Wielu długo czekało na ten ruch. Gary Neville ze świata telewizji i ekspertów przeniósł się na drugą stronę, do roli trenera. Już nie będzie oceniał innych dla milionów pasjonatów piłkarskich z Wielkiej Brytanii i nie tylko, ale sam będzie takowej ocenie poddawany. Przejście byłego piłkarza Manchesteru United na ławkę trenerską to niewątpliwie ciekawy i zaskakujący manewr, ale zarazem duża strata dla sposobu patrzenia na piłkę w TV.
Gdy zaczynał w Sky Sports, wśród widzów nie było pewności, czy to dobry wybór, czy będzie on w stanie powiedzieć złe słowo o swoim byłym klubie, w którym spędził całą karierę. Jako zawodnik nie stronił przecież od uszczypliwych komentarzy pod adresem Liverpoolu czy Arsenalu, więc fani tych zespołów mieli początkowo wątpliwości co do jego bezstronności.
Jak się okazało, niesłusznie. Bogate doświadczenie z czasów kariery piłkarskiej, ponadprzeciętna inteligencja, stanowczość, rozwaga, pasja i analityczny umysł sprawiły, że według wielu górował nad resztą swoich kolegów po fachu. Na Old Trafford przeżył bardzo wiele, dzięki czemu był w stanie sformułować swoją własną, ciekawą opinię, nawet w sprawach nie do końca dotyczących strategii gry, jak chociażby słynna afera z Suarezem.
Sam pracował z jednym klubowym menedżerem przez całą karierę (choć trzeba pamiętać, że przez Old Trafford wówczas przewijali się w roli trenerów, nie menedżerów, Carlos Queiroz czy Steve McClaren). Dlatego po jej zakończeniu chciał, jak sam powiedział, wyjść z tego zaślepienia jednym klubem i za pomocą kursów trenerskich i oglądania piłki na żywo w najróżniejszych zakątkach Europy (co oferowało mu Sky w postaci pracy komentatora) poszerzać swoją wiedzę na temat futbolu i uczyć się nowych aspektów piłkarskich.

Gdzie nauczył się tak analitycznie patrzeć na piłkę nożną? — Eric Harrison, trener zespołu młodzieżowego, w którym grałem miał na mnie, nieświadomy wtedy, wpływ poprzez to, jak kazał nam oglądać mecze. Jako juniorzy Manchesteru United oglądaliśmy każdy mecz seniorów na Old Trafford. I on nalegał, powtarzał nam, byśmy nie patrzyli na piłkę i to gdzie ona leci, tylko oglądali mecz przez pryzmat naszej pozycji. Więc jeśli ktoś był bocznym obrońcą, to przez całe spotkanie śledził grę Denisa Irwina i Paula Parkera. Nawet jeśli piłka była na lewym skrzydle, to ja patrzyłem na to, jak ustawiał się prawy obrońca. Co robił, jaką część boiska asekurował, w którym momencie podłączał się do ataku.
Jak dodał, tym, którego najczęściej śledził, zanim sam zaczął pełnić rolę autorytetu, był występujący przez lata w „Match of the Day” Alan Hansen. Dość paradoksalne, zważywszy na fakt, iż to legendarny piłkarz Liverpoolu, który adresował kiedyś w kierunku Fergusona dobrze znane wszystkim znawcom Premier League słowa „nie wygrasz niczego z tymi dzieciakami” mając na myśli braci Neville’ów, Paula Scholesa, Davida Beckhama czy Nicky’ego Butta.











