Wiadomo, jak bardzo gorący jest trenerski stołek. Posadę szkoleniowca drużyny piłkarskiej łatwo jest dostać, ale jeszcze łatwiej o jej utratę. Wystarczy kilka remisów czy porażek, by pożegnać się z pracodawcą. Jednak niektórzy prezesi tak łatwo z zatrudnianych fachowców nie rezygnują. Czasem przynosi to bardzo wymierne korzyści.
W całkiem niedawno zakończonym sezonie w rosyjskiej Premier Lidze zwyciężył Rubin Kazań, zdobywając swój pierwszy tytuł mistrza kraju. Jednak ten sukces nie byłby możliwy bez piastującego również funkcję wiceprezesa klubu Kurbana Bierdyjewa. To właśnie Turkmen, obejmując funkcję pierwszego trenera, zaczął pisać nową historię klubu. Jego przygoda z zespołem z Kazania zaczęła się w 2001 roku, kiedy to team ze stolicy Tatarstanu występował w Pierwszej Dywizji, czyli odpowiedniku naszej pierwszej ligi. Już w swoim pierwszym roku pracy z drużyną z Kazania został jej mistrzem i uzyskał prawo do startu w najwyższej piłkarskiej klasie rozgrywkowej Rosji. W sezonie 2003 Rubin zadebiutował w Premier Lidze. Jego początek nie okazał się dla kazańczyków pomyślny, na inaugurację przegrali na Łużnikach z CSKA aż 0:4. Jednak z czasem beniaminek stawał się coraz silniejszy i coraz bardziej pewny swoich możliwości. „Tatarzy” szli jak burza, stali się rewelacją rozgrywek i od razu odnieśli największy sukces w historii klubu, zdobywając brązowe medale i prawo gry w Pucharze UEFA.
Po świetnym 2003 rok 2004 nie był już dla Bierdyjewa taki pomyślny. Jego zespół, który typowano nawet do mistrzostwa Rosji, zdecydowanie zawiódł i to na całej linii. Z ligowego potentata stał się chłopcem do bicia i zamiast o najwyższe cele, walczył o utrzymanie. Już w trakcie sezonu pojawiły się głosy wzywające ówczesnego prezesa klubu, Kamila Iszkowa, do zwolnienia Bierdyjewa. Turkmen pozostał jedna na stanowisku. Wiedząc, że ma nóż na gardle, o wiele bardziej przyłożył się do przygotowań zespołu do walki w rozgrywkach w roku 2005. Wtedy ponownie rozbłysła gwiazda Rubinu. Znowu w ich grze widać było wiarę we własne możliwości i sukces. Fani „Tatarów” ponownie zobaczyli w swoich ulubieńcach maszynę do zdobywania punktów, która wygrała Pierwszą Dywizję i zajęła trzecie miejsce w Premier Lidze. Ostatecznie skończyło się na czwartej lokacie.
Po piątej pozycji na koniec sezonu 2006 kibice Rubinu szykowali się na jeszcze bardziej niż poprzednimi laty zaciętą walkę o mistrzostwo. Jednak wtedy kazańczycy znowu zawiedli. Ponownie typowana do tytułu ekipa zawiodła na całej linii, przegrywając niemal przez całą rundę jesienną, zwłaszcza na wyjazdach. Znowu zaczęło być głośno o dymisji Bierdyjewa. Nowo wybrany prezes Aleksandr Gusiew pozostawił go jednak na stanowisku. Ponownie zmotywowany do ciężkiej pracy Turkmen zrobił wszystko, co mógł, by jak najlepiej przygotować swój zespół do rozgrywek. Gdy spodziewano się zażartej rywalizacji do ostatniej kolejki między zdobywcą Pucharu UEFA i ówczesnym czempionem, Zenitem, trzykrotnie kończącym rozgrywki z wicemistrzostwem Spartakiem i podrażnionym spadkiem na trzecią lokatę CSKA, Rubin odniósł siedem kolejnych wygranych, przetrwał letni kryzys i ponownie zaczął zwyciężać. W końcu 2 listopada największy sukces w liczącej pół wieku historii klubu stał się faktem i kazańczycy wywalczyli premierowe mistrzostwo, w które zdecydowanie największy wkład miał Bierdyjew. Cierpliwość prezesa się opłaciła, a piłkarze mogą cieszyć się z życiowego sukcesu. Jedak największe emocje czekają ich we wrześniu, kiedy zadebiutują w Lidze Mistrzów.










