w Londynie, przyjeżdżał też na mecze reprezentacji U-21. Zawsze, kiedy mam okazję grać w reprezentacji w Polsce, ogląda mnie, ale ma on też swoje obowiązki zawodowe, dlatego nie może przylatywać za każdym razem. Ale jeśli tylko może i ja gram mecz, który warto obejrzeć – bo są też takie mecze, na które nie polecałbym przylatywać – stara się być. Nie próbuję wówczas ukrywać, że bardzo lubię, kiedy ogląda moje mecze. Zawsze wiem, że po meczu da mi jakieś wskazówki, które pomagają. Ostatni raz był na Arsenalu tuż przed zakończeniem sezonu. Tak naprawdę przyjechał obejrzeć Arsenal – Manchester United w Champions League, ale przy okazji mnie zobaczył – śmieje się młody zawodnik.
Wielokulturowa drużyna Arsenalu jest zdominowana przez frankofońską kolonię. Taka sytuacja w szatni może prowadzić do podziałów na grupy w kadrze „Kanonierów”.
– Nie, absolutnie nie. W szatni jest wielu zawodników, którzy tworzą atmosferę. Jest kilku bardzo doświadczonych, którzy trzymają porządek i jest kilku młodszych, którzy są uśmiechnięci i cały czas sobie żartują. Także i ja od czasu od czasu mam szansę bycia w szatni i nie ma żadnych problemów z duszą drużyny.
Kilka miesięcy temu na stronach iGola pojawiła się rozmowa z Łukaszem Fabiańskim. Polak bardzo kurtuazyjnie wypowiadał się wówczas o rywalizacji z Manuelem Almunią. Jak to wygląda z perspektywy Wojciecha Szczęsnego?
– Łukasz wraca teraz po kontuzji i będzie miał pewien czas przerwy. „Fabian” będzie musiał jak najszybciej przekonać do siebie menadżera. A czy mu się uda? Moim zdaniem ma szanse. Nie jest to proces dwóch-trzech tygodni. Może na to pracować kilka miesięcy, może nawet parę lat. Jest nadzieja, że i ja włączę się do tej rywalizacji za parę lat. Na razie życzę mu powodzenia i myślę, że rzeczywiście ma szanse.
Akademia Arsenalu to fabryka talentów, która pod rządami Arsène’a Wengera prześcignęła – wydawałoby się – niedoścignione wzorce: francuską Clairefontaine oraz szkółkę amsterdamskiego Ajaksu. Jaka jest recepta na taki sukces?
– Nie wiem, skąd to się bierze – śmieje się Szczęsny. – Po prostu mają dar do wyszukiwania najlepszych młodych zawodników, a potem szkolenia ich. Takim najlepszym przykładem jest tutaj Jack Wilshere, świetnie zagrał przeciwko Glasgow Rangers, tak samo Fran [Mérida – przyp. R.B.]. Nie wiem, na czym to polega, po prostu ciężka praca i sukcesy potem same przychodzą. To, co pokazał Jack, jest niesamowite. Nigdy nie widziałem 17-letniego zawodnika, który robi takie rzeczy z piłką, to jest inny świat.
Sam Szczęsny także jest uważany za jeden z większych talentów w Europie, choć jego marzenie o karierze mogło się skończyć w listopadzie 2008 roku. Podczas zajęć w siłowni, podnosząc sztangę, Polak złamał obie ręce.
– Ja się o karierę nie martwiłem – spokojnie opowiada młody bramkarz. – Byłem bardzo pozytywnie nastawiony, nie miałem ani chwili zwątpienia. Wiedziałem, że po prostu będę przez kilka miesięcy poza składem. Było bardzo ciężko, były takie momenty że już nie mogłem wytrzymać i chciałem tylko grać w piłkę. Ale na szczęście minęło to w miarę szybko i postanowiłem, że jeśli wrócę, to będę musiał odrobić te miesiące, które straciłem. Mam nadzieję, że jakoś mi to wychodzi.
Rehabilitacja Szczęsnego zbiegła się z walką Tomáša Rosický’ego o powrót na boisku. Szczęście w nieszczęściu, była okazja na zawiązanie nowej środkowoeuropejskiej przyjaźni w klubowej szatni.
– Ja, Łukasz i Tomáš trzymamy się blisko, mówimy czasami takim pół polskim, pół czeskim. To jest fajny chłopak, ale nasza znajomość nie ma nic wspólnego z kontuzjami. Po prostu się lubimy. Tak już jakoś wyszło, że często ze sobą rozmawiamy. On też dopiero wraca po kontuzji, wygląda coraz lepiej na treningach i myślę, że będzie bardzo wartościowym zawodnikiem dla Arsenalu w nadchodzącym sezonie.
Powrót czeskiego pomocnika z pewnością wzmocni drużynę Wengera w walce o trofea, których na Emirates Stadium jak na lekarstwo. Czy brak konkretnych sukcesów nie buduje w zespole napięcia oraz dodatkowej presji wyników?
– Presja jest na pewno, ale wydaje mi się, że jest to taka pozytywna presja, która mobilizuje do wygrywania. Zaczęliśmy w tym sezonie od tego małego trofeum – Emirates Cup – i mam nadzieję, że uda nam się wygrywać wszystkie kolejne trofea. Nie ma takiej presji, która by nas paraliżowała przed meczami i walką z najlepszymi.
jestem pod wrażeniem tej strony