Nie tak to miało wyglądać – przed sezonem większość ekspertów typowała, że Miedź Legnica może być rewelacją sezonu. Dużo głośnych transferów, doświadczenie działaczy z historycznego sezonu 2018/2019, rozgromienie Fortuna 1. Ligi. Rzeczywistość okazała się brutalna. Wojciech Łobodziński zupełnie nie poradził sobie w ekstraklasie i żegna się z funkcją trenera dolnośląskiego zespołu.
Posadę szkoleniowca tymczasowego obejmie Radosław Bella, lecz już teraz pojawiają się plotki o jego następcy. Czy Miedź ma jeszcze szansę wyjść ze strefy spadkowej?
Wojciech Łobodziński – za dobry na pierwszą ligę, za słaby na ekstraklasę?
Były już trener „Miedzianki” miał istne wejście smoka. W swoim premierowym sezonie zdemolował zaplecze ekstraklasy, zdobywając 77 punktów, co dało aż 15 oczek przewagi nad drugim Widzewem. Zaledwie 3 porażki w sezonie i 22 stracone bramki – takie liczby robiły wrażenie. Jeszcze w trzecioligowych rezerwach Łobodziński pokazał, że ma trenerski potencjał. W 13 meczach odniósł 7 zwycięstw, zanotował 2 remisy i poniósł 4 porażki. Taki rezultat pozwolił drużynie utrzymać się na tamtym szczeblu rozgrywkowym. Z kolei zwolnienie Jarosława Skrobacza otworzyło przed nim dużą szansę.
Przygoda w PKO BP Ekstraklasie to jednak porażka na całej linii. Tylko 1 zwycięstwo (które Miedź odniosła pod wodzą zastępcy trenera, Radosława Belli), 2 remisy i aż 8 porażek w zaledwie 11 spotkaniach. To 5 zdobytych punktów i 7 oczek straty do bezpiecznej lokaty. Oprócz tego 21 straconych bramek – brakuje zaledwie bramki, aby wyrównać wynik Miedzi z całego poprzedniego sezonu. Takie wyniki w żadnym wypadku nie bronią Wojciecha Łobodzińskiego.
Przed rozpoczęciem sezonu do Legnicy zawitało aż dziesięciu nowych zawodników z ośmiu różnych państw. Pojawiły się więc głosy, że w Miedzi zrobiła się swego rodzaju Wieża Babel. Trudno się z tym nie zgodzić, jeśli popatrzymy na wyniki i grę legniczan. Drużyna została wymieniona na prawie nową, więc zawodnicy potrzebowali czasu, aby się ze sobą zgrać. Z nowych nabytków jednakże jedynie Henriquez, Narsingh i ewentualnie Guelen nie są rozczarowaniem – wszyscy pozostali nie dają drużynie tyle, ile od nich oczekiwano.
Eksperymentalny skład nie dał przełamania w Częstochowie
Zdaje się, że w swoim – jak się okazało – ostatnim meczu Wojciech Łobodziński postawił wszystko na jedną kartę. Wymienił bramkarza, oba boki obrony, prawe skrzydło. Na ławce posadził dotychczasowego pewniaka, Maxime Domingueza. Piłkarze grali przez większość spotkania tak, aby stracić jak najmniej bramek. Ta sztuka się w sumie udała – Rakowowi udało się umieścić piłkę w siatce tylko raz, już w drugiej minucie.











