20 grudnia potężne opady śniegu we Włoszech spowodowały, że większość meczów 17. kolejki została odwołana. Dziś dwa z owych spotkań dokończono. Rywalizujące ze sobą drużyny Genoi i Bari oraz Atalanty i Bologny zafundowały swoim fanom remisy.
Ciekawie zapowiadało się szczególnie spotkanie na Stadio Luigi Ferraris, którego stawką było dołączenie do grupy pościgowej, goniącej Juventus i zespoły zajmujące miejsce gwarantujące start w przyszłorocznej edycji LM – Napoli i Romę. Bari i Genoę dzielił w tabeli przed tym meczem ledwie punkt, dlatego mogliśmy spodziewać się wyrównanego spotkania.
O dziwo lepiej mecz rozpoczęli nie „Rossoblu”, grający na własnym stadionie, na którym przegrali w tym sezonie tylko raz, ale zawodnicy beniaminka. Bari podbudowane remisem nad Interem chciało szybko objąć prowadzenie i to zawodnikom Giampiero Ventury udało się osiągnąć. Po rzucie wolnym piłka odbiła się od muru i znalazła się pod nogami kompletnie niepilnowanego Paulo Barreto, który nie miał problemów z pokonaniem Marco Amelii. Nastroje kibiców z Genui po tym golu pogorszyły się jeszcze bardziej – nie dość, że ich zespół przegrał w ostatniej kolejce z Romą 3:0, odpadł na rzecz Catanii z Coppa Italia, to jeszcze stracił w pierwszych minutach bramkę w pojedynku z beniaminkiem. Perspektywa kolejnej porażki nie wróżyła najlepiej zespołowi, dlatego do końca pierwszej połowy Bari właściwie nie gościło pod bramką gospodarzy, z kolei Genoa kilka razy miała szansę na wyrównanie.
Nastąpiło ono dopiero na początku drugiej połowy. Bramka znów padła po rzucie wolnym. Ponownie piłka odbiła się od stojącego w murze zawodnika, choć tym razem nie znalazła się pod nogami któregoś z napastników, ale wpadła od razu do siatki, zaskakując kompletnie zdezorientowanego bramkarza gości. Do końca meczu wynik się nie zmienił i zespoły podzieliły się punktami.
W drugim dzisiejszym meczu Bologna zremisowała z Atalantą. W tym spotkaniu oglądaliśmy zdecydowanie więcej akcji i bramek. Oba broniące się przed spadkiem zespoły, które w poprzedniej kolejce odniosły zwycięstwa nad wyżej notowanymi ekipami Fiorentiny i Lazio, stworzyły niezłe widowisko. Najpierw na dwubramkowe prowadzenie wyprowadził piłkarzy z Bolonii niezawodny Marco Di Vaio. Później z letargu ocknęli się goście, którzy za sprawą Manfrediniego i wprowadzonego po przerwie Chevantona wyrównali stan meczu.










